19.05.2024, 22:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2024, 08:37 przez Anthony Shafiq.)
– Hm? Zmienić? Och, to tylko kwestia, którą dostałem do powiedzenia – wyjaśnił pospiesznie poszukując wciąż czegoś co pasowałoby do konwencji, nie urągało jego standardom i dodatkowo jeszcze jakoś wyglądało. Niestety, z tych trzech punktów kilka rzeczy ledwie spełniały dwa. Był bardzo zirytowany, w końcu sięgnął po jasny frak wyszywany lśniącymi kamieniami, który o dziwo nie straszył go potencjalną wysypką od samego dotykania go. – To jest żółte czy zielone? – zapytał Erika w roztargnieniu, zastanawiając się która odpowiedź byłaby dla niego bardziej satysfakcjonująca. Zwykle, mimo swojej dysfunkcji wzroku, nie musiał w ogóle się tym przejmować, miał też Rosiera czy Wergiliusza, chociaż z tym ostatnim miał sporo do pogadania po ostatnim incydencie na weselu. Teraz jednak chociaż zapewne zniknie gdzieś w tłumie zespołu, mimo wszystko nie chciał być w żółtym. Albo w zielonym. Ach, czemuż nie było tu podobnego fraku w akceptowalnym lazurze?
Nagłe kategoryczne stwierdzenie przerwało te miałkie rozważania, a uwaga Anthony'ego w całości przeniosła się na Erika. Zwłaszcza, że ten nagle znalazł się bardzo blisko, na bardzo ciasnej przestrzeni. Efekt jaki to na nim wywierało krzepł wraz z chwilami, które spędzali wspólnie przez ostatni miesiąc, wciąż jednak jego dotyk był elektryzujący, sprawiający, że trudno było na czymkolwiek się skupić poza samym wrażeniem. Tylko wygładzone poły, tylko opuszki na kołnierzyku... Frak powędrował na bok, wylądował obok wilczej maski, a uwolnione palce wsunęły się między pióra białego szala.
– Mój drogi, mam w pamięci, że lubisz być na górze, warto mieć w sobie jednak odrobinę miejsca na spontaniczne przygody. Czy to nie Ty mi wypominałeś tyle razy, że jestem... za mało elastyczny? – jego głos był nagle spokojny, aksamitny, jak mgła sunąca po gładkiej tafli jeziora, ale chwyt na szalu zacieśnił się, z każdym cichym słowem ich twarze były o ósmą część cala bliżej siebie. – Pomyśl, za pierwszym razem byliśmy tylko na pierwszym akcie, teraz go ominiemy, jest w tej klamrze coś... – umilkł, ześlizgując się spojrzeniem po twarzy swojego towarzysza, zdając sobie sprawę, że za moment to nie będą na żadnym akcie, bo zwyczajnie stąd nie wyjdą. Wypuścił więc pióra, zsuwając ręce przez barki po ramionach, pojedynczym palcem naciskając mocniej, rysując wspomnienia tego, czego doświadczyli w Japonii.
– Poza tym wszystko co najlepsze jest w drugiej części. Moje ulubione Point of no return, kiedy upiór udaje Don Juana podczas przedstawienia w przedstawieniu i warstwy znaczeniowe nakładają się na siebie, całe porwanie Christine do podziemnego jeziora i komnaty z wielkimi organami i och, to z pewnością przypadnie Ci do gustu, jeśli nie widziałeś tego wcześniej - spadający na publiczność żyrandol. Z naszej loży będzie cudownie widać jego upadek. – spróbował się odsunąć od Erika, by zdjąć z siebie marynarkę garnituru, z obawą wypisaną na twarzy, gdy rozglądał się szukając czystego miejsca, gdzie mógłby ją odłożyć.
Nagłe kategoryczne stwierdzenie przerwało te miałkie rozważania, a uwaga Anthony'ego w całości przeniosła się na Erika. Zwłaszcza, że ten nagle znalazł się bardzo blisko, na bardzo ciasnej przestrzeni. Efekt jaki to na nim wywierało krzepł wraz z chwilami, które spędzali wspólnie przez ostatni miesiąc, wciąż jednak jego dotyk był elektryzujący, sprawiający, że trudno było na czymkolwiek się skupić poza samym wrażeniem. Tylko wygładzone poły, tylko opuszki na kołnierzyku... Frak powędrował na bok, wylądował obok wilczej maski, a uwolnione palce wsunęły się między pióra białego szala.
– Mój drogi, mam w pamięci, że lubisz być na górze, warto mieć w sobie jednak odrobinę miejsca na spontaniczne przygody. Czy to nie Ty mi wypominałeś tyle razy, że jestem... za mało elastyczny? – jego głos był nagle spokojny, aksamitny, jak mgła sunąca po gładkiej tafli jeziora, ale chwyt na szalu zacieśnił się, z każdym cichym słowem ich twarze były o ósmą część cala bliżej siebie. – Pomyśl, za pierwszym razem byliśmy tylko na pierwszym akcie, teraz go ominiemy, jest w tej klamrze coś... – umilkł, ześlizgując się spojrzeniem po twarzy swojego towarzysza, zdając sobie sprawę, że za moment to nie będą na żadnym akcie, bo zwyczajnie stąd nie wyjdą. Wypuścił więc pióra, zsuwając ręce przez barki po ramionach, pojedynczym palcem naciskając mocniej, rysując wspomnienia tego, czego doświadczyli w Japonii.
– Poza tym wszystko co najlepsze jest w drugiej części. Moje ulubione Point of no return, kiedy upiór udaje Don Juana podczas przedstawienia w przedstawieniu i warstwy znaczeniowe nakładają się na siebie, całe porwanie Christine do podziemnego jeziora i komnaty z wielkimi organami i och, to z pewnością przypadnie Ci do gustu, jeśli nie widziałeś tego wcześniej - spadający na publiczność żyrandol. Z naszej loży będzie cudownie widać jego upadek. – spróbował się odsunąć od Erika, by zdjąć z siebie marynarkę garnituru, z obawą wypisaną na twarzy, gdy rozglądał się szukając czystego miejsca, gdzie mógłby ją odłożyć.