17.05.2024, 15:37 ✶
Nie minęło dużo czasu, kiedy drzwi otworzył wyraźnie zdziwiony Isaac. Nie spodziewał się dzisiaj gości, a już tym bardziej Anthony'ego Shafiq'a w drzwiach swojego domu. Czyżby stało się coś poważnego? Nie był też ubrany w strój, w którym mógłby przyjmować kogokolwiek innego niż swojego sąsiada. Miał na sobie białą koszulkę z wąsata filiżanką proponującą herbatę i czerwone, krótkie spodenki. Włosy zawsze starannie ułożone, tym razem były trochę w nieładzie. Tak jakby po prostu wstał, i nic z nimi nie robił. Lokowana grzywka była bardzo kapryśna.
- Dzień dobry, panie Shafiq? Czy wszystko w porządku?- Trochę go zamurowało, więc zamiast zaprosić gościa do środka, po prostu słuchał i patrzył jak ten mówił. Dopiero kiedy Anthony zrobił krok żeby wejść, Bagshot cofnął się nieco, żeby go przepuścić. Chciał zaproponować żeby obeszli dom i użyli drzwi ogrodowych, ale nie zdążył. Stanęli więc od razu w salonie, naprzeciwko schodów prowadzących na pierwsze piętro domu. Isaac mieszkał w typowo brytyjskim bliźniaku z czerwonej cegły. Mimo, że był to dom czarodziejów, to nie był w środku powiększony ani zmieniony na czarodziejską modłę. Odkąd chłopak trafił do Hogwartu, to nikt tak naprawdę w nim nie mieszkał. Jego rodzice bardzo dużo podróżowali i część wakacji spędzał u cioć oraz wujków, którzy akurat nie byli wściekli na jego matkę. Salon jednak wyglądał tak, jakby ktoś miał zamiar zrobić w nim mały remont. Połowa ścian była pomalowana na biało, natomiast na reszcie nadal widniała magnolia której Bagshot tak nienawidził. W rogu pokoju na gazecie, leżał wałek do malowania jagnięcym futerkiem pokryty…
- Po radę? Dobrze, zapraszam do ogrodu panie Shafiq.Właśnie pomagałem sąsiadowi, ale to w niczym nie przeszkadza - Powiedział, przyglądając mu się uważnie. Kiedy zamykał drzwi, stanął nieco bliżej mężczyzny, tak jakby chciał wyczuć, czy nie był przypadkiem pijany.- Nie, panie Shafiq. Praca dla Proroka Codziennego, to praca na mój własny rachunek.- Odparł lekkim tonem uśmiechając się kącikiem ust. Może był ćpunem oraz pijakiem, ale również pisarzem i historykiem. Ostatnio coraz częściej zgłaszano się do niego po drobne konsultacje historyczne. Zazwyczaj udzielał ich za darmo, ponieważ odpowiedzi nie wymagały aby poświęcał czas na długie siedzenie nad księgami.
- Czego się pan napije? Kawa, herbata? Cola? Pił pan kiedyś cole? A może ognistą? Ja piję ognistą.- Mówił, prowadząc go do jadalni z której Anthony mógł mieć doskonały widok na ogród, który już kiedyś widział. Za wiele się tam nie zmieniło - idealnie przystrzyżona trawa, skalniak wokół płotu pełen kwiatów i sąsiad Isaac'a, śpiący na ogrodowym krześle. Wokół jego głowy latało kilka niebieskich ptaszków. Strażnicy, pilnujący żeby mugol miał przyjemne sny; Tuż obok stał plastikowy stół kempingowy, na którym było dużo różności, takich jak wiadro pełne czereśni, dzbanek wody czy słoiki. Nad tym wszystkim lewitowała bardzo gruba, granatowa księga. Nie zabrakło również samopiszącego pióra, które notowało coś zawzięcie. Z zewnątrz dobiegały dźwięki piosenki lecącej z mugolskiego radia.Muzyka grała bardzo głośno, a radio na baterie znajdowało się na jednym z czterech krzeseł.
- You can't hurry love, nooo, you just have to wait... - Zanucił pod nosem, znikając w kuchni która nie miała drzwi, więc mogli się słyszeć. Jadalnia w tym momencie bardziej przypominała schowek. Pod ścianą było poustawianych około dziesięć kartonów, w których znajdowały się stare wydawania Czarownicy oraz Horyzontów Zaklęć. Na stole leżało kilka wydań mugolskich gazet oraz tacka ze zrulowanym banknotem. Na ścianie wisiało stare, ruchome zdjęcie Isaac'a z czasów Hogwartu na którym po prostu się uśmiechał. Ramka była ozdobiona barwami oraz lwem Gryffindoru.
