23.12.2022, 17:00 ✶
W całym tym spierdoleniu ostatnich wydarzeń w życiu Sauriela, spotkanie z Norką było szokująco odświeżające i normalne. Stop, nie. Wróć. W całym tym spierdoleniu wydarzeń w życiu Sauriela, nie ostatnich, bo całe to życie było jednym wielkim pasmem porażek i krótkich uniesień, spotkanie z norką było całkowicie NIEnormalne. Odświeżające - tak. Ale na pewno nie normalne, jeśli przez normy bierzemy wyznacznik jego życia. Zamiast gróźb, trupów, krwi i przemocy - ot, śliczny lokal. Czy przesadny? Banalny? Nie znalazły się takie określenia w jego głowie. Krzykliwy - no tak, ale o to właścicielce chodziło. Kobieta, która nie krzyczała, a która ze spokojem potrafiła gładzić najbardziej dzikiego kocura z włosem, nie mogła unosić głosu. Wiedziała jak nikt inny, że krzyk mógł obudzić bestię. Ciche, kocie mruczenie było przecież zbyt cenne, żeby je gasić. Przekonałby się do tego jeszcze mocniej, gdyby tylko wiedział, że Norka nie była już sama na tym świecie. Miała małe, ludzkie istnienie, o które chciała dbać i otaczać je miłością. Co za to wiedział tu i teraz to to, że kobieta miłość próbowała nadal przenosić na ludzi. To i ten optymizm, który czynił z niej malutkie słoneczko w bardzo ponurych czasach, w jakich przyszło im żyć. Ludzie tacy jak ona byli warci grzechu. Warci tego, żeby o nich walczyć.
- Czekaj, niech no się zastanowię... - Wyciągnął dłoń, wystawiając palce, marszcząc brwi i kolejno prostował każdy z paluchów. Jeden, dwa, trzy... jakby naprawdę bardzo intensywnie liczył. - Tylko jednego? Ja doliczyłem się co najmniej pięciu. Babka jednak mądrze mówiła, że trzeba było się przykładać do tego Hogwartu... - Jej uśmiech był promienny i jaśniejący. Ciekawe, czy miała męża? Czy codziennie rano robiła śniadanie dla swojej rodziny? Skąd w ogóle pomysł na knajpę, skoro, tak mu się wydawało, chciała podróżować? Może źle pamiętał. Nie miał swojej pamięci za szczególnie wybitną. Wydawała się taka... szczęśliwa. Jakby była bardzo zadowolona z tego, jak jest i w jakim kierunku to jej życie się potoczyło. Czy to była prawda czy może zawodowy uśmiech numer sześć? Taki wyciągany zza lady jak alkohol dla klientów. - Przepraszam, to pocieszenie? - Zapytał z cieniem śmiechu w głosie, unosząc brwi w górę, kiedy usłyszał od niej, że gówno i róża na pewno mają powiązania. - Jak na razie to ty jesteś łącznikiem, więc bym uważał. - Bycie pomizianym przez płatki róży to nic złego, no ale wdepnąć buciorem w gówno to co innego. Nikt nie lubił!
- Zdrówko. - Stuknął się z nią szklanicami i wypił, co mu polano. Lubił to uczucie ciepła i lekkiego drapania, które rozchodziło się po gardle od whisky. - Od kłopotów do kłopotów. Jak na Czarnego Kota przystało. - Pytanie obejmujące "co u ciebie", czy też "jak ci życie mija" były zawsze tak samo tricky. Z jednej strony można było do nich podejść bardzo wylewnie. Zacząć opowiadać, co naprawdę słychać i jak się masz, gdzie pracujesz i co zamierzasz. Albo możesz nie wiedzieć, co powiedzieć, bo nic ciekawego nie przychodzi ci do głowy. Sauriel zaliczył się teraz do jeszcze innej grupy - grupy ludzi, którzy nie bardzo chcieli na takie pytania odpowiadać. - Na pewno nie lepiej, niż tobie. - Obrócił się w kierunku sali, żeby się jej teraz przyjrzeć, pooglądać jej kąty. - Nie chciałaś czasem podróżować? Nie marzył ci się ten, no... Paryż? - Albo nie? Naprawdę nie był pewien. Odchylił głowę, żeby na nią spojrzeć. - Gdyby mnie ktoś postawił w tym miejscu to pierwsze co zapytałbym, czy to ty je urządzałaś. - I to był w zasadzie komplement, chociaż można to był odebrać wielorako.
- Czekaj, niech no się zastanowię... - Wyciągnął dłoń, wystawiając palce, marszcząc brwi i kolejno prostował każdy z paluchów. Jeden, dwa, trzy... jakby naprawdę bardzo intensywnie liczył. - Tylko jednego? Ja doliczyłem się co najmniej pięciu. Babka jednak mądrze mówiła, że trzeba było się przykładać do tego Hogwartu... - Jej uśmiech był promienny i jaśniejący. Ciekawe, czy miała męża? Czy codziennie rano robiła śniadanie dla swojej rodziny? Skąd w ogóle pomysł na knajpę, skoro, tak mu się wydawało, chciała podróżować? Może źle pamiętał. Nie miał swojej pamięci za szczególnie wybitną. Wydawała się taka... szczęśliwa. Jakby była bardzo zadowolona z tego, jak jest i w jakim kierunku to jej życie się potoczyło. Czy to była prawda czy może zawodowy uśmiech numer sześć? Taki wyciągany zza lady jak alkohol dla klientów. - Przepraszam, to pocieszenie? - Zapytał z cieniem śmiechu w głosie, unosząc brwi w górę, kiedy usłyszał od niej, że gówno i róża na pewno mają powiązania. - Jak na razie to ty jesteś łącznikiem, więc bym uważał. - Bycie pomizianym przez płatki róży to nic złego, no ale wdepnąć buciorem w gówno to co innego. Nikt nie lubił!
- Zdrówko. - Stuknął się z nią szklanicami i wypił, co mu polano. Lubił to uczucie ciepła i lekkiego drapania, które rozchodziło się po gardle od whisky. - Od kłopotów do kłopotów. Jak na Czarnego Kota przystało. - Pytanie obejmujące "co u ciebie", czy też "jak ci życie mija" były zawsze tak samo tricky. Z jednej strony można było do nich podejść bardzo wylewnie. Zacząć opowiadać, co naprawdę słychać i jak się masz, gdzie pracujesz i co zamierzasz. Albo możesz nie wiedzieć, co powiedzieć, bo nic ciekawego nie przychodzi ci do głowy. Sauriel zaliczył się teraz do jeszcze innej grupy - grupy ludzi, którzy nie bardzo chcieli na takie pytania odpowiadać. - Na pewno nie lepiej, niż tobie. - Obrócił się w kierunku sali, żeby się jej teraz przyjrzeć, pooglądać jej kąty. - Nie chciałaś czasem podróżować? Nie marzył ci się ten, no... Paryż? - Albo nie? Naprawdę nie był pewien. Odchylił głowę, żeby na nią spojrzeć. - Gdyby mnie ktoś postawił w tym miejscu to pierwsze co zapytałbym, czy to ty je urządzałaś. - I to był w zasadzie komplement, chociaż można to był odebrać wielorako.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.