18.05.2024, 18:48 ✶
Są tacy czarodzieje, którzy na ulicy Śmiertelnego Nokturnu wyglądają obco. Od razu widać, że miejsce omijają na co dzień szerokim łukiem, a jeśli już muszą tam zajść, emanują podenerwowaniem i podejrzliwością. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa czarodziej tak ułożony, spokojny i wycofany jak Peregrinus powinien być jednym z nich. Mimo to kroczył aleją, zachowując się tu nadspodziewanie swobodnie. Nie spoczywała może za jego ramionach czarna opończa śmierciożercy, a zwykła ciemna marynarka, na twarzy zaś próżno było szukać choćby cienia chytrej przebiegłości, lecz było w nim coś takiego, trudnego do uchwycenia, co wpasowywało go idealnie w otoczenie. Być może to te cienie pod oczami i aura chronicznego zmęczenia, które nadawały jego rysom nieco antypatyczny wyraz.
Wszedłszy do Wiwerna, w pierwszej kolejności Trelawney odszukał spojrzeniem Geraldine. Złapał z nią przelotnie kontakt wzrokowy i z odległości skinął na powitanie głową, po czym ruszył do baru po własny napitek. Nie kusił go nadmiernie alkohol tego wieczoru, ale aby lepiej zblendować się z klientami pubu, wziął kufel jasnego piwa, nim skierował się do stolika zajętego dla nich przez Yaxley.
— Geraldine, cieszę się, że udało nam się dziś zobaczyć — przywitał się, siadając naprzeciw niej.
Nie umknęły mu ślady niedospania na jej twarzy. Widać problemy ze zmrużeniem w nocy oka były ich wspólnym mianownikiem, co podświadomie wzbudziło w Peregrinie dodatkową nutę sympatii względem kobiety. I może trochę wyrzutów sumienia, gdy uświadomił sobie, że jego wiadomość mogła przyczynić się w jakimś stopniu do pogłębienia tego problemu.
— Jeszcze raz wybacz, jeśli cię to zaniepokoiło bardziej niż powinno. Nie miałem pojęcia, że to twój brat. Jak ci pisałem, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wcześniej go widział. — Bezwiednie obrócił kufel w dłoniach i przeszedł wprost do sedna sprawy: — Poszło o to, że Thoran, cóż, próbował okraść Prawa Czasu. Poniekąd mu się to nawet udało, ale nie zabrał wiele. I raczej nic o dużej wartości rynkowej.
Thoran nie wyniósł w rzeczy samej klejnotów i kosztowności, na które z łatwością znalazłby kupca na byle rogu. Notatki Vakela były trochę innym przypadkiem, choć w zależności od ich treści, zapewne znalazłby się ten i ów gotów za nie dobrze zapłacić.
Wszedłszy do Wiwerna, w pierwszej kolejności Trelawney odszukał spojrzeniem Geraldine. Złapał z nią przelotnie kontakt wzrokowy i z odległości skinął na powitanie głową, po czym ruszył do baru po własny napitek. Nie kusił go nadmiernie alkohol tego wieczoru, ale aby lepiej zblendować się z klientami pubu, wziął kufel jasnego piwa, nim skierował się do stolika zajętego dla nich przez Yaxley.
— Geraldine, cieszę się, że udało nam się dziś zobaczyć — przywitał się, siadając naprzeciw niej.
Nie umknęły mu ślady niedospania na jej twarzy. Widać problemy ze zmrużeniem w nocy oka były ich wspólnym mianownikiem, co podświadomie wzbudziło w Peregrinie dodatkową nutę sympatii względem kobiety. I może trochę wyrzutów sumienia, gdy uświadomił sobie, że jego wiadomość mogła przyczynić się w jakimś stopniu do pogłębienia tego problemu.
— Jeszcze raz wybacz, jeśli cię to zaniepokoiło bardziej niż powinno. Nie miałem pojęcia, że to twój brat. Jak ci pisałem, nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek wcześniej go widział. — Bezwiednie obrócił kufel w dłoniach i przeszedł wprost do sedna sprawy: — Poszło o to, że Thoran, cóż, próbował okraść Prawa Czasu. Poniekąd mu się to nawet udało, ale nie zabrał wiele. I raczej nic o dużej wartości rynkowej.
Thoran nie wyniósł w rzeczy samej klejnotów i kosztowności, na które z łatwością znalazłby kupca na byle rogu. Notatki Vakela były trochę innym przypadkiem, choć w zależności od ich treści, zapewne znalazłby się ten i ów gotów za nie dobrze zapłacić.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie