22.05.2024, 15:25 ✶
Mogła podawać jego słowa w wątpliwość przez ilość wypitego alkoholu. Mało tego, mogła zarzucać mu, że całkowicie postradał zmysły od pracy z ludźmi kroczącymi ścieżką obłędu i Perseus wcale by się z tego powodu nie obraził. Nie poczuł się zatem ani trochę urażony, kiedy Geradline zaczęła się śmiać - stał w tym samym miejscu i patrzył na nią na nią w ten sam sposób, co chwilę temu. Lubił ją, Merlin jeden wie jak bardzo. Podziwiał za jej umiejętność postawienia się ogólnie przyjętym (choć trzeba powiedzieć wprost - przestarzałym i krzywdzącym) normom, by być sobą i zazdrościł jej też ojca, który zdawał się w żaden sposób nie naciskać na nią, by wpasowywała się w sztywne ramy.
— Może i jestem troszeczkę pijany, ale kiedy jutro rano wytrzeźwieję, ty nadal będziesz piękna — ciągnął z tym samym flirciarskim uśmiechem — Demon? Mon chéri, to nawet lepiej. Zafundujesz mi makabrę i groteskę? Pokażesz mi dziewiąty krąg piekła?
Och, oczywiście, że zabierze go na wycieczkę przez wszystkie dantejskie kręgi, jeśli uzna go za zbyt nachalnego, choć nie będzie to dla niego przyjemna wyprawa. Ta myśl wydała mu się niezwykle zabawna i, paradoksalnie, sprawiła, że Geraldine stała się jeszcze atrakcyjniejsza w jego oczach. Te piękne jasne włosy i oczy w kolorze nieba (one były niebem, kiedy musiał nieco zadzierać głowę by w nie spojrzeć), mocna sylwetka, ramiona silniejsze od jego własnych - jakże chciałby znaleźć się w tych ramionach, na wpół omdlały niczym księżniczka w opałach - i te ostry rysy nadające jej jednoczesnej powagi i dzikości. Czy można się dziwić, że miał do niej słabość?
— Nie w mojej rodzinie — skwitował krótko, wyrazie zasmucony tym faktem. A może bardziej było mu smutno, bo jego drink się skończył? Zwrócił się do barmana z prośbą o nowego, tym razem z podwójną ilością wódki, złote galeony potoczyły się po blacie - zapłacił również za butelkę Geraldine - a potem oparł łokieć na barze i spojrzał jej w oczy.
— Mam nadzieję, że nie masz lęku wysokości — mrugnął do niej porozumiewawczo, zabrał swojego drinka i wyprowadził Yaxleyównę z lokalu, zupełnie nie zważając na to, że kradnie szklankę - Frank wpisze to sobie w koszty prowadzenia działalności, czy coś. Nie skierował się jednak w stronę głównej ulicy, a wszedł w boczną alejkę, tuż za śmietnikami i zatrzymał się przy zardzewiałej drabinie przytwierdzonej do ściany, która musiała prowadzić na dach.
— Zaufaj mi — powiedział poważnie, a potem nastąpiła komiczna scena, bo zaczął się wspinać z drinkiem w jednej ręce i laską pod pachą. A rdza z drabiny barwiła jego dłoń i kruszyła się pod butami...
— Może i jestem troszeczkę pijany, ale kiedy jutro rano wytrzeźwieję, ty nadal będziesz piękna — ciągnął z tym samym flirciarskim uśmiechem — Demon? Mon chéri, to nawet lepiej. Zafundujesz mi makabrę i groteskę? Pokażesz mi dziewiąty krąg piekła?
Och, oczywiście, że zabierze go na wycieczkę przez wszystkie dantejskie kręgi, jeśli uzna go za zbyt nachalnego, choć nie będzie to dla niego przyjemna wyprawa. Ta myśl wydała mu się niezwykle zabawna i, paradoksalnie, sprawiła, że Geraldine stała się jeszcze atrakcyjniejsza w jego oczach. Te piękne jasne włosy i oczy w kolorze nieba (one były niebem, kiedy musiał nieco zadzierać głowę by w nie spojrzeć), mocna sylwetka, ramiona silniejsze od jego własnych - jakże chciałby znaleźć się w tych ramionach, na wpół omdlały niczym księżniczka w opałach - i te ostry rysy nadające jej jednoczesnej powagi i dzikości. Czy można się dziwić, że miał do niej słabość?
— Nie w mojej rodzinie — skwitował krótko, wyrazie zasmucony tym faktem. A może bardziej było mu smutno, bo jego drink się skończył? Zwrócił się do barmana z prośbą o nowego, tym razem z podwójną ilością wódki, złote galeony potoczyły się po blacie - zapłacił również za butelkę Geraldine - a potem oparł łokieć na barze i spojrzał jej w oczy.
— Mam nadzieję, że nie masz lęku wysokości — mrugnął do niej porozumiewawczo, zabrał swojego drinka i wyprowadził Yaxleyównę z lokalu, zupełnie nie zważając na to, że kradnie szklankę - Frank wpisze to sobie w koszty prowadzenia działalności, czy coś. Nie skierował się jednak w stronę głównej ulicy, a wszedł w boczną alejkę, tuż za śmietnikami i zatrzymał się przy zardzewiałej drabinie przytwierdzonej do ściany, która musiała prowadzić na dach.
— Zaufaj mi — powiedział poważnie, a potem nastąpiła komiczna scena, bo zaczął się wspinać z drinkiem w jednej ręce i laską pod pachą. A rdza z drabiny barwiła jego dłoń i kruszyła się pod butami...
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory