Nie musiał, ale chciał. Dla kogoś, kto był zdrów, nie miał żadnych problemów, nałożenie kilku podstawowych zaklęć nie powinno stanowić większego wyzwania. Zwłaszcza, że nie starali się z tego budynku stworzyć kolejnego Hogwatu. Ani też Kromlechu. Chodziło tylko o drobne zabezpieczenia. Gdyby poprosił o pomoc, zapewne z miejsca zdradziłby Traversowi, że coś było z nim nie w porządku. Bo przecież potrafił zrobić więcej. Bo przecież nigdy dotąd nie miał z tego typu sprawami problemów.
Kilka chwil spędzonych ponownie w towarzystwie Traversa, pozwoliło mu na to, aby dojść do siebie. Przynajmniej trochę zregenerować siły. Odzyskać równowagę. Spokój. Po części zapewne pomogło w tym skupienie się na innym temacie. Na rozmowie. Potrzebach Nicholasa, które były jak najbardziej logiczne. Możliwe do zrealizowania. Nie wydawało się aby cokolwiek z tego miało stan[a]owić choćby niewielki problem.
- Nie będzie takiej potrzeby. - zapewnił go, nawet jeśli pewności nie miał. Nie takiej całkowitej. Mógł jednak zaryzykować i wypowiedzieć te słowa, ponieważ był pewny, że wszystko zdoła przygotować. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy zamiast kilku godzin, dostał aż dwa dni. Nie zamierzał naciskać na szybszy termin. Ten był dla niego jak najbardziej akceptowalny. Mieścił się we wąskich granicach, jakie zostały w tym przypadku narzucone. - Jeśli wszystko będzie w porządku, skontaktujesz się z Vulturisem. Dasz mu po wszystkim zielone światło. I dopiero później poinformujesz mnie. - dodał jeszcze, żeby sprawy były w tym przypadku jasne. Procedura mu znana. Nie mogli sobie pozwolić na wydłużanie ścieżki przekazywania informacji. Nawet kilka minut poślizgu byłoby w stanie sprawić, że coś się zmieni; coś pokrzyżuje im plany. Nie chciał do tego dopuścić. [/a]Kiedy wreszcie upewnili się, że wszystko jest jasne, zrozumiane, dogadane, mogli opuścić Zmarzłoć. Przedłużanie wizyty w tym budynku nie miało sensu. Mogło natomiast przyciągnąć uwagę mniej lub bardziej przypadkowych osób. Trzeba było zachować tutaj należytą ostrożność. Unikać przekraczania granic.
Po powrocie do własnego domu, zadbał o to, aby znaleźć czas na przygotowanie odpowiednich narzędzi dla Nicholasa; na realizacje jego zamówienia. Odpowiednie świece, kadzidła ochronne, susz białej szałwii. Z tą ostatnią mieli wiele szczęścia, na stanie posiadał bowiem ostatnie dwa opakowania, które miały być przeznaczone na sprzedaż. Będzie musiał zwrócić na to uwagę. Odpowiednio zaopatrzyć sklep oraz pracownie.
Kiedy w dwa dni później, Nicholas zjawił się na miejscu, wszystko na niego czekało. Ułożone starannie, równiutko, wewnątrz brązowego kartonu. 6 czarnych świec. 4 kadzidła ochronne. Dwa woreczki suszu z białej szałwii. Zgodnie z założeniami Roberta, Travers nie powinien mieć powodów do narzekania. Zwłaszcza, że do wszystkich tych rzeczy nie został dołączony żaden rachunek.