Rzeczywiście. Gdyby nie kolejny wybryk córki, pojawienie się w Dziurawym Kotle, byłoby ostatnim na co Robert miałby ochotę. Skoro jednak Sophie postanowiła wykręcić mu taki numer, kolejny raz go czymś zaskoczyć, nie mógł przejść obok tego zupełnie obojętnie. Dziewczyna musiała się wreszcie nauczyć, że każde podjęte działanie będzie miało swoje konsekwencje. Trochę po czasie, wszak była już dorosła, ale zamierzał o to wreszcie zadbać. W odpowiedni sposób.
- W takim razie mi też weź piwo. My z Lorien w tym czasie zajmiemy miejsce. – poinformował. Takie rozwiązanie wydawało się logiczne. Zwłaszcza, że w taki zatłoczonym lokalu, zapewne nie byli jedynymi, którzy próbowali dostać dla siebie jakieś miejsce. Trzeba było działać, póki wolny stolik znajdywał się na wyciągnięcie ręki. I co za tym idzie, mogli go sobie zająć.
Nie protestował jednak, kiedy żona zdecydowała się przyłączyć do Richarda i Charlesa. Skoro taka była jej wola, droga wolna. Przecież niczego jej nie zabroni – przynajmniej w miejscu publicznym. Przynajmniej w tak bezpośredni sposób. Należało przecież dbać o pozory. Dopilnować, aby nic nie wzbudzało podejrzeń. Wątpliwości. Skinął więc głową i to byłoby na tyle z jego strony.
Zanim ruszył w kierunku stolika, poprawił szarą marynarkę w kratę, spod której wyglądał lekki, czarny golf. Upewnił się, że wszystko dobrze leży. Odpowiednio wygląda. Dopiero po tym zaczął powoli przeciskać się w kierunku wypatrzonego miejsca. Nieszczególnie zwracał przy tym uwagę na mijanych ludzi. Nie poszukiwał wśród zgromadzonych znajomych twarzy. Osób, z którymi mógłby zamienić kilka słów. Porozmawiać. Dobrze wiedział, że nie taki był cel wizyty w tym miejscu.
Wreszcie dotarł na miejsce. Odsunął sobie jedno z krzeseł, usiadł na nim i czekał. Czekał na pozostałych, zarazem obserwując to, co miało właśnie miejsce na scenie.