25.12.2022, 15:35 ✶
- Niestety ale ciężko pisać mi w tym stanie. Nie dostałem samopiszącego pióra.- odparł z przekąsem. Wyleciał z pracy w lekkim popłochu i jedyne co ze sobą zabrał to dowód osobisty i różdżkę. Nie myślał o niczym innym jak o usunięciu tego z twarzy. Co, jeśli by się to rozrosło? Już wystarczająco długo oczekiwał na przyjęcie aby jeszcze ryzykować rozciągnięcie się czaru na ważniejsze części ciała.
- Też się cieszę, zapewniam.- zabrzmiał iście grobowo jednak zważywszy na niezbyt ciekawy stan zwieńczeń nerwowych trudno mu się dziwić. Gdyby zaczął się dusić to prawdopodobnie już by nie żył. Pracował samotnie, potencjalne zagrażające życiu efekty mogłyby skończyć się śmiercią. Powinien mieć w pobliżu innego klątwołamacza, choćby stażystów ale ci go wybijali ze skupienia. Wiele spraw załatwiał po swojemu a potem ponosił tego efekty. Jeśli się mu bliżej przyjrzeć to miał swój mały charakterek. Przymknął jedno, zdrowe oko (druga powieka była zamknięta od dwóch godzin bo nawet mruganie było katorgą) kiedy uzdrowicielka rzucała na niego czary. Wzdrygnął się i miał ochotę zasnąć. Był przekonany, że jeśli teraz oparłby głowę o leżankę to słaby jak zabity przez następne dziesięć godzin.
- To była robota na dwadzieścia minut. Zbyt niskie statystyki ryzyka…- owszem, zrobił źle ale było mu jeszcze gorzej, że zwracano mu na to uwagę. Wiedział, że dałby sobie z tym radę. To nie było trudne zadanie, to przez rozkojarzenie spartaczył przeciwzaklęcie. Musiał się otrząsnąć i przestać co rusz wracać myślami do "problemów" z Fergusem. Nie może pozwolić aby to wpływało na jego zdrowie. Cóż, było na to za późno. Siedział zatem na leżance z niesmaczną miną, czując się jak trzynastolatek karany dotkliwym szlabanem.
- Jestem zdrów jak plumpka.- odparł, zaprzeczając wszelkim uczuleniom i problemami ze zdrowiem. Sporadycznie trafiał do szpitala po pomoc doraźną związaną z obrażeniami fizycznymi, o ile Cynthia wcześniej go nie dopadła.
Przyjął lekarstwo i posłał kobiecie posępne spojrzenie.
- Wypalanie? Na brodę Merlina, to brzmi jak tortura. - jęknął na samą myśl jaki będzie odrętwiały przez następne parę dni. Zażył eliksir jednak bez zająknięcia i odsunął w końcu rękę od twarzy. Jeszcze trochę a był pewien, że za moment zgubi kawałki skóry z policzka. Najgorsze było jego przyzwyczajenie do zaciskania mięśni żuchwy i policzka przez co potęgował swoje cierpienie i być może utrudni leczenie.
- Będą jakieś dłuższe powikłania?- zapytał niewyraźnie, chcąc mieć to wszystko za sobą.
- Też się cieszę, zapewniam.- zabrzmiał iście grobowo jednak zważywszy na niezbyt ciekawy stan zwieńczeń nerwowych trudno mu się dziwić. Gdyby zaczął się dusić to prawdopodobnie już by nie żył. Pracował samotnie, potencjalne zagrażające życiu efekty mogłyby skończyć się śmiercią. Powinien mieć w pobliżu innego klątwołamacza, choćby stażystów ale ci go wybijali ze skupienia. Wiele spraw załatwiał po swojemu a potem ponosił tego efekty. Jeśli się mu bliżej przyjrzeć to miał swój mały charakterek. Przymknął jedno, zdrowe oko (druga powieka była zamknięta od dwóch godzin bo nawet mruganie było katorgą) kiedy uzdrowicielka rzucała na niego czary. Wzdrygnął się i miał ochotę zasnąć. Był przekonany, że jeśli teraz oparłby głowę o leżankę to słaby jak zabity przez następne dziesięć godzin.
- To była robota na dwadzieścia minut. Zbyt niskie statystyki ryzyka…- owszem, zrobił źle ale było mu jeszcze gorzej, że zwracano mu na to uwagę. Wiedział, że dałby sobie z tym radę. To nie było trudne zadanie, to przez rozkojarzenie spartaczył przeciwzaklęcie. Musiał się otrząsnąć i przestać co rusz wracać myślami do "problemów" z Fergusem. Nie może pozwolić aby to wpływało na jego zdrowie. Cóż, było na to za późno. Siedział zatem na leżance z niesmaczną miną, czując się jak trzynastolatek karany dotkliwym szlabanem.
- Jestem zdrów jak plumpka.- odparł, zaprzeczając wszelkim uczuleniom i problemami ze zdrowiem. Sporadycznie trafiał do szpitala po pomoc doraźną związaną z obrażeniami fizycznymi, o ile Cynthia wcześniej go nie dopadła.
Przyjął lekarstwo i posłał kobiecie posępne spojrzenie.
- Wypalanie? Na brodę Merlina, to brzmi jak tortura. - jęknął na samą myśl jaki będzie odrętwiały przez następne parę dni. Zażył eliksir jednak bez zająknięcia i odsunął w końcu rękę od twarzy. Jeszcze trochę a był pewien, że za moment zgubi kawałki skóry z policzka. Najgorsze było jego przyzwyczajenie do zaciskania mięśni żuchwy i policzka przez co potęgował swoje cierpienie i być może utrudni leczenie.
- Będą jakieś dłuższe powikłania?- zapytał niewyraźnie, chcąc mieć to wszystko za sobą.