23.12.2022, 22:45 ✶
- Nie. - Tak. Wszystko zależało od tego, co uważamy za normę kontaktu. Bo on tą, którą prowadził z nią wcześniej, uważał za całkiem normalną. Jasne, nie dziwił się, że się obraziła, bo jednak nie starał się prowadzić jej w milszym tonie, a mógł. Ze swoimi znajomymi, albo z osobami, na których mu zależało, tak nie prowadził rozmów. Były one wtedy bardziej normalne, kiedy skłaniamy się ku normom społecznym, niekoniecznie tym cudakom przyjętym przez Sauriela. - Daruję sobie takie komentarze. - O, tutaj akurat nie skłamał. Przynajmniej... przez jakiś czas. Dobitnie mu przekazano, że ma się zachowywać jak na syna Rookwoodów przystało, jeśli nie chce zostać wydziedziczony i... w zasadzie to wydziedziczenie wcale nie było takie złe. Już to w krótkich wymianach zdań przerobili z Victorią - to nie była kwestia "tylko" wydziedziczenia.
Nie chciała być wrogiem, co..? Nie musiała nim być. Tak jak ty nie musiałeś być jej wrogiem. Spoglądałeś tak na nią i nadal nie znalazłeś odpowiedzi na swoje złote pytanie: kim ma być. Wolałeś trzymać ją na dystans, bo przywiązywanie się do ludzi nigdy nie kończyło się w twoim wypadku czymkolwiek dobrym. Nie wierzyłeś, że w tym wypadku mogłoby być inaczej. Zresztą wszystkie najgorsze brudy były tutaj do odkopania. Teraz jednak widziałeś w niej wroga. Osobę, przez którą ściskało w klatce piersiowej i gdybyś musiał rzeczywiście oddychać, a nie tylko oddech imitować, to oddychałoby się ciężej. Tyle gniewu i złości przelewało się pod skórą wraz z krwią, że napełniłyby razem całą wannę. Gniew, zwłaszcza ten tłumiony, miał jednak to do siebie, że strasznie wyczerpywał siły. A jeśli o tym mowa... to nie trudno było dostrzec, że Victoria była wycieńczona. Wyglądała, jakby nie przespała kilka ostatnich nocy.
Przeniósł spojrzenie na pokój. Jego szczegóły, książki, tablice, papiery. Wszystkie elementy, które się tutaj znajdywały i które mogły mieć cokolwiek wspólnego ze sprawą. Oględziny nie trwały jednak długo. Przysunął krzesło i zaczął mówić - tego, czego sam się dowiedział. Że wie, że przepytywali tego a tamtego. Że węszyli tam a siam. Eryk nakazał mu się tym zainteresować. Więc zainteresował się - od dupy strony. Był pewien, że nie jest to nic nowego, nic odkrywczego dla arororów, którzy pracowali już chwilę nad tą sprawą. ALE...
- ... czego pewnie nie wiecie to tego, że podobne zabójstwa miały miejsce na przestrzeni ostatnich trzech lat w świecie mugoli. - Świat magiczny to świat magiczny, co u mugoli - zostawało zazwyczaj tam. Ale od słowa do słowa... można było się dowiedzieć paru ciekawych rzeczy. Sauriel wyciągnął teczkę z magicznej kieszeni i położył ją na stole, otwierając akta. Mugolskie akta. - Pierwsze podobne sprawy - zaszlachtowane i obdarte ze skóry zwierzęta, pozbawione wnętrzności. Rok temu - skórę zaginionej studentki znaleziono w dokach. - Obrócił akta w kierunku Victorii i popukał palcem w załączniki, żeby sobie przejrzała. - Pasuje do profilu. Wiem też, gdzie aktualnie przebywa wasz tymczasowy podejrzany. A przynajmniej - gdzie lubi się chować, kiedy zaczyna być gorąco.
Nie chciała być wrogiem, co..? Nie musiała nim być. Tak jak ty nie musiałeś być jej wrogiem. Spoglądałeś tak na nią i nadal nie znalazłeś odpowiedzi na swoje złote pytanie: kim ma być. Wolałeś trzymać ją na dystans, bo przywiązywanie się do ludzi nigdy nie kończyło się w twoim wypadku czymkolwiek dobrym. Nie wierzyłeś, że w tym wypadku mogłoby być inaczej. Zresztą wszystkie najgorsze brudy były tutaj do odkopania. Teraz jednak widziałeś w niej wroga. Osobę, przez którą ściskało w klatce piersiowej i gdybyś musiał rzeczywiście oddychać, a nie tylko oddech imitować, to oddychałoby się ciężej. Tyle gniewu i złości przelewało się pod skórą wraz z krwią, że napełniłyby razem całą wannę. Gniew, zwłaszcza ten tłumiony, miał jednak to do siebie, że strasznie wyczerpywał siły. A jeśli o tym mowa... to nie trudno było dostrzec, że Victoria była wycieńczona. Wyglądała, jakby nie przespała kilka ostatnich nocy.
Przeniósł spojrzenie na pokój. Jego szczegóły, książki, tablice, papiery. Wszystkie elementy, które się tutaj znajdywały i które mogły mieć cokolwiek wspólnego ze sprawą. Oględziny nie trwały jednak długo. Przysunął krzesło i zaczął mówić - tego, czego sam się dowiedział. Że wie, że przepytywali tego a tamtego. Że węszyli tam a siam. Eryk nakazał mu się tym zainteresować. Więc zainteresował się - od dupy strony. Był pewien, że nie jest to nic nowego, nic odkrywczego dla arororów, którzy pracowali już chwilę nad tą sprawą. ALE...
- ... czego pewnie nie wiecie to tego, że podobne zabójstwa miały miejsce na przestrzeni ostatnich trzech lat w świecie mugoli. - Świat magiczny to świat magiczny, co u mugoli - zostawało zazwyczaj tam. Ale od słowa do słowa... można było się dowiedzieć paru ciekawych rzeczy. Sauriel wyciągnął teczkę z magicznej kieszeni i położył ją na stole, otwierając akta. Mugolskie akta. - Pierwsze podobne sprawy - zaszlachtowane i obdarte ze skóry zwierzęta, pozbawione wnętrzności. Rok temu - skórę zaginionej studentki znaleziono w dokach. - Obrócił akta w kierunku Victorii i popukał palcem w załączniki, żeby sobie przejrzała. - Pasuje do profilu. Wiem też, gdzie aktualnie przebywa wasz tymczasowy podejrzany. A przynajmniej - gdzie lubi się chować, kiedy zaczyna być gorąco.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.