18.05.2024, 21:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2024, 21:25 przez Leo O'Dwyer.)
Och, łatwo było mi zawrócić w głowie, a kiedy ktoś chciał się ze mną bawić i to w taki niegrzeczny sposób, biegając po mieście, może po jakichś dachach się wspinając i pijąc do samego rana kolorowe drinki, to czego można było chcieć więcej? Samo to, że zapowiadało to zabawę, to już więcej nie było mi trzeba. Mogła być bez biegania po mieście, bez łażenia po budynkach czy też bez alkoholu. Ja mogłem się bawić świetnie, nawet w ten wyuzdany sposób, byleby towarzystwo chciało. A towarzystwo chciało, więc uśmiechnąłem się niegrzecznie, zadziornie i mrugnąłem do niego okiem. Nie było co się krępować, tylko brać od życia to, co dawało.
Ja to robiłem, taką zasadę wyznawałem, więc kiedy przyszło zapłacić niewinnym całusem w policzek, to ja już biegłem w podskokach i niemalże usiadłem na tym blacie, gotowy nawet na kolejne całusy. Zapewne na całą gromadę, całe stado czy watahę... Nie wiem, może w rojach. Roje całusów. Ach, mogłem nawet kąsać. Kąsać wargami, kąsać zębami, nawilżać językiem, byleby było super.
Ja tu już taki rozgrzany, gotowy, z myślami zajętymi planami na wieczór, a on mi mówił, że o czymś zapomniał! Że jednak musi wyjść! ...i że mam na niego nie czekać...? Ou. Cóż, może jednak wróci...? Plany potrafiły się zmieniać, więc może teraz zmieniały się na moją niekorzyść, a następnym razem skoczą w druga stronę i z powrotem przywieje do mnie Crowa.
- Szkoda, że nie możesz zostać. Muszę tutaj jeszcze postać. Gdybyś jednak zmienił zdanie, wróć i przyjmij me oddanie - odpowiedziałem, wpatrując się chwilę w pozostawianie przez Crowa pieniądze. Chciałem coś rzucić, że nie trzeba, ale Crowa w sumie już nie było. Wziął i zwiał. Mignęła mi jedynie jego ciemna czupryna, znikająca w drzwiach. No trudno. Może przy następnej okazji, hehe. Tymczasem zgarnąłem kasę i zapytałem tego klienta, co się grymasił, czy też chce buziaka, a potem wróciłem do tanecznego podrygiwania.
Ja to robiłem, taką zasadę wyznawałem, więc kiedy przyszło zapłacić niewinnym całusem w policzek, to ja już biegłem w podskokach i niemalże usiadłem na tym blacie, gotowy nawet na kolejne całusy. Zapewne na całą gromadę, całe stado czy watahę... Nie wiem, może w rojach. Roje całusów. Ach, mogłem nawet kąsać. Kąsać wargami, kąsać zębami, nawilżać językiem, byleby było super.
Ja tu już taki rozgrzany, gotowy, z myślami zajętymi planami na wieczór, a on mi mówił, że o czymś zapomniał! Że jednak musi wyjść! ...i że mam na niego nie czekać...? Ou. Cóż, może jednak wróci...? Plany potrafiły się zmieniać, więc może teraz zmieniały się na moją niekorzyść, a następnym razem skoczą w druga stronę i z powrotem przywieje do mnie Crowa.
- Szkoda, że nie możesz zostać. Muszę tutaj jeszcze postać. Gdybyś jednak zmienił zdanie, wróć i przyjmij me oddanie - odpowiedziałem, wpatrując się chwilę w pozostawianie przez Crowa pieniądze. Chciałem coś rzucić, że nie trzeba, ale Crowa w sumie już nie było. Wziął i zwiał. Mignęła mi jedynie jego ciemna czupryna, znikająca w drzwiach. No trudno. Może przy następnej okazji, hehe. Tymczasem zgarnąłem kasę i zapytałem tego klienta, co się grymasił, czy też chce buziaka, a potem wróciłem do tanecznego podrygiwania.
Koniec sesji