25.12.2022, 09:50 ✶
Praca - każdy ma na nią inny sposób. I tak, dlatego też pytał. Co chciała osiągnąć. Czy chciała tyko posłuchać i tam posiedzieć, czy może pytać. Oceniając jej wygląd i to, jak się zachowywała... Nie, musiałaby być dobrą aktorką. Była? Potrafiłaby sobie poradzić w takim miejscu?
- Każdy od razu domyśli się, że węszysz. - Tego też nie wiedział. Czy miała do czynienia z takimi miejscami? Czy była kiedyś w barze, w którym można oberwać za złe spojrzenie? Gdzie rzadko zaglądają obcy, a jeśli tam zaglądają - od razu zwracają na siebie uwagę? To było miejsce, gdzie jednak typy o wiele gorsze niż sam Sauriel szukały swojego schronienia. I fakt, ten bar nie był wielce zamknięty, ALE... Tutaj ale można bardzo wiele wstawić. - Mogę tam popytać. - Sam nigdy tam nie był. Ale o tyle o ile nie lubił Victorii (o jak delikatnie ujęte), tak ojciec by go zniszczył. Gdyby tej kobiecie się coś stało... Nie, lepiej nawet nie myśleć jaki Eryk byłby wściekły. Chciał, żeby jej pomógł, bo też mu zależało na tym śledztwie. W porządku. Od niektórych rzeczy nie było ucieczki. Poza tym to nie tak, że życzył jej śmierci. Wydawała się bardzo porządną osobą. I gdzieś tam w nim nadal ostała się potrzeba chronienia takich ludzi. Pilnowania, żeby jednak dobro miało szansę wygrać na tym świecie. Pilnowania? Ha... Miał swoje przebłyski. A na pewno nie kibicował swojej stronie.
Pamiętał też, co powiedziała - że musieli sprawdzić jego wiarygodność. Normalne i zrozumiałe.
- Tak. Dokładnie ten bar. - Jakby - był tam stałym bywalcem. Najczęściej można było go tam spotkać jeśli chodzi o stały czas pobytu. Nocturn był... Naprawdę paskudnym miejscem. Szokująco prowokujący we wszystkim, co sobą reprezentował. Drzemała w nim zasada, że lepiej całe gówno trzymać na jednym zaułku, niż żeby się rozpelzlo. I to działało. Jasne, że nadal różni ludzie bujali się po różnych zakamarkach Londynu, ale to Nocturn gromadził śmietankę towarzyską.
- Ay. Najlepiej. Daje od ciebie urzędasem na kilometr. - Wstał z krzesła. Kiedy jednak miał już wyjść, obrócił się przez ramię do niej.- Jeszcze jedno. Nie chcę niczego utrudniać, ale nie wychodzę na słońce. Mam uczulenie, a dbam o moją delikatną skórę.. - Tak, miał się powstrzymać od złośliwych komentarzy... Uśmiechnął się, ale to wcale nie był miły uśmiech. Był bardzo pusty, uśmiech numer pięć. Wyszedł, żeby udać się do domu. I poczekać co też Victoria wymyśli.
Zadziwiająco łatwo i gładko to wszystko poszło.
- Każdy od razu domyśli się, że węszysz. - Tego też nie wiedział. Czy miała do czynienia z takimi miejscami? Czy była kiedyś w barze, w którym można oberwać za złe spojrzenie? Gdzie rzadko zaglądają obcy, a jeśli tam zaglądają - od razu zwracają na siebie uwagę? To było miejsce, gdzie jednak typy o wiele gorsze niż sam Sauriel szukały swojego schronienia. I fakt, ten bar nie był wielce zamknięty, ALE... Tutaj ale można bardzo wiele wstawić. - Mogę tam popytać. - Sam nigdy tam nie był. Ale o tyle o ile nie lubił Victorii (o jak delikatnie ujęte), tak ojciec by go zniszczył. Gdyby tej kobiecie się coś stało... Nie, lepiej nawet nie myśleć jaki Eryk byłby wściekły. Chciał, żeby jej pomógł, bo też mu zależało na tym śledztwie. W porządku. Od niektórych rzeczy nie było ucieczki. Poza tym to nie tak, że życzył jej śmierci. Wydawała się bardzo porządną osobą. I gdzieś tam w nim nadal ostała się potrzeba chronienia takich ludzi. Pilnowania, żeby jednak dobro miało szansę wygrać na tym świecie. Pilnowania? Ha... Miał swoje przebłyski. A na pewno nie kibicował swojej stronie.
Pamiętał też, co powiedziała - że musieli sprawdzić jego wiarygodność. Normalne i zrozumiałe.
- Tak. Dokładnie ten bar. - Jakby - był tam stałym bywalcem. Najczęściej można było go tam spotkać jeśli chodzi o stały czas pobytu. Nocturn był... Naprawdę paskudnym miejscem. Szokująco prowokujący we wszystkim, co sobą reprezentował. Drzemała w nim zasada, że lepiej całe gówno trzymać na jednym zaułku, niż żeby się rozpelzlo. I to działało. Jasne, że nadal różni ludzie bujali się po różnych zakamarkach Londynu, ale to Nocturn gromadził śmietankę towarzyską.
- Ay. Najlepiej. Daje od ciebie urzędasem na kilometr. - Wstał z krzesła. Kiedy jednak miał już wyjść, obrócił się przez ramię do niej.- Jeszcze jedno. Nie chcę niczego utrudniać, ale nie wychodzę na słońce. Mam uczulenie, a dbam o moją delikatną skórę.. - Tak, miał się powstrzymać od złośliwych komentarzy... Uśmiechnął się, ale to wcale nie był miły uśmiech. Był bardzo pusty, uśmiech numer pięć. Wyszedł, żeby udać się do domu. I poczekać co też Victoria wymyśli.
Zadziwiająco łatwo i gładko to wszystko poszło.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.