25.12.2022, 18:18 ✶
Wiedziała? Good. Jedna rzecz mniej do uświadamiania. Czy to była obraza… nie. Byłaby, gdyby Victoria się tego wypinała. Uważała, że skąd, że wcale tak nie jest. Oczywiście nie był to też komplement. Nie przepadała za urzędnikami, jakoś tak naturalnie rzecz ujmując tak jak lew był wrogiem hieny, chociaż nie miała na to względu antypatia czy też sympatia, tak dla niego wrogiem naturalnym był auror. Koniec i kropka. Wcześniej widział ją w dwóch sytuacjach, które zmieniały postrzeganie człowieka. Najpierw poznajesz swoją narzeczoną, potem w eleganckiej restauracji spotykasz ją w bardzo oficjalnym stroju. Teraz zaś widział jej mundur i… takowo lew miał sprzymierzyć się z kojotem. Czy też lew z hieną. W porównaniu samego siebie Sauriel za lwa bynajmniej nie miał. Skinął głową na potwierdzenie tego, że zdaje sobie z tego sprawę i że cokolwiek musieli załatwić czy posprawdzać to jemu nic do tego. Ba! Nie chcesz przecież przyjmować informacji w ciemno, więc starasz się, żeby jakkolwiek miały one sens. Aurorzy mieli swoje postępowanie i przyjmował to do wiadomości idąc tutaj. Że zaś miał przykazanie odgórne, żeby był z niego użytek - to oto był. Czy chętnie? Nie. Kiedy jednak już zaczynał "pracować" to praca ta stawała się… sam nie był pewien, czym. Normą? Zatkaniem bezruchu? Ta sprawa na pewno była ciekawa. Po prostu. Było coś intrygującego w tym kompletnym pojebie, który zagościł w tych stronach, wysławiając dobre imię Czarnego Pana. Hurra i do przodu! Ale tak, poza tym - praca nie z osobą, która była obca, a z Victorią. Nienawiść do niej stopniała razem z czasem trwania tej pogadanki, by teraz sobie o niej przypomnieć. I rosła na nowo.
- Nie była. - Odezwał się zimno i chciał dodać, że gdyby chciał ją obrażać to by to wiedziała jasno. Ale miał sobie darować komentarze. Więc sobie darował. Obrażony dzieciak, ktoś by powiedział. Z emocjami było tak, że wina czy niewina nie miała takiego znaczenia. Był fakt, że bolało, a ona była epicentrum tych doświadczeń. Nawet jeśli wcale nie chciała źle. Nie chciałam niczego złego.
Szedł napakowany tymi emocjami przez ciemne korytarze ministerstwa i zaciskał pięści bardzo pragnąc, żeby ta złość i nienawiść znalazły jakieś ujście. I było to samopoczucie całkowicie beznadziejne - bo gdzie to ujście znaleźć?
Nikogo nie zdziwi, że ofiarami stały się meble z domu i ozdoby, wokół których skakał skrzat domowy biadoląc i prosząc, żeby tego nie robił. I naprawiając te zniszczenia zaraz za swoim panem. Dopiero pojawienie się Anny, po którą poszedł biedny skrzat, zakończyło to tantrum. Poszedł spać.
Anna miała duże oczy, kiedy otworzyła Victorii wieczorną porą i była ewidentnie zaskoczona jej widokiem. Ten pierwszy moment zaskoczenia jawnie mógł opisać fakt, że Victoria nie była gościem oczekiwanym. Że nie została zapowiedziana.
