Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że o ostatnich wydarzeniach było głośno; że odbiły się one szerokim echem. Pisały o nich gazety. Mówili ludzie. Całkiem sporo usłyszeć dało się również w radiu, choć akurat na te, Robert nigdy nie tracił większych ilości czasu. Nie tracił czasu w jakichkolwiek ilościach. Jakoś tak nigdy nie przyzwyczaił się bowiem do pudła, z którego dało się usłyszeć głosy. Poza tym uważał je za wynalazek nazbyt mugolski. Taki, który nigdy nie powinien stać się częścią również ich rzeczywistości; rzeczywistości magicznej. Gdyby zatrzymać się przy tym temacie na dłużej, szerzej omówić ten problem, magiczne radio można byłoby uznać za jeden z przejawów choroby, która od lat zdawała się trawić ich społeczność. Zbytnia bliskość, a do tego zdecydowanie zbyt duża otwartość na to, co niemagiczne, zdaniem Roberta prowadziła do zmian. Do odrzucenia dawnych zwyczajów. Tradycji. Do stopniowego zatracania własnej tożsamości. Stawiania siebie na równi z tymi, którzy nie zasługiwali na to, aby stać w jednym szeregu z czarodziejami.
Siadając z powrotem na fotelu, słuchał słów Richarda. W tym jego odpowiedzi na zadane pytanie. Niby istotnej, ale przecież doskonale wiedział, w jaki sposób postrzegał to bliźniak. Własnego brata znał bardzo dobrze. Nie była w stanie zmienić tego nawet ta stosunkowo duża odległość, która ich obecnie od siebie dzieliła. Nie wpływał na to mocniej fakt zamieszkiwania w dwóch innych krajach.
Albo też Robert po prostu nie chciał tego zauważyć.
- Na wszystko potrzeba czasu. - skomentował jego uwagę. Tę dotyczącą Nobby'ego Leacha. Choć zgadzał się z twierdzeniem, że działania na podobną skalę, mające miejsce właśnie w tamtym czasie miałyby zapewne olbrzymie znaczenie, to zarazem rozumiał, że czarodzieje nie byli wówczas na to przygotowani. A przynajmniej nie wszyscy. Spora część spośród nich musiała bowiem dopiero zobaczyć, dokąd doprowadzi nas szlamowaty minister oraz wszystkie zmiany, jakie ten chciał zaprowadzić.
Jak okazało się z biegiem czasu, wiele z nich odznaczało się brakiem całkowitego zrozumienia względem czarodziejskiej historii, tradycji, zwyczajów.
Ciężko było nie zgodzić się z tym, iż przyszło im dożyć ciekawych czasów. Wiele bowiem wskazywało na to, że Wielka Brytania zmieniała się właśnie teraz - na ich oczach. Robert nie był do końca pewien, co powinien w tym momencie powiedzieć. Albo może raczej, jak wiele na ten temat zdradzić? Dlatego też nie śpieszył się z kolejnymi słowami, uwagami, twierdzeniami. Zamiast tego pozwolił sobie upić łyk alkoholu ze szklanki. Następnie jeszcze drugi oraz trzeci. Kiedy wreszcie odstawił naczynie, zdecydował się po prostu zadać pytanie.
- Dużo na ten temat słyszałeś? - padło z jego strony. Trochę mało konkretne. Trochę zbyt ogólne. Bo przecież usłyszeć chciał od brata więcej. Dowiedzieć się, co Richard o tym myślał. Na ile uważnie starał się to wszystko śledzić. Czy zastanawiał się nad tym, w jaki sposób ten konflikt się rozwinie. A także - czy miał w związku z tym swoje przemyślenia, może podejrzenia?