16.05.2024, 15:43 ✶
Słuchała słów matki, zerkając w niebo, na którym pojawiało się kilka niegroźnych chmurek, które jednak co jakiś czas zasłaniały słońce.
Uśmiechnęła się na wyobrażenie różowej sowy, nawet rozumiejąc te dziwne poczucie humoru mamy, szybko jednak kąciki jej ust opadły, gdy poddała się chwilowemu zamyśleniu.
- Tylko zauroczenie nie zawsze kończy się szczęśliwie, zresztą, powiedziałabym, że w większości przypadków albo po prostu mija, albo cóż, nie trafia się na odpowiednią osobę. - To właśnie znała. To przerabiała już tyle razy, w różnych konfiguracjach, o których w większości nikt nie wiedział, z tych czy tamtych powodów. - Tylko, wiesz, jak odróżnić to, od prawdziwej miłości? W sensie... - westchnęła i skubnęła skórkę przy jednym z paznokci, chyba nie bardzo potrafiąc wytłumaczyć o co chodzi. - Miałaś kiedyś tak, że wiedziałaś, że z danym mężczyzną łączy cię coś głębszego? Jak w tych wszystkich romansach, gdzie się potrafi poświęcić dla tej osoby wszystko? - Nie wiedziała czemu ciągnęła tę rozmowę. Może dlatego, że ostatnio szukała czegoś więcej w życiu. I łapała już się wszystkich opcji, które mogła mieć.
Nie spodziewała się, że tak szybko sprowadzi to ich rozmowę na temat Lupina. Tym bardziej, że sprawa między nimi była, cóż, skomplikowana i na pewno niezbyt pewna. Szczególnie teraz, gdy cholerny Lupin jej unikał.
- Merlinie, powiedz, że cały szpital nie zaczął tonąć w plotkach na nasz temat. My tylko poszliśmy wspólnie do baru - a potem spędził noc w jej mieszkaniu, przy czym sam wieczór należał do przyjemnych, co jednak z tego, gdy od tego czasu nie mogła go złapać. - Wiesz, znajomi tak robią. Robiłam to już z wieloma znajomymi. - Spojrzała na mamę z ukosa, choć widać po niej było, że cała ta sprawa wcale nie jest taka prosta. Coś ją dręczyło, a jedyna osoba, która potrafiła przejrzeć przez większość jej kłamstw, stała właśnie obok.
Uśmiechnęła się na wyobrażenie różowej sowy, nawet rozumiejąc te dziwne poczucie humoru mamy, szybko jednak kąciki jej ust opadły, gdy poddała się chwilowemu zamyśleniu.
- Tylko zauroczenie nie zawsze kończy się szczęśliwie, zresztą, powiedziałabym, że w większości przypadków albo po prostu mija, albo cóż, nie trafia się na odpowiednią osobę. - To właśnie znała. To przerabiała już tyle razy, w różnych konfiguracjach, o których w większości nikt nie wiedział, z tych czy tamtych powodów. - Tylko, wiesz, jak odróżnić to, od prawdziwej miłości? W sensie... - westchnęła i skubnęła skórkę przy jednym z paznokci, chyba nie bardzo potrafiąc wytłumaczyć o co chodzi. - Miałaś kiedyś tak, że wiedziałaś, że z danym mężczyzną łączy cię coś głębszego? Jak w tych wszystkich romansach, gdzie się potrafi poświęcić dla tej osoby wszystko? - Nie wiedziała czemu ciągnęła tę rozmowę. Może dlatego, że ostatnio szukała czegoś więcej w życiu. I łapała już się wszystkich opcji, które mogła mieć.
Nie spodziewała się, że tak szybko sprowadzi to ich rozmowę na temat Lupina. Tym bardziej, że sprawa między nimi była, cóż, skomplikowana i na pewno niezbyt pewna. Szczególnie teraz, gdy cholerny Lupin jej unikał.
- Merlinie, powiedz, że cały szpital nie zaczął tonąć w plotkach na nasz temat. My tylko poszliśmy wspólnie do baru - a potem spędził noc w jej mieszkaniu, przy czym sam wieczór należał do przyjemnych, co jednak z tego, gdy od tego czasu nie mogła go złapać. - Wiesz, znajomi tak robią. Robiłam to już z wieloma znajomymi. - Spojrzała na mamę z ukosa, choć widać po niej było, że cała ta sprawa wcale nie jest taka prosta. Coś ją dręczyło, a jedyna osoba, która potrafiła przejrzeć przez większość jej kłamstw, stała właśnie obok.