22.05.2024, 22:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.05.2024, 23:10 przez Alastor Moody.)
Jako potężny Auror wywalam się z siostrą na trawnik i zaplątuję w koc.
Moody był spokojny tak długo, jak jego siostra wydawała się szampańsko bawić - więc mimo rzucanych wszędzie kurew i naprawdę dziwnych obelg, wciąż siedział na kocu, palił swoje fajki i czujnym spojrzeniem badał najbliższą okolicę. Chuj wie kiedy wydarzy się coś, czego nikt z bawiących się tu, szczęśliwych ludzi nie przewidzi - on zawsze chciał być na takie sytuacje gotowy. Stała czujność rozbrzmiewająca w głowach wszystkich zebranych za każdym razem, kiedy ich spojrzenie zetknęło się ze spojrzeniem Alastora, nie wzięło się przecież znikąd.
Typ był kompletnie pierdolniętym już na punkcie bezpieczeństwa paranoikiem, a zagrożenie życia młodszej siostrzyczki budziło w nim dodatkowe lęki. Gdyby z oczu Millie spłynęła chociaż jedna łza niebędąca łzą śmiechu, spokojny i wyjątkowo cichy dzisiaj Auror szybko udowodniłby winowajcy, jak bolesnym doświadczeniem mogło być starcie słowne z kimś tak pieruńsko wrednym jak on.
Ktoś tak uważnie obserwujący teraz otoczenie nie mógł nie zauważyć biegnącej w jego kierunku Mills - mimo wszystko nie wykonał żadnego uniku - zamiast tego całkowicie świadomy tego, że trzymana przez nią beza zaraz skończy wgnieciona w jego spocone czoło, zechciał złapać ją, zaciskając swoje silne ramiona wokół drobnego ciała. W ten sposób chciał ją podnieść do góry i obrócić do góry nogami, ale jak to na SoLu bywa, nie wszystko poszło po jego myśli...
Być może gejowy koc trzymałby się tej trawy lepiej, ale kiedy się poderwał z ziemi, żeby ją zaskoczyć i złapać w locie, zamiast tego szarpnął ją, poślizgnął się na... na czym w sumie (co za pech - być może pod materiałem znajdowała się skórka od banana) i nie tylko szarpnął Mills za bluzkę, ale i wypieprzył się z nią jak worek pyr. Rzecz jasna, do tyłu, zrobił wszystko, co w jego mocy, żeby jej tylko nie zgnieść.
Moody był spokojny tak długo, jak jego siostra wydawała się szampańsko bawić - więc mimo rzucanych wszędzie kurew i naprawdę dziwnych obelg, wciąż siedział na kocu, palił swoje fajki i czujnym spojrzeniem badał najbliższą okolicę. Chuj wie kiedy wydarzy się coś, czego nikt z bawiących się tu, szczęśliwych ludzi nie przewidzi - on zawsze chciał być na takie sytuacje gotowy. Stała czujność rozbrzmiewająca w głowach wszystkich zebranych za każdym razem, kiedy ich spojrzenie zetknęło się ze spojrzeniem Alastora, nie wzięło się przecież znikąd.
Typ był kompletnie pierdolniętym już na punkcie bezpieczeństwa paranoikiem, a zagrożenie życia młodszej siostrzyczki budziło w nim dodatkowe lęki. Gdyby z oczu Millie spłynęła chociaż jedna łza niebędąca łzą śmiechu, spokojny i wyjątkowo cichy dzisiaj Auror szybko udowodniłby winowajcy, jak bolesnym doświadczeniem mogło być starcie słowne z kimś tak pieruńsko wrednym jak on.
Ktoś tak uważnie obserwujący teraz otoczenie nie mógł nie zauważyć biegnącej w jego kierunku Mills - mimo wszystko nie wykonał żadnego uniku - zamiast tego całkowicie świadomy tego, że trzymana przez nią beza zaraz skończy wgnieciona w jego spocone czoło, zechciał złapać ją, zaciskając swoje silne ramiona wokół drobnego ciała. W ten sposób chciał ją podnieść do góry i obrócić do góry nogami, ale jak to na SoLu bywa, nie wszystko poszło po jego myśli...
Rzut Z 1d100 - 4
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Być może gejowy koc trzymałby się tej trawy lepiej, ale kiedy się poderwał z ziemi, żeby ją zaskoczyć i złapać w locie, zamiast tego szarpnął ją, poślizgnął się na... na czym w sumie (co za pech - być może pod materiałem znajdowała się skórka od banana) i nie tylko szarpnął Mills za bluzkę, ale i wypieprzył się z nią jak worek pyr. Rzecz jasna, do tyłu, zrobił wszystko, co w jego mocy, żeby jej tylko nie zgnieść.
fear is the mind-killer.