22.05.2024, 13:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.05.2024, 13:47 przez Peregrinus Trelawney.)
Peregrinus zastanawiał się chwilę, zbierając w całość wszystkie te nieostre, intuicyjne wrażenia, jakie pozostawił w nim Thoran. Uważnie dobierał do nich słowa, aby jak najlepiej oddać to, co zaobserwował.
— Był jak aktor, który jedynie powierzchownie rozumie, jak grać swoją rolę w ludzkiej skórze — zaczął ostrożnie, krążąc bezwiednie kciukiem wokół końcówki papierosa. — Drwił, śmiał się, ale to nigdy nie sięgało jego oczu. Były puste od samego początku. Poza tym drgały mu powieki, miał spierzchnięte usta. Dlatego wziąłem go za narkomana. I przysiągłbym, że płynęła wokół niego czarna aura.
Wspomnienie Vakela o nadgarstkach wybiło go nieco z rytmu. Przeklęte lato i podwinięte rękawy. Nienaturalnie byłoby po wypowiedzianej już uwadze spuścić je w dół, więc w odpowiedzi wzruszył ramionami ze skwaszoną miną.
— To akurat ani duch, ani człowiek. Zaklęty sznur — doprecyzował. — I mi przeszedł przez myśl poltergeist.
Trudno było mu nie podążyć wzrokiem za wstającym Vakelem, a jeszcze trudniej oderwać ów wzrok od mężczyzny, gdy poprawiał szlafrok. Peregrinus śledził sunącą po ciele Dolohova drogą tkaninę z intensywnością, której powstydziłby się, gdyby szef stał twarzą do niego. A gdy w końcu twarz tę ku niemu zwrócił, spojrzenie Peregrina ani drgnęło, mimo odruchu spuszczenia oczu; sprawił wrażenie, jakby ta twarz była jedynym, co myślał oglądać.
Vasilij zdawał się nie akceptować odpowiedzi asystenta, kiedy ten wyraził powątpiewanie w istnienie głębszej motywacji Yaxleya. Dodatkowo utrudnił postawione Trelawneyowi zadanie zrekonstruowania wydarzeń, wchodząc wprost w jego przestrzeń osobistą. Przy kimś innym Peregrinus prawdodpobnie nie podjąłby się w takiej sytuacji prawdziwie pogłębionej analizy, rzucił byle co, byle go zostawiono w spokoju. Tak bliska obecność Dolohova jednak, choć budziła lekkie napięcie i czujność, nie sprowokowała go do ucięcia wątku. Zamiast zamknąć temat, przymknął oczy, aby dokładniej odtworzyć w pamięci wizytę Thorana.
— Gdy zapytałem, czy jest umówiony, zaprzeczył, mimo że… bardzo wyraźnie pamiętałem, jak się umawiał. I krzyknął coś o tym, że umówiony to jest z moją pokurwiałą matką. Zaatakował, ale nie tak, żeby faktycznie zrobić krzywdę. A miał okazję. — Otworzył oczy i podniósł fajkę do ust, lecz nie zaciągnął się od razu, a jedynie zahaczył nią w zamyśleniu o dolną wargę. — Wspomniał, że będę żarł ślimaki, ale na moje szczęście bardziej zainteresowany był twoim gabinetem. Myśląc o tym teraz… był tam całkiem długo. Chwilę mi zajęło pozbycie się tego sznura, a wydaje mi się, że dorwał się tylko do jednej szuflady, tej po prawej. Co mógł tam znaleźć? — Podniósł wzrok na stojącego nad nim Vakela.
Miszmasz tytulatury z poufałym mówieniem do niego po imieniu był częścią gry, w którą nie w pełni uświadomienie grał Peregrinus. Był dla Vakela jednocześnie współpracownikiem, podwładnym, przyjacielem. Miał w nim Mistrza, pana Dolohova, Vasilija. Żonglowali w swojej relacji tymi tożsamościami i nawet w tych momentach, gdy dystans skracał się między nimi, krążyło tam wciąż echo rezerwy i szacunku. Peregrinus pokonał więc może dzielącą ich odległość, ale nie próbował nigdy wspinać się na wysokość, z której spoglądał drugi wróżbita. Tym sposobem pozostawali jednocześnie blisko i daleko. Oblicz odległość punktu V(0,10) od punktu P (0,0).
Ostatni raz Peregrin przetasował karty i zaczął wykładać je na blat, niezrażony tym, że Vakel patrzy mu na ręce.
— Zatem: kto cię okradł? — Wysunął pierwszą kartę. — Dlaczego to zrobił? — Położył ją na lewo od wcześniejszej. — Jakie było tło tych wydarzeń? Jakie są jego zamiary? — Trzecia karta, fundament sytuacji, wylądowała pod tą mającą im przybliżyć samego Thorana, czwarta nad nim, jego plany. — I jakie będą skutki? — Po prawej: to, co nadchodzi.
