17.05.2024, 23:41 ✶
Wypowiedzenie tej sytuacji na głos i oglądanie reakcji Dolohova — a wynikało z niej, że nie przejął się kradzieżą aż tak, jak Trelawney się tego spodziewał — momentalnie go rozluźniło. Stres i adrenalina po znalezieniu się naprzeciw wrogiej różdżki również stopniowo się wypłukiwały, a komfortu dodało i zaobserwowanie, że Vakel wcale nie próbuje go odprawić. Wręcz przeciwnie.
— Nie wydaje mi się, aby szukał czegoś konkretnego. Działał bez żadnej metody, wykrzykiwał nonsens, większość złupionych papierów pogubił przy ucieczce. — Peregrinus usiadł na wskazanym mu krześle i chętnie poczęstował się papierosem. Odpaliwszy go, zaciągnął się głęboko. O tak, dokładnie tego potrzebował po tej przygodzie. Wypuścił na bok kłąb dymu i kontynuował: — Przedstawił się jako Thoran Yaxley. Wszystko w nim było od początku dziwne. Myślałem, że przywiało nam tu narkomana. Teraz sam już nie wiem. — Zaciągnął się ponownie w zadumie, marszcząc brwi. — Był… nie wiem, jak to opisać… mało prawdziwy?
Doświadczenie było jeszcze na tyle świeże, że nie miał czasu zastanowić się dogłębniej nad tym, co właściwie wydarzyło się na parterze kamienicy. Widział na bieżąco serię osobliwych szczegółów: złudzenie czarnej mgiełki, przesuszone usta, nieruchome oczy. Nie doszedł jednak jeszcze tego, co z tego niecodziennego zestawu wynikało.
— Nie — odpowiedział odruchowo na pytanie, po czym przypomniał sobie o czymś. Upuszczona karta w kieszeni spodni. Ta, której nie miał okazji wcześniej sprawdzić. Wyciągnął ją i spojrzał na awers, a przez jego twarz przeszedł cień ironicznego uśmiechu. Ta Wieża. Uniósł ją, aby pokazać Vakelowi. — Wypadła mi, gdy przyszedł. Czekało to na mnie. Na nas — dodał to ostatnie po minimalnie za długiej przerwie, aby uznać ją za naturalną. Chciał tym rozwodnić swój udział w całym zajściu i nie sprowadzać tematu na niewygodne szczegóły. W końcu Dolohova okradziono i na tym powinni się skupić.
Peregrin odchylił się na krześle w stronę schodów i wyciągnął ku nim różdżkę, mamrocząc zaklęcie przywołujące. Złapał papierosa między zęby i wargi, a uwolnioną w ten sposób rękę wyciągnął w górę, otwierając dłoń. Po kolei wpadły w nią wszystkie karty, które zostawił na dole. Wróżbita potasował je wprawnie i szybko, po czym odłożył na blat stołu między nimi i złapał fajkę z powrotem między palce.
— Zdecydowanie sprawił wrażenie kogoś, kto wykorzysta każdą okazję do robienia na złość. O ile tylko zorientuje się, co ma w rękach. Nie zdziwiłbym się, gdyby wyrzucił wszystko do kubła za rogiem. — Wziął talię z powrotem do ręki. — Co dokładnie ci ułożyć, mistrzu Dolohov?
— Nie wydaje mi się, aby szukał czegoś konkretnego. Działał bez żadnej metody, wykrzykiwał nonsens, większość złupionych papierów pogubił przy ucieczce. — Peregrinus usiadł na wskazanym mu krześle i chętnie poczęstował się papierosem. Odpaliwszy go, zaciągnął się głęboko. O tak, dokładnie tego potrzebował po tej przygodzie. Wypuścił na bok kłąb dymu i kontynuował: — Przedstawił się jako Thoran Yaxley. Wszystko w nim było od początku dziwne. Myślałem, że przywiało nam tu narkomana. Teraz sam już nie wiem. — Zaciągnął się ponownie w zadumie, marszcząc brwi. — Był… nie wiem, jak to opisać… mało prawdziwy?
Doświadczenie było jeszcze na tyle świeże, że nie miał czasu zastanowić się dogłębniej nad tym, co właściwie wydarzyło się na parterze kamienicy. Widział na bieżąco serię osobliwych szczegółów: złudzenie czarnej mgiełki, przesuszone usta, nieruchome oczy. Nie doszedł jednak jeszcze tego, co z tego niecodziennego zestawu wynikało.
— Nie — odpowiedział odruchowo na pytanie, po czym przypomniał sobie o czymś. Upuszczona karta w kieszeni spodni. Ta, której nie miał okazji wcześniej sprawdzić. Wyciągnął ją i spojrzał na awers, a przez jego twarz przeszedł cień ironicznego uśmiechu. Ta Wieża. Uniósł ją, aby pokazać Vakelowi. — Wypadła mi, gdy przyszedł. Czekało to na mnie. Na nas — dodał to ostatnie po minimalnie za długiej przerwie, aby uznać ją za naturalną. Chciał tym rozwodnić swój udział w całym zajściu i nie sprowadzać tematu na niewygodne szczegóły. W końcu Dolohova okradziono i na tym powinni się skupić.
Peregrin odchylił się na krześle w stronę schodów i wyciągnął ku nim różdżkę, mamrocząc zaklęcie przywołujące. Złapał papierosa między zęby i wargi, a uwolnioną w ten sposób rękę wyciągnął w górę, otwierając dłoń. Po kolei wpadły w nią wszystkie karty, które zostawił na dole. Wróżbita potasował je wprawnie i szybko, po czym odłożył na blat stołu między nimi i złapał fajkę z powrotem między palce.
— Zdecydowanie sprawił wrażenie kogoś, kto wykorzysta każdą okazję do robienia na złość. O ile tylko zorientuje się, co ma w rękach. Nie zdziwiłbym się, gdyby wyrzucił wszystko do kubła za rogiem. — Wziął talię z powrotem do ręki. — Co dokładnie ci ułożyć, mistrzu Dolohov?
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie