23.12.2022, 23:50 ✶
Cała ta relacja była do wypracowania, bo miała jeden ważny atut - Victorię. To, że ona chciała dobrze i życzyła sobie mieć godne i dobre życie, a nie to, jak sama o tym myślała, żeby tylko nie chcieć wracać do domu i ciągle szukać sobie wymówki, żeby skoczyć do najbliższego baru na drinka. Ewentualnie dziesięć. Jej bezsenności na pewno by to nie służyło, nie służyłoby to też Saurielowi. Życie, które jest koszmarem. Nie, nikt nie chciał tak funkcjonować. Felerny początek zawsze można było odpracować i nadrobić. Nie musieli się lubić, ale mogli się chociaż szanować. Taki był fakt. Jak zostało już ujawnione, zdawałeś sobie sprawę z tego, że kobieta nie próbowała tutaj celowo wywinąć "psikusa", żeby celować w stanie się oponentem, którego trzeba zwalczać. Przejdzie ci. Wiedziałeś, że ci przejdzie, tylko potrzebne było właśnie to - czas. Do zaręczyn było jeszcze prawie pół roku, co małżeństwa pewnie kolejne miesiące. Choć zapewne po narzeczeństwie pójdzie już szybko. O ile w ogóle do niego dojdzie, bo przez tyle czasu naprawdę wszystko mogło się wydarzyć.
- Śledztwo u mugoli jest na wpół zamiecione pod dywan, zwłok studentki nie zidentyfikowano. - Nie ma poszlak, nie ma... niczego nie było. Więc akta były, sprawa niby nie zakończona, rozgrzebana. Na pewno ktoś ją kontynuował. To znaczy Sauriel dał by sobie... nie, nie dałby sobie jednak niczego uciąć, ale zdawało mu się to odpowiednie, żeby się toczyło. Za to na pewno toczyło się tutaj. Czy była w to zaangażowana tylko ona czy ktoś jeszcze - tego nie wiedział. Wiedział za to, że śledztwo prowadzili, tak jak interesowała się tym druga strona medalu. No bo - czarna magia to jedno, ale żeby robić takie pojebane rzeczy? To przyciągało uwagę i tworzyło niepokój. - Są dla ciebie. - Potwierdził. Nie miał z nich użytku, nie zamierzał ich wkładać między swoje rzeczy. Zostały ukradzione, hehe. To teraz kradzione dowody zbrodni mugolskiej były na stoliczku u pani auror uwu. - Masz mapę? - Nie, nie wiedział wszystkiego dokładnie, nie był gotów jej podać adresu i znalezienie kryjówki też wymagało czasu. Łatwiej było się na takich cwaniaków zaczaić. Prędzej czy później z tych dziur ktoś wychodził. Kiedy Victoria podała mapę rozwinął ją i pokazał jej palcem obszar. - W tej okolicy. Kiedy aurorzy zaczynają węszyć niektórzy znikają z radarów dla bezpieczeństwa. Od razu powiem, że ta informacja nie trafia do oficjalnych akt śledztwa. - Spojrzał na Victorię. - Zostaje między nami. - Bo Sauriel cenił sobie swoje życie i nie chciał wyjść na konfidenta. - Obserwowałbym okolice i sprawdził, czy jak będzie siedział w norze to wydarzy się kolejne morderstwo, ale pewnie obowiązuje cię jakaś moralność, czy coś takiego. - Bo jego to taaak... nooo... czasem coś tam zawiaaało niby, że wypada troszczyć się o ludzi, życie czy inne jakieś takie dziwaczne i światłe słowa i pierdoły.
- Nie tak, jak ci się wydaje. Ludzie gadają. Kiedy pojawia się taki pojebus, gadają więcej. I większość zaczyna srać pod siebie ze strachu, że uwaga aurorów zwróci się na nich. - Trzeba wiedzieć, kogo pytać i z kim rozmawiać, a że Sauriel kręcił się praktycznie tylko w szemranym towarzystwie, wśród wampirów, wilkołaków i czarowników spod ciemnej gwiazdy to było jak było. - Za długo. - Częścią jego pracy było bycie doinformowanym, jakich ulic najlepiej unikać, bo pojawią się tam aurorzy. Bo w jego życiu mogło być jeszcze gorzej - trafienie do Azkabanu (a gdyby założyli mu teczkę to by się zebrało) nie było spełnieniem jego marzeń.
- Śledztwo u mugoli jest na wpół zamiecione pod dywan, zwłok studentki nie zidentyfikowano. - Nie ma poszlak, nie ma... niczego nie było. Więc akta były, sprawa niby nie zakończona, rozgrzebana. Na pewno ktoś ją kontynuował. To znaczy Sauriel dał by sobie... nie, nie dałby sobie jednak niczego uciąć, ale zdawało mu się to odpowiednie, żeby się toczyło. Za to na pewno toczyło się tutaj. Czy była w to zaangażowana tylko ona czy ktoś jeszcze - tego nie wiedział. Wiedział za to, że śledztwo prowadzili, tak jak interesowała się tym druga strona medalu. No bo - czarna magia to jedno, ale żeby robić takie pojebane rzeczy? To przyciągało uwagę i tworzyło niepokój. - Są dla ciebie. - Potwierdził. Nie miał z nich użytku, nie zamierzał ich wkładać między swoje rzeczy. Zostały ukradzione, hehe. To teraz kradzione dowody zbrodni mugolskiej były na stoliczku u pani auror uwu. - Masz mapę? - Nie, nie wiedział wszystkiego dokładnie, nie był gotów jej podać adresu i znalezienie kryjówki też wymagało czasu. Łatwiej było się na takich cwaniaków zaczaić. Prędzej czy później z tych dziur ktoś wychodził. Kiedy Victoria podała mapę rozwinął ją i pokazał jej palcem obszar. - W tej okolicy. Kiedy aurorzy zaczynają węszyć niektórzy znikają z radarów dla bezpieczeństwa. Od razu powiem, że ta informacja nie trafia do oficjalnych akt śledztwa. - Spojrzał na Victorię. - Zostaje między nami. - Bo Sauriel cenił sobie swoje życie i nie chciał wyjść na konfidenta. - Obserwowałbym okolice i sprawdził, czy jak będzie siedział w norze to wydarzy się kolejne morderstwo, ale pewnie obowiązuje cię jakaś moralność, czy coś takiego. - Bo jego to taaak... nooo... czasem coś tam zawiaaało niby, że wypada troszczyć się o ludzi, życie czy inne jakieś takie dziwaczne i światłe słowa i pierdoły.
- Nie tak, jak ci się wydaje. Ludzie gadają. Kiedy pojawia się taki pojebus, gadają więcej. I większość zaczyna srać pod siebie ze strachu, że uwaga aurorów zwróci się na nich. - Trzeba wiedzieć, kogo pytać i z kim rozmawiać, a że Sauriel kręcił się praktycznie tylko w szemranym towarzystwie, wśród wampirów, wilkołaków i czarowników spod ciemnej gwiazdy to było jak było. - Za długo. - Częścią jego pracy było bycie doinformowanym, jakich ulic najlepiej unikać, bo pojawią się tam aurorzy. Bo w jego życiu mogło być jeszcze gorzej - trafienie do Azkabanu (a gdyby założyli mu teczkę to by się zebrało) nie było spełnieniem jego marzeń.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.