— Był jak aktor, który jedynie powierzchownie rozumie, jak grać swoją rolę w ludzkiej skórze — zaczął ostrożnie, krążąc bezwiednie kciukiem wokół końcówki papierosa. — Drwił, śmiał się, ale to nigdy nie sięgało jego oczu. Były puste od samego początku. Poza tym drgały mu powieki, miał spierzchnięte usta. Dlatego wziąłem go za narkomana. I przysiągłbym, że płynęła wokół niego czarna aura.
Wspomnienie Vakela o nadgarstkach wybiło go nieco z rytmu. Przeklęte lato i podwinięte rękawy. Nienaturalnie byłoby po wypowiedzianej już uwadze spuścić je w dół, więc w odpowiedzi wzruszył ramionami ze skwaszoną miną.
— To akurat ani duch, ani człowiek. Zaklęty sznur — doprecyzował. — I mi przeszedł przez myśl poltergeist.
Trudno było mu nie podążyć wzrokiem za wstającym Vakelem, a jeszcze trudniej oderwać ów wzrok od mężczyzny, gdy poprawiał szlafrok. Peregrinus śledził sunącą po ciele Dolohova drogą tkaninę z intensywnością, której powstydziłby się, gdyby szef stał twarzą do niego. A gdy w końcu twarz tę ku niemu zwrócił, spojrzenie Peregrina ani drgnęło, mimo odruchu spuszczenia oczu; sprawił wrażenie, jakby ta twarz była jedynym, co myślał oglądać.
Vasilij zdawał się nie akceptować odpowiedzi asystenta, kiedy ten wyraził powątpiewanie w istnienie głębszej motywacji Yaxleya. Dodatkowo utrudnił postawione Trelawneyowi zadanie zrekonstruowania wydarzeń, wchodząc wprost w jego przestrzeń osobistą. Przy kimś innym Peregrinus prawdodpobnie nie podjąłby się w takiej sytuacji prawdziwie pogłębionej analizy, rzucił byle co, byle go zostawiono w spokoju. Tak bliska obecność Dolohova jednak, choć budziła lekkie napięcie i czujność, nie sprowokowała go do ucięcia wątku. Zamiast zamknąć temat, przymknął oczy, aby dokładniej odtworzyć w pamięci wizytę Thorana.
— Gdy zapytałem, czy jest umówiony, zaprzeczył, mimo że… bardzo wyraźnie pamiętałem, jak się umawiał. I krzyknął coś o tym, że umówiony to jest z moją pokurwiałą matką. Zaatakował, ale nie tak, żeby faktycznie zrobić krzywdę. A miał okazję. — Otworzył oczy i podniósł fajkę do ust, lecz nie zaciągnął się od razu, a jedynie zahaczył nią w zamyśleniu o dolną wargę. — Wspomniał, że będę żarł ślimaki, ale na moje szczęście bardziej zainteresowany był twoim gabinetem. Myśląc o tym teraz… był tam całkiem długo. Chwilę mi zajęło pozbycie się tego sznura, a wydaje mi się, że dorwał się tylko do jednej szuflady, tej po prawej. Co mógł tam znaleźć? — Podniósł wzrok na stojącego nad nim Vakela.
Miszmasz tytulatury z poufałym mówieniem do niego po imieniu był częścią gry, w którą nie w pełni uświadomienie grał Peregrinus. Był dla Vakela jednocześnie współpracownikiem, podwładnym, przyjacielem. Miał w nim Mistrza, pana Dolohova, Vasilija. Żonglowali w swojej relacji tymi tożsamościami i nawet w tych momentach, gdy dystans skracał się między nimi, krążyło tam wciąż echo rezerwy i szacunku. Peregrinus pokonał więc może dzielącą ich odległość, ale nie próbował nigdy wspinać się na wysokość, z której spoglądał drugi wróżbita. Tym sposobem pozostawali jednocześnie blisko i daleko. Oblicz odległość punktu V(0,10) od punktu P (0,0).
Ostatni raz Peregrin przetasował karty i zaczął wykładać je na blat, niezrażony tym, że Vakel patrzy mu na ręce.
— Zatem: kto cię okradł? — Wysunął pierwszą kartę. — Dlaczego to zrobił? — Położył ją na lewo od wcześniejszej. — Jakie było tło tych wydarzeń? Jakie są jego zamiary? — Trzecia karta, fundament sytuacji, wylądowała pod tą mającą im przybliżyć samego Thorana, czwarta nad nim, jego plany. — I jakie będą skutki? — Po prawej: to, co nadchodzi.
Rzut Tarot 1d78 - 11
Koło fortuny
Koło fortuny
Rzut Tarot 1d78 - 55
Paź Buław
Paź Buław
Rzut Tarot 1d78 - 39
Dziewiątka Buław
Dziewiątka Buław
Rzut Tarot 1d78 - 76
Trójka Denarów
Trójka Denarów
Rzut Tarot 1d78 - 62
Piątka Pucharów
Piątka Pucharów
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie