24.12.2022, 12:40 ✶
Formalności były dopełnieniem tego, co już i tak się działo. Było coś głupio ludzkiego w tym, że w ogóle aranżowano im spotkania. Do całej farsy, jaka była związana z zaręczynami, pasowało idealnie postawienie przed kobiercem i powiedzenie, że dziś będą zaręczeni. Ktoś się tutaj jednak starał i to do tego stopnia, że zaangażował nawet Eryka. A wierzcie lub nie, ale to było prawdziwe wyzwanie. Tego człowieka nie obchodziliśmy my, nie chodziło o żadne uczucia. Lepiej się dobrze dogadywać, bo wtedy można więcej ugrać, ale żeby sam teraz zaczynał się przejmować młodymi? Dwie panie musiały na nim siąść - nie było innego wytłumaczenia. Dwie mamy, którym jednak zależało na dobru dzieci... Dopóki to dobro nie szło w sprzeczności z interesami.
Typowo czy nietypowo - Sauriel nie był znawcą śledztw i nie był też znawcą postępowań śledczych, a na pewno mniej o tym wiedział w świecie mugoli niż czerodziei. Skinął głową więc na to typowo, które było dość machinalne i okruszone pewnymi naleciałościami, że co mugolskie to głupie i głupsze. Jego myśli nie trwały w tych przesądach ani nie zastanowił się, czemu Victoria tak powiedziała. Ich skupienie było skoncentrowane na faktach. Konkret ich tutaj też połączył. Bo okazywało się, że w interesach to można rozmawiać bez pierdolenia farmazonów czy gadania głupot. Same fakty.
- Oczywiście. - Tak, to nie było wcale głupie. Sauriel się trochę skrzywił mówiąc to, robiąc minę wskazującą na to, że tak, no czysta prawda. Ale nie było komentarzy dalej w to idących. Jak obiecał - powstrzyma się od komentowania. Nie były one tu potrzebne ani chciane, bo zaraz znowu zrobiłoby się nieprzyjemnie. - Znam. Mniej niż więcej, ale znam Tutaj mają bar różne typy spod ciemnej gwiazdy. - Zaczął jej mniej więcej opisywać okolicę, pokazując na mapie charakterystyczne punkty w okolicy, które kojarzył. - Siedząc w biurze autorów? Dzięki Bogu - nie. - Wiedział, że nie o to pytała, dlatego zanim się odezwała to kontynuował. - Zazwyczaj. Nie zajmuję się śledztwami, jeśli o to pytasz. Ale czasem ludzi trzeba znaleźć, zanim staniesz przed ich twarzą. - To było całkiem niewygodne, rozmawianie o tym, że jest się człowiekiem, na którego auror powinien polować. Na szczęście nie był mocno za pan brat z czarną magią. Chcoiaż lepszym określeniem byłoby, że jeszcze w niej nie utonął. - Jestem do dyspozycji, gdybyś potrzebowała pomocy.
Typowo czy nietypowo - Sauriel nie był znawcą śledztw i nie był też znawcą postępowań śledczych, a na pewno mniej o tym wiedział w świecie mugoli niż czerodziei. Skinął głową więc na to typowo, które było dość machinalne i okruszone pewnymi naleciałościami, że co mugolskie to głupie i głupsze. Jego myśli nie trwały w tych przesądach ani nie zastanowił się, czemu Victoria tak powiedziała. Ich skupienie było skoncentrowane na faktach. Konkret ich tutaj też połączył. Bo okazywało się, że w interesach to można rozmawiać bez pierdolenia farmazonów czy gadania głupot. Same fakty.
- Oczywiście. - Tak, to nie było wcale głupie. Sauriel się trochę skrzywił mówiąc to, robiąc minę wskazującą na to, że tak, no czysta prawda. Ale nie było komentarzy dalej w to idących. Jak obiecał - powstrzyma się od komentowania. Nie były one tu potrzebne ani chciane, bo zaraz znowu zrobiłoby się nieprzyjemnie. - Znam. Mniej niż więcej, ale znam Tutaj mają bar różne typy spod ciemnej gwiazdy. - Zaczął jej mniej więcej opisywać okolicę, pokazując na mapie charakterystyczne punkty w okolicy, które kojarzył. - Siedząc w biurze autorów? Dzięki Bogu - nie. - Wiedział, że nie o to pytała, dlatego zanim się odezwała to kontynuował. - Zazwyczaj. Nie zajmuję się śledztwami, jeśli o to pytasz. Ale czasem ludzi trzeba znaleźć, zanim staniesz przed ich twarzą. - To było całkiem niewygodne, rozmawianie o tym, że jest się człowiekiem, na którego auror powinien polować. Na szczęście nie był mocno za pan brat z czarną magią. Chcoiaż lepszym określeniem byłoby, że jeszcze w niej nie utonął. - Jestem do dyspozycji, gdybyś potrzebowała pomocy.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.