Dotarcie do Dziurawego Kotła zajęło im zdecydowanie więcej czasu niż planowali. Przez pewien czas Robert nie miał nawet pewności czy nie przyjdzie mu z tego pomysłu zrezygnować. Ostatecznie jednak nie zamierzał rozczarować swojej własnej córki i popsuć jej całej tej niespodzianki, którą wcześniej zapowiedział w liście wysłanym do pani Fairfax. Zwłaszcza, że Sophie od pewnego czasu porządnie sobie grabiła. Podpadała mu raz za razem, sprawiając iż zaczynał się z wolna na poważnie zastanawiać nad tym, gdzie popełnił błędy wychowawcze. I czy może to jeszcze naprawić.
Do Dziurawego Kotła nie wszedł sam. Towarzyszył mu brat, z którym zdecydowanie przyjemniej powinno mu przyjść spędzić czas w tym miejscu. Do tego również żona i bratanek. Trochę wedle zasady, że w grupie raźniej. Przyjemniej. Skoro już miał się męczyć, to lepiej z kimś, niż samemu.
- Piwo? Wino?- zawahał się, próbując określić jaki alkohol byłby najbardziej odpowiedni. Odpowiedni dla każdego z nich. Poza tym jakoś tak nie uśmiechało mu się sprawdzać jakość tutejszych trunków z tak zwanej wyższej półki. Nie miał zbyt wielkich oczekiwań, ale też nie zamierzał pozwolić sobie na przeżywanie rozczarowania wywołanego jakimiś tanim ohydztwem. - Powinniśmy też znaleźć jakiś stolik.
Niekoniecznie odpowiadało mu to, że w lokalu było całkiem tłoczno. Zarazem było to coś, czego się spodziewał. Rzecz bardzo łatwa do przewidzenia. W zasadzie oczywista oczywistość. Nieśpiesznie rozejrzał się po wnętrzu, starając się przy tym zdecydować co dalej i czekając na jakąś reakcje ze strony brata. Ewentualnie innej spośród towarzyszących mu osób. Najlepiej byłoby teraz dorwać jakieś miejsce zlokalizowane stosunkowo blisko sceny, ale o takowe musiało być cholernie ciężko. Praktycznie każde wydawało się...
- O proszę, tam jest nawet jeden wolny. - a jednak! To mówiąc, wskazał Richardowi, Lorien i Charlesowi na miejsce, do którego dobrze byłoby się dostać. Zanim ktoś je im podkradnie. Wydawało się one w tym przypadku wręcz idealnie skrojone na ich potrzeby.