Trzeba było jedno jej przyznać – kiedy przyszło do porządkowania spraw i uzupełniania braków, córka działała szybko. Nie musieli więc szczególnie długo czekać na jej powrót. A także na druczek zawierający potwierdzenie uiszczenia zapłaty, bez którego sprawa nie mogła zostać pchnięta dalej.
Kiedy Sophie ponownie pojawiła się w pomieszczeniu, skinął w jej kierunku głową. Drobny przejaw aprobaty? Być może niektórzy mogliby to w ten sposób odebrać. Zwłaszcza, kiedy coś takiego starali się dostrzec u Roberta Mulcibera. Człowieka, który pochwał szczędził, podobnie jak dobrego słowa. Na obydwie te rzeczy należało odpowiednio sobie zapracować.
- Dobrze. Podaj wszystko pani Wright. – zwrócił się do córki, nie zamierzając wyręczać jej we wszystkim. W każdej jednej rzeczy. Choć towarzyszył jej podczas wizyty w Ministerstwie, to nie planował zarazem ogarnąć tego bałaganu za nią. Zamierzał trzymać się pewnych granic.
Jeśli zgodnie z wolą ojca, Sophie podała kobiecie dokumenty, mogła przy tym zauważyć, że spojrzenie Keary w znacznym stopniu złagodniało. Było w nich coś więcej. Coś innego, niż wcześniej. Zarazem jednak określenie tego w sposób jednoznaczny pozostawało jednak poza zasięgiem dziewczyny. Rzecz jasna, o ile nagle nie nauczyła się czytać innym w myślach.
- Bardzo dobrze. Teraz mamy komplet dokumentów. – skomentowała kobieta, raz jeszcze wszystko weryfikując. Kiwając przy tym głową. Raz za razem. To ostatnie najpewniej przeznaczone było dla niej samej. Było odruchem automatycznym. – Proszę się rozchmurzyć, panno Sophie. Powinna pani wyglądać jak kobieta biznesu. – dorzuciła, składając ostatnie podpisy, przystawiając pieczątki, nanosząc daty. Najwyraźniej, mimo wcześniejszych ustaleń, nie potrafiła zachowywać się względem dziewczyny w taki sposób, jakiego oczekiwał Robert.
Ten Robert, który widząc to wszystko, musiał aż chrząknąć. Musiał w jakiś sposób dać urzędniczce do zrozumienia, że miało to przecież wyglądać inaczej. Nie był zadowolony z takiego rozwoju wydarzeń – nawet jeśli najważniejsza część tej lekcji bycia dorosłym zdawała się przebiegać zgodnie z pierwotnym planem. Była kara. Pojawiły się konsekwencje. Odpowiednie wyprostowanie wszystkiego, powrót na właściwe tory - to miało córce zająć nieco czasu.
- To teraz kilka formalności. W oparciu o złożone oświadczenia i wypełnione formularze, zostanie wydana decyzja odnośnie wysokości podatku, który będzie pani płacić w imieniu firmy. Dane Mulciber Moonshine trafią ponadto do naszych rejestrów. Na ten moment adres wskazuje na pani miejsce zamieszkania, aczkolwiek gdyby w przyszłości to, ewentualnie inne dane, miało ulec zmianie, proszę zapamiętać, że na zgłoszenie zmian ustawowo przewidziany jest jeden miesiąc. W przypadku niedotrzymania tego terminu mogą zostać nałożone kolejne kary. – po tym na chwilę zamilkła, upewniając się, że dziewczyna za wszystkim nadąża. Jakiś cichy głosik z tyłu głowy, może ten cały kobiecy instynkt… coś jej mówiło, że nikt inny, a już na pewno nie byłby to jej ojciec, nie przekazałby jej wszelkich niezbędnych informacji. Doskonale zaś wiedziała, że początki bywały po prostu trudne. – Na ten moment najpewniej zostaniesz uznana za przedsiębiorcę o niskim przychodzie, czyli mieszczącego się w widełkach uprawniających do niższego podatku. Kiedy jednak przekroczysz sumę… - tutaj sięgnęła po jedną z ulotek, które przez cały czas miała na biurku. Dotąd jednak najwyraźniej nikt nie zwrócił na ten szczegół uwagi. W zasadzie zrozumiałe, bo biurko Keary było pełne różnych rzeczy. Położyła ulotkę na biurku tak, żeby Sophie mogła się ze wszystkim zapoznać, dobrze wszystko widziała. Okazuje się, że był to mini poradnik dla początkujących przedsiębiorców, zawierający kilka praktycznych uwag. Urzędniczka wskazała piórem na fragment, który dotyczył tak zwanych progów finansowych. - …natychmiast poinformuj organ. Brak zgłoszenia, będzie skutkował karą znacznie wyższą niż wyniesie Ciebie nowy podatek.