22.05.2024, 19:19 ✶
- Tak, za chwilę przedstawię panu zasady. Wodę? Niech będzie woda. Ale proszę też napić się coli, jeśli wcześniej pan nie próbował tego napoju. To mugolski wynalazek i jest bardzo smaczny.- Wyjaśnił, wyłaniając się z kuchni. W rękach trzymał tace na której stały dwie szklane butelki z czarnym napojem oraz szklanka wody.- Zapraszam na ogród.- Powiedział i nogą pchnął lekko drzwi ogrodowe które były uchylone.
- Proszę się nie przejmować panem Reymondem. Zmęczył się.- Postawił tacę na stoliku i wskazał Anthony'emu krzesło, na którym mężczyzna mógł sobie usiąść.
-Robiliśmy przetwory, ale przy użyciu magii jest trochę szybciej.- Wyciągnął różdżkę i machnął w kierunku granatowej lewitującej księgi, która z trzaskiem opadła na krzesło na którym stało mugolskie radio. Wydawała się ciężka, i na pewno miała więcej, niż tysiąc stron. Wygrawerowany był na niej napis:
Samopiszące pióro przestało notować i zniknęło, zostawiając za sobą kłębek zielonego dymu. Kolejny ruch różdżki i z wiaderka pełnego wiśni zaczęły wyskakiwać pojedyncze owoce i same drylować się w powietrzu. Pestki oraz gotowe wiśnie wpadały do osobnych wiader. Isaac ściszył również nieco radio.
- Przepraszam za zamieszanie panie Shafiq, ale nie spodziewałem się gości.- Wyjaśnił i w końcu usiadł po drugiej stronie stołu. Spojrzał uważnie na Anthony'ego. Oczywistym było, że coś jest nie tak.
- Zasady panujące w moim domu są takie, że jesteśmy dla siebie mili i szczerze odpowiadamy na każde pytanie. Mój dom to moja strefa komfortu.- Powiedział i sięgnął po paczkę papierosów która przed nim leżała. Gestem zaproponował Anthony'emu papierosa, po czym sam zapalił.- Proszę się poczęstować colą i powiedzieć, o co chciałby pan mnie zapytać.- Isaac wydawał się zadowolony oraz zrelaksowany. Patrzył na rozmówcę z nienachalnym zainteresowaniem.
Błękitne ptaszki latały i ćwierkały radośnie wokół głowy staruszka. Mężczyzna cicho pochrapywał.
- Proszę się nie przejmować panem Reymondem. Zmęczył się.- Postawił tacę na stoliku i wskazał Anthony'emu krzesło, na którym mężczyzna mógł sobie usiąść.
-Robiliśmy przetwory, ale przy użyciu magii jest trochę szybciej.- Wyciągnął różdżkę i machnął w kierunku granatowej lewitującej księgi, która z trzaskiem opadła na krzesło na którym stało mugolskie radio. Wydawała się ciężka, i na pewno miała więcej, niż tysiąc stron. Wygrawerowany był na niej napis:
Isaac Bagshot
Gryffindor
Gryffindor
Samopiszące pióro przestało notować i zniknęło, zostawiając za sobą kłębek zielonego dymu. Kolejny ruch różdżki i z wiaderka pełnego wiśni zaczęły wyskakiwać pojedyncze owoce i same drylować się w powietrzu. Pestki oraz gotowe wiśnie wpadały do osobnych wiader. Isaac ściszył również nieco radio.
- Przepraszam za zamieszanie panie Shafiq, ale nie spodziewałem się gości.- Wyjaśnił i w końcu usiadł po drugiej stronie stołu. Spojrzał uważnie na Anthony'ego. Oczywistym było, że coś jest nie tak.
- Zasady panujące w moim domu są takie, że jesteśmy dla siebie mili i szczerze odpowiadamy na każde pytanie. Mój dom to moja strefa komfortu.- Powiedział i sięgnął po paczkę papierosów która przed nim leżała. Gestem zaproponował Anthony'emu papierosa, po czym sam zapalił.- Proszę się poczęstować colą i powiedzieć, o co chciałby pan mnie zapytać.- Isaac wydawał się zadowolony oraz zrelaksowany. Patrzył na rozmówcę z nienachalnym zainteresowaniem.
Błękitne ptaszki latały i ćwierkały radośnie wokół głowy staruszka. Mężczyzna cicho pochrapywał.