15.05.2024, 18:51 ✶
Trochę nie rozumiała tego co się dzieje. Tego, jak łatwo dała się oszukać, a także tego, jak wszystko teraz wydawało jej się logiczne i proste. Czemu dopiero teraz musiała przejrzeć na oczy, gdy wydawało jej się powoli, że może choć przez chwilę będzie miło i po prostu dobrze?
Miała nadzieję po ich wizycie w klubie i tym, całym poranku dnia następnego, że coś jest na rzeczy. I że nie chodzi o chwilą uciechę, a naprawdę tworzyła się między nimi jakaś małą więź, która Vioricę ciekawiła i w którą postanowiła zabrać, mimo wycofania się Cedrica.
Teraz chyba rozumiała, czemu się wycofał.
Może zrozumiał, że pociągnął sprawy za daleko? A może właśnie wtedy dowiedział się kim tak naprawdę jest Vior i czym się kiedyś zajmowała? Może dlatego zaproponował ten wyjazd? By dowiedzieć się prawdy i ostatecznie przekonać się z kim przyszło mu się na nowo poznać. By wyciągnąć z niej wszystkie sekrety i dać jej to, co co w końcu sobie zasłużyła.
W swoim życiu w końcu miała tyle możliwych dróg do obrania, a jednak zdecydowała na tą, którą w tak głupi sposób przekreśliła jej normalne życie. I tak, udawała przez ostatni czas, że wcale tak nie było, myślała nawet że oszukiwała samą siebie, a jednak, dziś zdała sobie sprawę, że nigdy nie uwolni się od przeszłości.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto znajdzie sposób na jej odkrycie i rzucenie prosto w twarz.
I może powinna w końcu ją zaakceptować i przestać przed nią uciekać? Zmazać tą grubą kreskę, która chciała postawić? Może już zaczęła to robić, spotykając się poprzedniego dnia z Crowem?
Jeśli Cedric się wszystkiego dowie i ją sprzeda co jej zostanie poza ucieczką?
Może właśnie znów stanie się tym, kim była wcześniej? A może nigdy nie przestała być tą osobą?
Czuła jak powoli zaczyna boleć ją głowa.
W jej sercu grzmiało poczucie zdrady, tak silne, że nie potrafiła go opanować. Przebijała się przez nie niepewność pomieszana z rozczarowaniem i rezygnacją.
Tak bardzo powinna stąd zniknąć. A jednak tkwiła w tym domku, nie pokazując po sobie, jak wielka szalała w niej burza, chcąc zobaczyć, co dokładnie utraciła. Czym mogłoby być to wszystko, gdyby nie jej ta cholerna przeszłość.
Zacisnęła zęby, gdy Cedric potwierdził, że chciał o niej jak najwięcej dowiedzieć. Zaciągał ją w pułapkę, czy może przyznawał się w zawoalowany sposób, że czeka na to, aż wszystko mu powie? Może zauważył jej dziwne zachowanie? Mógł przecież przejrzeć jej uśmiech, który coraz trudniej było jej utrzymywać. Była świetnym kłamcą. Ale czasem i to nie wystarczało.
- Takie wyjazdy mogą zbliżać. Ale nie tak łatwo wyciągnąć ode mnie wszystkie informacje. - Uśmiechnęła się, pierwszy raz chłodno. Niech wie, że go rozgryzła. I że nie ma zamiaru mu cokolwiek wydać.
Zdała jednak sobie w ten sposób sprawę, że zrzuciła maskę.
I nie wiedziała jednak, czy powinna dalej grać tę chorą grę, czy jednak się poddać.
Cedric jednak za wiele nie dał po sobie poznać. Może dał jej fory? A może gdzieś tam w głębi jego zachowania były po części szczere?
Gubiła się w tym wszystkim, w tym co podpowiadał jej umysł, jej serce i w tym co mówił Cedric.
- Miło mi, że w czymś pomogłam. Czasami ludzie jednak mogą się okazać ważniejsi od obowiązków. - Spojrzała mu w oczy, zastanawiając się, czy może jednak nie zrezygnuje ze swojego planu wydania. Czy może jednak ta znajomość okaże się ważniejsza niż to, co tak naprawdę powinien zrobić. Prawo w końcu było po jego stronie.
NIE UFAJ MU!
Niemal się zachłysnęła tą myślą. No tak. Przecież nie miała na co liczyć.
Skinęła, gdy zaproponował, że coś ugotuje.
- Będzie miło, nigdy nie miałam smykałki do kulinariów w przeciwieństwie do mojej mamy, choć nakładała mi do głowy tyle ile się dało. - Postarała trochę pożartować, choć czuła, że wyszło żałośnie. Jak ktoś mógł postawić ją ponad słuszną sprawę, skoro właśnie taka była. Żałosna.
Już się nie uśmiechała. Poszła za Cedriciem na taras, zobaczyła jak siada w tym fotelu bujanym, który skojarzył jej się z bezpieczeństwem i domem, i w jej środku stało się coś dziwnego. Usiadła obok, wzięła kawę w ręce, spojrzała ten piękny widok przed sobą, i zrozumiała, że wszystko co chciała czuć, czego jeszcze niedawno spodziewała się czuć, to kompletna ułuda, w która sama się wpakowała.
Znów zachciało jej się płakać.
- Przejść się. Ale samej. - Wydusiła na pytanie o ich plany, po czym wstała nagle z fotela. Ruszyła przed siebie, czując w gardle duszącą ja gule. Objęła się ramionami i nie obejrzała ani razu.
Uciekała. Nagle, niespodziewanie, ale jednak ją to wszystko przerosło. Mnogość kłębiących się w niej uczuć, które miały coraz mniej i mniej sensu, a jednak tu były.
