16.05.2024, 10:22 ✶
Zamrugał kilkukrotnie, nie będąc pewnym, czy Geraldine właśnie sobie z niego żartuje, w końcu tym nicponiom z Domu Lwa nie można ufać. Jak to mówią, czarodziej z Griffindoru wyjdzie, może nawet na ludzi, ale ta abominacja nigdy z niego nie wyjdzie. Mawiają też, że nikt nie jest idealny i to była właśnie skaza Yaxleyówny. Nolan? To ten typ na bramce miał na imię Nolan? Teraz już rozumiał, dlaczego tak dziwnie patrzył na Perseusa, który przez cały czas zwracał się do niego Noah.
— Geraldine — powtórzył z uporem, nieco ciszej niż poprzednio, choć nie udało mu się ukryć nuty irytacji — Rozejrzyj się, na Merlina.
Na scenę weszła Anotoinette przywitana gromkimi oklaskami. Przy najbliższym stoliku jasnowłosy młodzieniec składał zapalczywie pocałunki na dłoni swego niewiele starszego towarzysza. Dwójka mężczyzn w średnim wieku właśnie podniosła się ze swych miejsc, by gorąco powitać dołączającą do nich parę znajomych. W dalekim kącie sali Frank flirtował z chłopakiem na pluszowym fotelu. A to tylko obrazy, które najbardziej rzucały się w oczy; były jeszcze splecione dłonie, miłosne wyznania szeptane na ucho, oczy wpatrzone w siebie z tęsknotą.
I Geraldine oraz Perseus stojący samotnie przy barze. Nie pozostawało wątpliwości, że Black był jednym z nich. I nie wydawał się tym faktem szczególnie zawstydzony. Wręcz przeciwnie, opierał się wciąż łokciami o blat, jakby był u siebie. W końcu, nie był tutaj pierwszy raz. Zaraz potem westchnął ciężko, podwijając rękawy ciemnej koszuli z wyszywanymi srebrną nicią liliami, a potem sięgnął po drinka, który w międzyczasie przygotował mu barman. Różowego drinka podawanego w wysokim kieliszku, zdobionego truskawą i drobnymi kwiatami gipsówki.
— Myślisz, że czemu nagle wracam z Francji i po kilku miesiącach oświadczam się Malfoyównie? — rzucił beztrosko, upijając pierwszy łyk słodkiego trunku, choć sposób, w jaki się zachowywał, poruszał oraz wylewność sugerowały, że był już nieco podchmielony — Dobry, słodki, prawie w ogóle nie czuć w nim alkoholu. Chcesz spróbować? — podsunął jej kieliszek.
— Geraldine — powtórzył z uporem, nieco ciszej niż poprzednio, choć nie udało mu się ukryć nuty irytacji — Rozejrzyj się, na Merlina.
Na scenę weszła Anotoinette przywitana gromkimi oklaskami. Przy najbliższym stoliku jasnowłosy młodzieniec składał zapalczywie pocałunki na dłoni swego niewiele starszego towarzysza. Dwójka mężczyzn w średnim wieku właśnie podniosła się ze swych miejsc, by gorąco powitać dołączającą do nich parę znajomych. W dalekim kącie sali Frank flirtował z chłopakiem na pluszowym fotelu. A to tylko obrazy, które najbardziej rzucały się w oczy; były jeszcze splecione dłonie, miłosne wyznania szeptane na ucho, oczy wpatrzone w siebie z tęsknotą.
I Geraldine oraz Perseus stojący samotnie przy barze. Nie pozostawało wątpliwości, że Black był jednym z nich. I nie wydawał się tym faktem szczególnie zawstydzony. Wręcz przeciwnie, opierał się wciąż łokciami o blat, jakby był u siebie. W końcu, nie był tutaj pierwszy raz. Zaraz potem westchnął ciężko, podwijając rękawy ciemnej koszuli z wyszywanymi srebrną nicią liliami, a potem sięgnął po drinka, który w międzyczasie przygotował mu barman. Różowego drinka podawanego w wysokim kieliszku, zdobionego truskawą i drobnymi kwiatami gipsówki.
— Myślisz, że czemu nagle wracam z Francji i po kilku miesiącach oświadczam się Malfoyównie? — rzucił beztrosko, upijając pierwszy łyk słodkiego trunku, choć sposób, w jaki się zachowywał, poruszał oraz wylewność sugerowały, że był już nieco podchmielony — Dobry, słodki, prawie w ogóle nie czuć w nim alkoholu. Chcesz spróbować? — podsunął jej kieliszek.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory