22.05.2024, 20:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.05.2024, 20:54 przez Isaac Bagshot.)
Isaac rozejrzal się po jaskini i zmrużył lekko oczy. Na sugestię o teleportacji, spojrzał na Basiliusa.
- Nie będę się nigdzie teleportował. Skoro te korzenie nas tutaj wciągnęły, to może zrobiły to samo z innymi. Może Owen tutaj jest i potrzebuje pomocy? Albo jacyś inni ludzie? Ja tutaj zostaję.- Powiedział i naprawdę nie miał zamiaru opuścić tej jaskini. Musiał się upewnić, że nie zostawią tutaj nikogo potrzebującego pomocy, lub po prostu znajdującego się w takiej samej sytuacji jak oni. Był zestresowany nie z własnego powodu, a przez niewiedzę, czy CI na górze żyją i "mają się dobrze".
- Mój kuzyn prowadził badania o Athelwoldzie. Biskupie czarodzieju, żyjącym na tych terenach w XII wieku.- Zaczął, krzywiąc się nieco na widok piszczeli. Zdecydowanie las wymagał ofiar. Isaac miał nadzieję, że dla Owena nie było jeszcze za późno.- W dużym skrócie, prawdopodobnie Athelwold palił naszych na stosie, mimo że sam był czarodziejem. Ponoć spalił ostatnią wiedźmę z lasu Inglewood. Może to dlatego las się mści? Co roku 10 sierpnia w nocy mugole urządzają palenie kukły na stosie, właśnie na cześć spalenia tej czarownicy. Myślę, że Owen mógł chcieć zobaczyć to wydarzenie, dlatego z Sebastianem i Peregrinusem ruszyliśmy do lasu... Perciu miał wizję, w której jakiś auror wygrzebał z ruin kryształową czaszkę. Więc zdecydowanie miały tu miejsce jakieś rytuały.- Trzymając różdżkę w gotowości, zrobił parę kroków w stronę dwóch wąskich ścieżek, które udało mu się dostrzec. Wskazał je Basilowi.
- Jesli czujesz, że chcesz się deportować, to rozumiem. Ja chcę sprawdzić dokąd prowadzi jedna z tych szczelin.- Powiedział. Chciał znaleźć innych ocalałych. Nie podkreślał jednak tego ponownie, ponieważ nie chciał żeby Basilius czuł presję. Nie musiał chcieć czołgać się pod ziemią, nie wiedząc czy wściekłe korzenie zaraz go nie zaatakują. Rozum podpowiadał, że lepiej stąd uciec, ale serce ciągnęło ku przygodzie i upewnieniu się, że nikt nie potrzebował pomocy. Isaac był gotowy aby wybrać którąś ze ścieżek.
- Nie będę się nigdzie teleportował. Skoro te korzenie nas tutaj wciągnęły, to może zrobiły to samo z innymi. Może Owen tutaj jest i potrzebuje pomocy? Albo jacyś inni ludzie? Ja tutaj zostaję.- Powiedział i naprawdę nie miał zamiaru opuścić tej jaskini. Musiał się upewnić, że nie zostawią tutaj nikogo potrzebującego pomocy, lub po prostu znajdującego się w takiej samej sytuacji jak oni. Był zestresowany nie z własnego powodu, a przez niewiedzę, czy CI na górze żyją i "mają się dobrze".
- Mój kuzyn prowadził badania o Athelwoldzie. Biskupie czarodzieju, żyjącym na tych terenach w XII wieku.- Zaczął, krzywiąc się nieco na widok piszczeli. Zdecydowanie las wymagał ofiar. Isaac miał nadzieję, że dla Owena nie było jeszcze za późno.- W dużym skrócie, prawdopodobnie Athelwold palił naszych na stosie, mimo że sam był czarodziejem. Ponoć spalił ostatnią wiedźmę z lasu Inglewood. Może to dlatego las się mści? Co roku 10 sierpnia w nocy mugole urządzają palenie kukły na stosie, właśnie na cześć spalenia tej czarownicy. Myślę, że Owen mógł chcieć zobaczyć to wydarzenie, dlatego z Sebastianem i Peregrinusem ruszyliśmy do lasu... Perciu miał wizję, w której jakiś auror wygrzebał z ruin kryształową czaszkę. Więc zdecydowanie miały tu miejsce jakieś rytuały.- Trzymając różdżkę w gotowości, zrobił parę kroków w stronę dwóch wąskich ścieżek, które udało mu się dostrzec. Wskazał je Basilowi.
- Jesli czujesz, że chcesz się deportować, to rozumiem. Ja chcę sprawdzić dokąd prowadzi jedna z tych szczelin.- Powiedział. Chciał znaleźć innych ocalałych. Nie podkreślał jednak tego ponownie, ponieważ nie chciał żeby Basilius czuł presję. Nie musiał chcieć czołgać się pod ziemią, nie wiedząc czy wściekłe korzenie zaraz go nie zaatakują. Rozum podpowiadał, że lepiej stąd uciec, ale serce ciągnęło ku przygodzie i upewnieniu się, że nikt nie potrzebował pomocy. Isaac był gotowy aby wybrać którąś ze ścieżek.