Zdrajca. On jest zdrajcą.
Myśli te coraz bardziej paliły. W ogóle nie powinna tu przyjeżdżać.
Miała nadzieję po ich wizycie w klubie i tym, całym poranku dnia następnego, że coś jest na rzeczy. I że nie chodzi o chwilą uciechę, a naprawdę tworzyła się między nimi jakaś małą więź, która Vioricę ciekawiła i w którą postanowiła zabrać, mimo wycofania się Cedrica.
Teraz chyba rozumiała, czemu się wycofał.
Może zrozumiał, że pociągnął sprawy za daleko? A może właśnie wtedy dowiedział się kim tak naprawdę jest Vior i czym się kiedyś zajmowała? Może dlatego zaproponował ten wyjazd? By dowiedzieć się prawdy i ostatecznie przekonać się z kim przyszło mu się na nowo poznać. By wyciągnąć z niej wszystkie sekrety i dać jej to, co co w końcu sobie zasłużyła.
W swoim życiu w końcu miała tyle możliwych dróg do obrania, a jednak zdecydowała na tą, którą w tak głupi sposób przekreśliła jej normalne życie. I tak, udawała przez ostatni czas, że wcale tak nie było, myślała nawet że oszukiwała samą siebie, a jednak, dziś zdała sobie sprawę, że nigdy nie uwolni się od przeszłości.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto znajdzie sposób na jej odkrycie i rzucenie prosto w twarz.
I może powinna w końcu ją zaakceptować i przestać przed nią uciekać? Zmazać tą grubą kreskę, która chciała postawić? Może już zaczęła to robić, spotykając się poprzedniego dnia z Crowem?
Jeśli Cedric się wszystkiego dowie i ją sprzeda co jej zostanie poza ucieczką?
Może właśnie znów stanie się tym, kim była wcześniej? A może nigdy nie przestała być tą osobą?
Czuła jak powoli zaczyna boleć ją głowa.
W jej sercu grzmiało poczucie zdrady, tak silne, że nie potrafiła go opanować. Przebijała się przez nie niepewność pomieszana z rozczarowaniem i rezygnacją.
Tak bardzo powinna stąd zniknąć. A jednak tkwiła w tym domku, nie pokazując po sobie, jak wielka szalała w niej burza, chcąc zobaczyć, co dokładnie utraciła. Czym mogłoby być to wszystko, gdyby nie jej ta cholerna przeszłość.
Zacisnęła zęby, gdy Cedric potwierdził, że chciał o niej jak najwięcej dowiedzieć. Zaciągał ją w pułapkę, czy może przyznawał się w zawoalowany sposób, że czeka na to, aż wszystko mu powie? Może zauważył jej dziwne zachowanie? Mógł przecież przejrzeć jej uśmiech, który coraz trudniej było jej utrzymywać. Była świetnym kłamcą. Ale czasem i to nie wystarczało.
- Takie wyjazdy mogą zbliżać. Ale nie tak łatwo wyciągnąć ode mnie wszystkie informacje. - Uśmiechnęła się, pierwszy raz chłodno. Niech wie, że go rozgryzła. I że nie ma zamiaru mu cokolwiek wydać.
Zdała jednak sobie w ten sposób sprawę, że zrzuciła maskę.
I nie wiedziała jednak, czy powinna dalej grać tę chorą grę, czy jednak się poddać.
Cedric jednak za wiele nie dał po sobie poznać. Może dał jej fory? A może gdzieś tam w głębi jego zachowania były po części szczere?
Gubiła się w tym wszystkim, w tym co podpowiadał jej umysł, jej serce i w tym co mówił Cedric.
- Miło mi, że w czymś pomogłam. Czasami ludzie jednak mogą się okazać ważniejsi od obowiązków. - Spojrzała mu w oczy, zastanawiając się, czy może jednak nie zrezygnuje ze swojego planu wydania. Czy może jednak ta znajomość okaże się ważniejsza niż to, co tak naprawdę powinien zrobić. Prawo w końcu było po jego stronie.
NIE UFAJ MU!
Niemal się zachłysnęła tą myślą. No tak. Przecież nie miała na co liczyć.
Skinęła, gdy zaproponował, że coś ugotuje.
- Będzie miło, nigdy nie miałam smykałki do kulinariów w przeciwieństwie do mojej mamy, choć nakładała mi do głowy tyle ile się dało. - Postarała trochę pożartować, choć czuła, że wyszło żałośnie. Jak ktoś mógł postawić ją ponad słuszną sprawę, skoro właśnie taka była. Żałosna.
Już się nie uśmiechała. Poszła za Cedriciem na taras, zobaczyła jak siada w tym fotelu bujanym, który skojarzył jej się z bezpieczeństwem i domem, i w jej środku stało się coś dziwnego. Usiadła obok, wzięła kawę w ręce, spojrzała ten piękny widok przed sobą, i zrozumiała, że wszystko co chciała czuć, czego jeszcze niedawno spodziewała się czuć, to kompletna ułuda, w która sama się wpakowała.
Znów zachciało jej się płakać.
- Przejść się. Ale samej. - Wydusiła na pytanie o ich plany, po czym wstała nagle z fotela. Ruszyła przed siebie, czując w gardle duszącą ja gule. Objęła się ramionami i nie obejrzała ani razu.
Uciekała. Nagle, niespodziewanie, ale jednak ją to wszystko przerosło. Mnogość kłębiących się w niej uczuć, które miały coraz mniej i mniej sensu, a jednak tu były.
Zdrajca. On jest zdrajcą.
Myśli te coraz bardziej paliły. W ogóle nie powinna tu przyjeżdżać.