- Naczytałem się Czarownicy i mam zamiar zrobić mały remont.- Powiedział, krzątając się w kuchni.- Panie Shafiq, dzisiaj jest pan moim gościem, także będzie pan się musiał dostosować do moich zasad, dobrze?- Ostrzegł.
- Dzień dobry, panie Shafiq? Czy wszystko w porządku?- Trochę go zamurowało, więc zamiast zaprosić gościa do środka, po prostu słuchał i patrzył jak ten mówił. Dopiero kiedy Anthony zrobił krok żeby wejść, Bagshot cofnął się nieco, żeby go przepuścić. Chciał zaproponować żeby obeszli dom i użyli drzwi ogrodowych, ale nie zdążył. Stanęli więc od razu w salonie, naprzeciwko schodów prowadzących na pierwsze piętro domu. Isaac mieszkał w typowo brytyjskim bliźniaku z czerwonej cegły. Mimo, że był to dom czarodziejów, to nie był w środku powiększony ani zmieniony na czarodziejską modłę. Odkąd chłopak trafił do Hogwartu, to nikt tak naprawdę w nim nie mieszkał. Jego rodzice bardzo dużo podróżowali i część wakacji spędzał u cioć oraz wujków, którzy akurat nie byli wściekli na jego matkę. Salon jednak wyglądał tak, jakby ktoś miał zamiar zrobić w nim mały remont. Połowa ścian była pomalowana na biało, natomiast na reszcie nadal widniała magnolia której Bagshot tak nienawidził. W rogu pokoju na gazecie, leżał wałek do malowania jagnięcym futerkiem pokryty…
- Po radę? Dobrze, zapraszam do ogrodu panie Shafiq.Właśnie pomagałem sąsiadowi, ale to w niczym nie przeszkadza - Powiedział, przyglądając mu się uważnie. Kiedy zamykał drzwi, stanął nieco bliżej mężczyzny, tak jakby chciał wyczuć, czy nie był przypadkiem pijany.- Nie, panie Shafiq. Praca dla Proroka Codziennego, to praca na mój własny rachunek.- Odparł lekkim tonem uśmiechając się kącikiem ust. Może był ćpunem oraz pijakiem, ale również pisarzem i historykiem. Ostatnio coraz częściej zgłaszano się do niego po drobne konsultacje historyczne. Zazwyczaj udzielał ich za darmo, ponieważ odpowiedzi nie wymagały aby poświęcał czas na długie siedzenie nad księgami.
- Czego się pan napije? Kawa, herbata? Cola? Pił pan kiedyś cole? A może ognistą? Ja piję ognistą.- Mówił, prowadząc go do jadalni z której Anthony mógł mieć doskonały widok na ogród, który już kiedyś widział. Za wiele się tam nie zmieniło - idealnie przystrzyżona trawa, skalniak wokół płotu pełen kwiatów i sąsiad Isaac'a, śpiący na ogrodowym krześle. Wokół jego głowy latało kilka niebieskich ptaszków. Strażnicy, pilnujący żeby mugol miał przyjemne sny; Tuż obok stał plastikowy stół kempingowy, na którym było dużo różności, takich jak wiadro pełne czereśni, dzbanek wody czy słoiki. Nad tym wszystkim lewitowała bardzo gruba, granatowa księga. Nie zabrakło również samopiszącego pióra, które notowało coś zawzięcie. Z zewnątrz dobiegały dźwięki piosenki lecącej z mugolskiego radia.Muzyka grała bardzo głośno, a radio na baterie znajdowało się na jednym z czterech krzeseł.
- You can't hurry love, nooo, you just have to wait... - Zanucił pod nosem, znikając w kuchni która nie miała drzwi, więc mogli się słyszeć. Jadalnia w tym momencie bardziej przypominała schowek. Pod ścianą było poustawianych około dziesięć kartonów, w których znajdowały się stare wydawania Czarownicy oraz Horyzontów Zaklęć. Na stole leżało kilka wydań mugolskich gazet oraz tacka ze zrulowanym banknotem. Na ścianie wisiało stare, ruchome zdjęcie Isaac'a z czasów Hogwartu na którym po prostu się uśmiechał. Ramka była ozdobiona barwami oraz lwem Gryffindoru.
- Naczytałem się Czarownicy i mam zamiar zrobić mały remont.- Powiedział, krzątając się w kuchni.- Panie Shafiq, dzisiaj jest pan moim gościem, także będzie pan się musiał dostosować do moich zasad, dobrze?- Ostrzegł.