26.12.2022, 09:28 ✶
Annie zależało na tej relacji. Ten dom był wystarczająco zimny, żeby wielu od siebie odstraszyć. Okrutny, żeby złamać człowieka. Pojawienie się tutaj Victorii, która miała na coś wpływ, która nie była bezsilną istotą bez woli walki było błogosławieństwem - dla Sauriela, tak przynajmniej uważała Anna. Była jego matką i nawet jeśli nie mieli najlepszych relacji, wahały się one, błądziły po różnych torach i często zbaczały na te źle sformułowane to wiedziała, czego mu potrzeba. Lub - wydawało się jej, że wiedziała. W końcu z rodzicami bywało różnie i często to, co im się wydawało, przynosiło tylko nieszczęście. Nawet kiedy chcieli dobrze. W końcu wiemy, jak to z tymi dobrymi intencjami było. Tym nie mniej tak - to miał być jej dom. I chyba na przedzie tych wszystkich oczekiwań i chęci to Anna nie chciała być tu po prostu osamotniona. Egoistyczne? Jak najbardziej. Ta kobieta była już zniszczona życiem. I tym miejscem. Strachem przed własnym mężem i synem. Tym, że była bezsilna.
- Rozumiem... - Uśmiechnęła się blado, poprawiając chustę na swoich ramionach. Szeroką i długą, ciepłą. Miała zatrzymywać chociaż częściowo mróz zimy. - Matka powinna odpowiednio wychować swoje dziecko. Ciężko, żebym winy szukała w kimś innym. - Pokuta, żal za grzechy? Nosiła w sobie takie odczucia. Te, które ciągle jej przypominały, że koniec końców wcale nie zrobiła wszystkiego, co mogła. Bo za bardzo się bała. Bo nie potrafiła w sobie znaleźć odpowiedniej siły. I kiedy spoglądała na Sauriela to widziała, że on jej za to nienawidzi. A przynajmniej tak jej się wydawało.
- Ciężko się nie martwić, ale dziękuję ci raz jeszcze. Powinniśmy się umówić na herbatę, kiedy będziesz miała już więcej czasu. - W końcu... Sauriel nie był jedynym, z którym przyjdzie jej dzielić ten dom. A skoro o budowaniu relacji była mowa to ona była chętna do tego, by w końcu zrobić coś lepiej. Chwilowo Victoria naprawdę stała się jej nadzieją. Skoro tak... To może warto było poznać ją lepiej. I przede wszystkim przekonać do siebie i do tego, że to miejsce "nie jest takie złe".
Sauriel nie kazał na siebie długo czekać. I zdecydowanie był teraz człowiekiem, który pasował do swojego charakteru. Przetarte spodnie, skóra na ramionach, kolczyki w uszach, w tym za jednym wciśnięty papieros i pierścienie na palcach. Roztrzepane włosy i... Chyba nie muszę powiedzieć, że całość stroju to była czerń, prawda?
- Dobry wieczór. - Bogowie mu świadkiem, że próbował się nie krzywić na te słowa! Anna zaś prawie dostała mikro zawału, łapiąc się dłonią za serce i spoglądając z przestrachem na Victorie, na to jak zareaguje na widok Sauriela ubranego tak nieprzytomnie. Nie odważyła się jednak teraz mówić o przeprosinach za niego, zresztą... Chyba była za bardzo zdziwiona. Bo tak - w końcu nie widziała, co ta dwójka planowała.
Sauriel się nawet nie zatrzymał przy matce tylko od razu skierował do drzwi, żeby je otworzyć - przed Victorią, by puścić ją przodem.
- Chyba że chcesz zostać na herbatę. - W końcu wszyscy zawsze w tym kraju chcieli napić się herbaty. Albo whiskey.
- Rozumiem... - Uśmiechnęła się blado, poprawiając chustę na swoich ramionach. Szeroką i długą, ciepłą. Miała zatrzymywać chociaż częściowo mróz zimy. - Matka powinna odpowiednio wychować swoje dziecko. Ciężko, żebym winy szukała w kimś innym. - Pokuta, żal za grzechy? Nosiła w sobie takie odczucia. Te, które ciągle jej przypominały, że koniec końców wcale nie zrobiła wszystkiego, co mogła. Bo za bardzo się bała. Bo nie potrafiła w sobie znaleźć odpowiedniej siły. I kiedy spoglądała na Sauriela to widziała, że on jej za to nienawidzi. A przynajmniej tak jej się wydawało.
- Ciężko się nie martwić, ale dziękuję ci raz jeszcze. Powinniśmy się umówić na herbatę, kiedy będziesz miała już więcej czasu. - W końcu... Sauriel nie był jedynym, z którym przyjdzie jej dzielić ten dom. A skoro o budowaniu relacji była mowa to ona była chętna do tego, by w końcu zrobić coś lepiej. Chwilowo Victoria naprawdę stała się jej nadzieją. Skoro tak... To może warto było poznać ją lepiej. I przede wszystkim przekonać do siebie i do tego, że to miejsce "nie jest takie złe".
Sauriel nie kazał na siebie długo czekać. I zdecydowanie był teraz człowiekiem, który pasował do swojego charakteru. Przetarte spodnie, skóra na ramionach, kolczyki w uszach, w tym za jednym wciśnięty papieros i pierścienie na palcach. Roztrzepane włosy i... Chyba nie muszę powiedzieć, że całość stroju to była czerń, prawda?
- Dobry wieczór. - Bogowie mu świadkiem, że próbował się nie krzywić na te słowa! Anna zaś prawie dostała mikro zawału, łapiąc się dłonią za serce i spoglądając z przestrachem na Victorie, na to jak zareaguje na widok Sauriela ubranego tak nieprzytomnie. Nie odważyła się jednak teraz mówić o przeprosinach za niego, zresztą... Chyba była za bardzo zdziwiona. Bo tak - w końcu nie widziała, co ta dwójka planowała.
Sauriel się nawet nie zatrzymał przy matce tylko od razu skierował do drzwi, żeby je otworzyć - przed Victorią, by puścić ją przodem.
- Chyba że chcesz zostać na herbatę. - W końcu wszyscy zawsze w tym kraju chcieli napić się herbaty. Albo whiskey.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.