16.05.2024, 15:16 ✶
Tak. Przez pierwsze chwilę, gdy trzymała w rękach tą wiadomość, myślała, że ktoś próbuje wyciąć jej naprawdę nieprzyjemny numer. Dlatego rzuciła karteczkę do kubełka na inne papiery, kończąc pakowanie na wyjazd, który miał się odbyć następnego dnia, stwierdzając, że nie ma sobie psuć humoru przez jakieś głupoty.
Paręnaście minut później jednak, tknięta chyba jakąś nostalgią, a może i nawet nadzieją, wygrzebała świstek, przyglądając mu się uważnie.
Znała pismo Crowa. Widziała je kilka razy w swoim życiu, łącznie z tym dniem, gdy wyratował jej cztery litery przed rychłym zgonem. I choć minęło parę ładnych lat, to jednak koślawie stawiane litery naprawdę wydawały się znajome.
Musiała sprawdzić, czy to prawda. Dla własnego spokoju ducha.
Dlatego stała pod Kotłem, zaczepiana przez kilku innych starych klientów przybytku, czekając na ducha przeszłych czasów, który postanowił się z nią tak kompletnie z dupy spotkać. Była jednak mu wiele winna. Więc jeśli naprawdę miało się okazać, że tu przybędzie, mogła zająć się tym całym zegarkiem choćby i od zaraz.
Trochę denerwowała się tym, jak często dopadała ją ostatnio przeszłość. Myślała, że się od niej odcięła, co chwilę jednak spotykała osoby, o których już dawno powinna zapomnieć. Tak jakby los postanowił jej uświadomić, że ucieczka przed tym, co było, jednak nie wchodzi w grę i powinna się z tym pogodzić.
Nerwowo trzęsła nogą. Obcas jej czarnego buta stukał o bruk. Miała na sobie czerwone, rozszerzane jeansy i ciemny top na ramiączka, oraz narzuconą na ramiona granatową chustę w srebrne gwiazdki. Nałożyła zwyczajowy makijaż, z podkreślonymi szminką ustami i czarną kredką oczami. Jeśli zostanie wystawiona, mogła po prostu udać, że jak zwykle chciała spędzić wieczór przy drinku. Nikogo by to nie zaskoczyło.
A jednak każda minuta spóźnienia sprawiało, że coś w je środku umierało.
Okej, lubiła Crowa i sama myśl, że jednak gdzieś jeszcze mniej lub bardziej radośnie wkurza ludzi swoją obecnością była pocieszająca. Trochę traciła nadzieje, pamiętała jednak, że Crow nigdy nie był punktualny. Zawsze na niego czekała. Spojrzała na swoje paznokcie, z zamiarem skubnięcia jednej ze skórek, gdy usłyszała dziwny dźwięk, który odwrócił jej uwagę.
Spojrzała w jego stronę, uniosła wysoko swoje ciemne brwi i się uśmiechnęła.
Wyglądał inaczej, zdecydowanie, ale poznawała tą parszywą gębę.
Zresztą,ona też się zmieniła. Miała trochę krótsze włosy, też przytyła kilka kilo, jej twarz ozdobiły pierwsze mimiczne zmarszczki, a jednak wiedziała, że ją też pozna.
No, może jak się nie zabije na tym swoim pojeździe.
- Dobrze wiedzieć, że żyjesz - powiedziała, dając się objąć, samej odpowiadając tym samym. Poczuła jak dopada ją dziwna abstrakcja sytuacji, której już nigdy nie spodziewała się doświadczyć. A jednak czas naprawdę płynął dalej, a ona nie wybudzała się z jakiegoś dziwnego snu.
Naprawdę się spotkali.
- Ile to lat? Zresztą, nie ważne. Choć wiesz, trochę mi smutno, że odzywasz się po takim czasie i od razu w ramach interesów - żachnęła się, choć nawet nie ukrywała, że było to całkowicie udawane droczenie się.
Paręnaście minut później jednak, tknięta chyba jakąś nostalgią, a może i nawet nadzieją, wygrzebała świstek, przyglądając mu się uważnie.
Znała pismo Crowa. Widziała je kilka razy w swoim życiu, łącznie z tym dniem, gdy wyratował jej cztery litery przed rychłym zgonem. I choć minęło parę ładnych lat, to jednak koślawie stawiane litery naprawdę wydawały się znajome.
Musiała sprawdzić, czy to prawda. Dla własnego spokoju ducha.
Dlatego stała pod Kotłem, zaczepiana przez kilku innych starych klientów przybytku, czekając na ducha przeszłych czasów, który postanowił się z nią tak kompletnie z dupy spotkać. Była jednak mu wiele winna. Więc jeśli naprawdę miało się okazać, że tu przybędzie, mogła zająć się tym całym zegarkiem choćby i od zaraz.
Trochę denerwowała się tym, jak często dopadała ją ostatnio przeszłość. Myślała, że się od niej odcięła, co chwilę jednak spotykała osoby, o których już dawno powinna zapomnieć. Tak jakby los postanowił jej uświadomić, że ucieczka przed tym, co było, jednak nie wchodzi w grę i powinna się z tym pogodzić.
Nerwowo trzęsła nogą. Obcas jej czarnego buta stukał o bruk. Miała na sobie czerwone, rozszerzane jeansy i ciemny top na ramiączka, oraz narzuconą na ramiona granatową chustę w srebrne gwiazdki. Nałożyła zwyczajowy makijaż, z podkreślonymi szminką ustami i czarną kredką oczami. Jeśli zostanie wystawiona, mogła po prostu udać, że jak zwykle chciała spędzić wieczór przy drinku. Nikogo by to nie zaskoczyło.
A jednak każda minuta spóźnienia sprawiało, że coś w je środku umierało.
Okej, lubiła Crowa i sama myśl, że jednak gdzieś jeszcze mniej lub bardziej radośnie wkurza ludzi swoją obecnością była pocieszająca. Trochę traciła nadzieje, pamiętała jednak, że Crow nigdy nie był punktualny. Zawsze na niego czekała. Spojrzała na swoje paznokcie, z zamiarem skubnięcia jednej ze skórek, gdy usłyszała dziwny dźwięk, który odwrócił jej uwagę.
Spojrzała w jego stronę, uniosła wysoko swoje ciemne brwi i się uśmiechnęła.
Wyglądał inaczej, zdecydowanie, ale poznawała tą parszywą gębę.
Zresztą,ona też się zmieniła. Miała trochę krótsze włosy, też przytyła kilka kilo, jej twarz ozdobiły pierwsze mimiczne zmarszczki, a jednak wiedziała, że ją też pozna.
No, może jak się nie zabije na tym swoim pojeździe.
- Dobrze wiedzieć, że żyjesz - powiedziała, dając się objąć, samej odpowiadając tym samym. Poczuła jak dopada ją dziwna abstrakcja sytuacji, której już nigdy nie spodziewała się doświadczyć. A jednak czas naprawdę płynął dalej, a ona nie wybudzała się z jakiegoś dziwnego snu.
Naprawdę się spotkali.
- Ile to lat? Zresztą, nie ważne. Choć wiesz, trochę mi smutno, że odzywasz się po takim czasie i od razu w ramach interesów - żachnęła się, choć nawet nie ukrywała, że było to całkowicie udawane droczenie się.