23.12.2022, 20:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.12.2022, 20:10 przez Sauriel Rookwood.)
Tak to wyglądało dla osoby pobocznej, czyli w tym komentarzy dla obu panów. Pozory potrafiły mylić a intencje być źle odczytywane. Co pomagało to komunikacja. Powiedzenie, że "nie to było zamiarem". Erykowi to wystarczyło. Spodobało mu się w Victorii to, że jest konkretną kobietą - z takimi dobrze robi się interesy. Jej matka była podobna. Nie przepadała za pitu pitu, kiedy przychodziło spotkać się twarzą w twarz w sprawach, które były faktycznie istotne. Przy osobach, na których już się wrażenie zrobiło, więc można było sobie pozwolić na przeskoczenie paru formalności w rozmowie.
- W takim razie to nieporozumienie. Cieszy mnie to. - Że to jednak nie było pyskowanie i pouczanie, Eryk naprawdę tego nie lubił. Sauriel zabierał całą jego cierpliwość do pyskowanie.
- Nie będziesz zawiedziona. - Zapewnił Victorie ale nie Eryk, a Sauriel. Przez moment zastanawiał się, czy Viki nie powie, że jest zajętą kobietą i żeby dali jej święty spokój, pogoni ich i tyle będzie. Taki malutki moment. Ależ by się rozpętało piekło… "Dobre gesty należy doceniać." Z drugiej strony - dobrymi chęciami to piekło brukowali.
- Również dziękuję. Życzę powodzenia w śledztwie, choć patrząc po panienki osiągnięciach - życzenia nie będą tu potrzebne. - Lekko się uśmiechnął, kiedy posłał ten komplement i nie był on pusty. Albo Eryk był aż tak dobrym aktorem, ale jego mimika była uboga. Nawet twarz nie nosiła szczególnie dużej ilości zmarszczek. Naprawdę miał na myśli to, co powiedział. Wiązał z Victoria dużo nadziei. Zupełnie jak jej rodzice. - Miłego dnia - I wyszedł, obdarzając ostatnim spojrzeniem syna i synową. Przyszłą synową.
Przez moment panowała cisza, kiedy oboje wpatrywali się w drzwi. A potem było szurnięcie krzesła. Sauriel usiadł.
- Mówiłem ci - ostatnio widziałaś moją lepszą stronę. - Pierwsze co zrobił to poluzował krawat. Nienawidził tych narzędzi szatana. Były jakąś karą boską czy piekielną. - Wierzę. - Wiedział, że Victoria nie robiła tego żeby mu dopierdolić. Wiedział? No… wiedział tyle, że ona nie znała jego ojca. Tak naprawdę to nie była jej wina, bo z ich dwójki to ona starała się nawiązać jakiś większy kontakt. Zatrzymać to na pierwszym poziomie minimalnego szacunku do siebie. - Wątpię, żeby teraz był również czas, żeby o tym rozmawiać. - O ile było o czym. W mniemaniu Sauriela - nie było. Stało się.
- W takim razie to nieporozumienie. Cieszy mnie to. - Że to jednak nie było pyskowanie i pouczanie, Eryk naprawdę tego nie lubił. Sauriel zabierał całą jego cierpliwość do pyskowanie.
- Nie będziesz zawiedziona. - Zapewnił Victorie ale nie Eryk, a Sauriel. Przez moment zastanawiał się, czy Viki nie powie, że jest zajętą kobietą i żeby dali jej święty spokój, pogoni ich i tyle będzie. Taki malutki moment. Ależ by się rozpętało piekło… "Dobre gesty należy doceniać." Z drugiej strony - dobrymi chęciami to piekło brukowali.
- Również dziękuję. Życzę powodzenia w śledztwie, choć patrząc po panienki osiągnięciach - życzenia nie będą tu potrzebne. - Lekko się uśmiechnął, kiedy posłał ten komplement i nie był on pusty. Albo Eryk był aż tak dobrym aktorem, ale jego mimika była uboga. Nawet twarz nie nosiła szczególnie dużej ilości zmarszczek. Naprawdę miał na myśli to, co powiedział. Wiązał z Victoria dużo nadziei. Zupełnie jak jej rodzice. - Miłego dnia - I wyszedł, obdarzając ostatnim spojrzeniem syna i synową. Przyszłą synową.
Przez moment panowała cisza, kiedy oboje wpatrywali się w drzwi. A potem było szurnięcie krzesła. Sauriel usiadł.
- Mówiłem ci - ostatnio widziałaś moją lepszą stronę. - Pierwsze co zrobił to poluzował krawat. Nienawidził tych narzędzi szatana. Były jakąś karą boską czy piekielną. - Wierzę. - Wiedział, że Victoria nie robiła tego żeby mu dopierdolić. Wiedział? No… wiedział tyle, że ona nie znała jego ojca. Tak naprawdę to nie była jej wina, bo z ich dwójki to ona starała się nawiązać jakiś większy kontakt. Zatrzymać to na pierwszym poziomie minimalnego szacunku do siebie. - Wątpię, żeby teraz był również czas, żeby o tym rozmawiać. - O ile było o czym. W mniemaniu Sauriela - nie było. Stało się.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.