- Dobry wieczór… - Uśmiechnęła się i otworzyła drzwi, zapraszając kobietę do środka. - Napijesz się herbaty, Victorio? Cieszę się, że nad odwiedziłaś. Rozmawiałam z twoją matką, bardzo mi przykro, że Sauriel… Przepraszam za niego. - mówić matczyne rzeczy a przynosić zyski pewien rodzaj wstydu synowi to dwie różne rzeczy. - Tak? - Zdziwiła się na pytanie, a raczej powiedzenie, że byli umówieni. Zamrugał ze dwa razy, przeprawiając tę informację i… podobały się jej pewne domysły jak i inne z drugiej strony ją trochę zaniepokoiły. Bo tak - Anna czasem bała się własnego syna. Był zbyt podobny do ojca. I ciągle go w nim widziała. - Jest, oczywiście… - Zawołała skrzata po imieniu, żeby nakazać mu powiadomić Sauriela, że ma gościa. - Dziękuję, jesteś bardzo sympatyczna… Już dobrze, dziękuję ci. - Podwójne podziękowania niby nie powinny mieć miejsca, ale z drugiej strony kobieta była zmęczona. I dwa razy podziękować nie zaszkodzi. - Dużo spraw ostatnio na głowie, niepokoiło mnie to, że nie chciałaś spotkać się z Saurielem. Nie mogę cię jednak winić… - Było dużo zrozumienia w jej głosie.
- Nie była. - Odezwał się zimno i chciał dodać, że gdyby chciał ją obrażać to by to wiedziała jasno. Ale miał sobie darować komentarze. Więc sobie darował. Obrażony dzieciak, ktoś by powiedział. Z emocjami było tak, że wina czy niewina nie miała takiego znaczenia. Był fakt, że bolało, a ona była epicentrum tych doświadczeń. Nawet jeśli wcale nie chciała źle. Nie chciałam niczego złego.
Szedł napakowany tymi emocjami przez ciemne korytarze ministerstwa i zaciskał pięści bardzo pragnąc, żeby ta złość i nienawiść znalazły jakieś ujście. I było to samopoczucie całkowicie beznadziejne - bo gdzie to ujście znaleźć?
Nikogo nie zdziwi, że ofiarami stały się meble z domu i ozdoby, wokół których skakał skrzat domowy biadoląc i prosząc, żeby tego nie robił. I naprawiając te zniszczenia zaraz za swoim panem. Dopiero pojawienie się Anny, po którą poszedł biedny skrzat, zakończyło to tantrum. Poszedł spać.
Anna miała duże oczy, kiedy otworzyła Victorii wieczorną porą i była ewidentnie zaskoczona jej widokiem. Ten pierwszy moment zaskoczenia jawnie mógł opisać fakt, że Victoria nie była gościem oczekiwanym. Że nie została zapowiedziana.
- Dobry wieczór… - Uśmiechnęła się i otworzyła drzwi, zapraszając kobietę do środka. - Napijesz się herbaty, Victorio? Cieszę się, że nad odwiedziłaś. Rozmawiałam z twoją matką, bardzo mi przykro, że Sauriel… Przepraszam za niego. - mówić matczyne rzeczy a przynosić zyski pewien rodzaj wstydu synowi to dwie różne rzeczy. - Tak? - Zdziwiła się na pytanie, a raczej powiedzenie, że byli umówieni. Zamrugał ze dwa razy, przeprawiając tę informację i… podobały się jej pewne domysły jak i inne z drugiej strony ją trochę zaniepokoiły. Bo tak - Anna czasem bała się własnego syna. Był zbyt podobny do ojca. I ciągle go w nim widziała. - Jest, oczywiście… - Zawołała skrzata po imieniu, żeby nakazać mu powiadomić Sauriela, że ma gościa. - Dziękuję, jesteś bardzo sympatyczna… Już dobrze, dziękuję ci. - Podwójne podziękowania niby nie powinny mieć miejsca, ale z drugiej strony kobieta była zmęczona. I dwa razy podziękować nie zaszkodzi. - Dużo spraw ostatnio na głowie, niepokoiło mnie to, że nie chciałaś spotkać się z Saurielem. Nie mogę cię jednak winić… - Było dużo zrozumienia w jej głosie.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.