23.05.2024, 17:52 ✶
Sięgnęła po jeden z kwiatów, które podarowała mamie, po czym zaczęła go obracać w palcach, myśląc nad tym, co słyszała.
Ktoś musiałby zaakceptować wszystkie jej wady. Sama myśl wydawała się idiotyczna. Znała siebie aż za dobrze, wiedziała o wszystkich swoich grzechach i przywarach. Słysząc takie stwierdzenie… Cóż, chyba jednak nie było dla niej nadziei.
A jednak powoli miała dość tych wszystkich jedno nocnych, nic nieznaczących spotkań. Nużyły ją, chciała przeżyć coś więcej, coś mocniejszego. A czuła, jakby nie miało być to jednak jej nigdy przeznaczone. Tak, jak jej matce, patrząc na historię kobiety, która nadal nie znalazła nikogo na stałe.
- A jeśli nikt się taki nie znajdzie, myślisz, że można być szczęśliwym? - zapytała, patrząc na Ralitsę z lekko zmarszczonym czołem i przymrużonymi oczami.
Tak, właśnie pytała swoją matkę, czy jest szczęśliwa.
Czasami zastanawiała się, co by było, gdyby nie zostały ostatecznie same. Gdyby Vior miała kogoś, kogo mogłaby nazwać ojcem, a jej mama kogoś, kto byłby jej partnerem. Pomógł, gdy była potrzeba. Ochronił, gdy groziło niebezpieczeństwo.
Czy skończyłaby tu, gdzie była?
Gdybanie, które nie przyniosło nic, oprócz zapewne rozczarowania.
- Swobody, co? Pewnie było w tych niewinnych spotkaniach więcej romantyzmu, ale szczerze? Zapewne udusiłabym się w tych wszystkich konwenansach. - Pokręciła głową, skubiąc wcześniej podwędzony kwiat.
Zresztą, chyba zawsze miała w sobie jakąś buntowniczą nutę. Tyle razy, ile Ralitsa musiała pojawić się w Hogwarcie, nie musiał pewnie żaden inny rodzic.
Ktoś musiałby zaakceptować wszystkie jej wady. Sama myśl wydawała się idiotyczna. Znała siebie aż za dobrze, wiedziała o wszystkich swoich grzechach i przywarach. Słysząc takie stwierdzenie… Cóż, chyba jednak nie było dla niej nadziei.
A jednak powoli miała dość tych wszystkich jedno nocnych, nic nieznaczących spotkań. Nużyły ją, chciała przeżyć coś więcej, coś mocniejszego. A czuła, jakby nie miało być to jednak jej nigdy przeznaczone. Tak, jak jej matce, patrząc na historię kobiety, która nadal nie znalazła nikogo na stałe.
- A jeśli nikt się taki nie znajdzie, myślisz, że można być szczęśliwym? - zapytała, patrząc na Ralitsę z lekko zmarszczonym czołem i przymrużonymi oczami.
Tak, właśnie pytała swoją matkę, czy jest szczęśliwa.
Czasami zastanawiała się, co by było, gdyby nie zostały ostatecznie same. Gdyby Vior miała kogoś, kogo mogłaby nazwać ojcem, a jej mama kogoś, kto byłby jej partnerem. Pomógł, gdy była potrzeba. Ochronił, gdy groziło niebezpieczeństwo.
Czy skończyłaby tu, gdzie była?
Gdybanie, które nie przyniosło nic, oprócz zapewne rozczarowania.
- Swobody, co? Pewnie było w tych niewinnych spotkaniach więcej romantyzmu, ale szczerze? Zapewne udusiłabym się w tych wszystkich konwenansach. - Pokręciła głową, skubiąc wcześniej podwędzony kwiat.
Zresztą, chyba zawsze miała w sobie jakąś buntowniczą nutę. Tyle razy, ile Ralitsa musiała pojawić się w Hogwarcie, nie musiał pewnie żaden inny rodzic.