15.05.2024, 11:24 ✶
- Ciekawa nazwa - powiedział, odwracając wzrok. Białe drzewo... Mogli nazwać kawiarnię po prostu brzoza, bo chyba brzozy miały białą korę? Nie był pewny, bo mimo iż z nauk przyrodniczych był dobry, to jednak cały jego rozwój skupiał się na człowieku i jego mózgu. Gdyby ktoś go teraz wrzucił do lasu, bez możliwości teleportacji, to pewnie by nie przeżył nawet jednej nocy, nawet z magią. - W takim razie chodźmy.
W zasadzie nie miał żadnego szczególnego planu co do Marie - przynajmniej nie dzisiaj. Jego celem było zbliżenie się do kobiety, więc gdy tylko dotarli do Białego Drzewa, usiedli przy jednym z wolnych stolików i zamówił dla siebie herbatę. Dla niej kawę lub cokolwiek innego chciała - zapewnił przy okazji, że on płaci, jako ta osoba, która zaprasza. Mógł nie traktować Marie Abbott poważnie, ale przecież był dobrze wychowany, nie mógł pozwolić, by kobiecie chociaż przez myśl przeszło, że miałaby płacić. Rozmawiali w zasadzie o wszystkim i o niczym. Lestrange pytał mimochodem, jak idzie kobiecie w pracy. Nie wypytywał o to, co robi - pytał czy ma jej dużo, czy przełożeni są dla niej mili. Taki zwykły small talk, którego szczerze nienawidził, ale musiał to robić, jeżeli chciał zaskarbić sobie jej zaufanie. Bo to było kluczowe - im więcej spotkań i zwykłych rozmów, tym większa szansa na to, że Abbott sama zacznie dzielić się z nim szczegółami z pracy, o których niekoniecznie mogła mówić każdemu... Po wszystkim oczywiście odprowadził ją do domu, jak na dżentelmena przystało. Pozwolił sobie nawet na muśnięcie grzbietu jej dłoni ustami na pożegnanie, nie chcąc się zbyt spoufalać na tym etapie znajomości.
W zasadzie nie miał żadnego szczególnego planu co do Marie - przynajmniej nie dzisiaj. Jego celem było zbliżenie się do kobiety, więc gdy tylko dotarli do Białego Drzewa, usiedli przy jednym z wolnych stolików i zamówił dla siebie herbatę. Dla niej kawę lub cokolwiek innego chciała - zapewnił przy okazji, że on płaci, jako ta osoba, która zaprasza. Mógł nie traktować Marie Abbott poważnie, ale przecież był dobrze wychowany, nie mógł pozwolić, by kobiecie chociaż przez myśl przeszło, że miałaby płacić. Rozmawiali w zasadzie o wszystkim i o niczym. Lestrange pytał mimochodem, jak idzie kobiecie w pracy. Nie wypytywał o to, co robi - pytał czy ma jej dużo, czy przełożeni są dla niej mili. Taki zwykły small talk, którego szczerze nienawidził, ale musiał to robić, jeżeli chciał zaskarbić sobie jej zaufanie. Bo to było kluczowe - im więcej spotkań i zwykłych rozmów, tym większa szansa na to, że Abbott sama zacznie dzielić się z nim szczegółami z pracy, o których niekoniecznie mogła mówić każdemu... Po wszystkim oczywiście odprowadził ją do domu, jak na dżentelmena przystało. Pozwolił sobie nawet na muśnięcie grzbietu jej dłoni ustami na pożegnanie, nie chcąc się zbyt spoufalać na tym etapie znajomości.
Koniec sesji