Stosunkowo łatwo dało się dostrzeć, że coś było nie tak. Na ogół pogodny, rozmowny, można powiedzieć - dusza towarzystwa - prezentował postawę z cyklu dajcie mi wszyscy spokój. I tego spokoju naprawdę potrzebował. Albo tak mu się wydawało. Stojąc ze swoim papierosem, w miejscu doskonale znanym lwiej części pracowników ministerstwa, starał się pozbierać do kupy. W takich sytuacjach jak ta, palenie pomagało. Tak twierdziło wiele osób uzależnionych od nikotyny.
Theon zaliczał się do ich grona.
Zaciągnąwszy się po raz kolejny, wyjął z kieszeni paczkę, podając Lycoris ostatniego papierosa. Bez choćby jednego słowa, ponieważ nie uważał, żeby były one teraz potrzebne. W innych okolicznościach na pewno nie zareagowałby milczeniem na to, co padło z ust koronerki. Odcięcie się nigdy nie stanowiło dla niego większego problemu. Czasami zdarzało mu się nawet powiedzieć więcej, niż byłoby na miejscu.
Nie żeby miał w zwyczaju jakoś szczególnie przejmować się tym, co było na miejscu.
- Nie pamiętam. - uciął. Nieistotne do czego chciała nawiązać.
Odsunął się od niej o ten krok, może dwa. Choć nie zwrócił jej na to uwagi, nie podobało mu się to, co właśnie zrobiła. Nie to, żeby miał problem z byciem dotykanym i inne takie. Co przyjemnego jest w obracaniu przez drugą osobę głowy w różne strony? Nie żeby po Lycoris spodziewał się czegoś innego. Kobieta miała tyle taktu, co słoń, a do tego pracowała z trupami.
Cóż. One przynajmniej nie powiedzą nie.
Minuta. Druga. Trzecia. Jedna za drugą. Wbrew temu, co sam powiedział jeszcze chwilę temu, długo w ciszy nie wytrzymał. Swoją drogą - typowe.
- Masz ochotę się napić? - zapytał, rzucając pozostałości po swoim papierosie na chodnik. Następnie przydepnął butem. Upewnił się, że pet zgasł. Powinien co prawda wrócić do pracy, ale mało prawdopodobne, żeby kogoś zainteresowało, gdzie przebywał po spotkaniu i czym się zajmował. - Bo naszła mnie właśnie ochota na kolejkę lub dwie.
Ewentualnie dziesięć, ale kto by to liczył. To tylko jedno, dodatkowe zero.
Czekając na odpowiedź kobiety, zdecydował się wreszcie zapiąć swoją kurtkę. Pogoda o tej porze roku nie zachęcała do wychodzenia na zewnątrz bez wierzchniego okrycia. Temperatura, w połączeniu z lekkim wiaterkiem, prędzej czy później musiała się odrobinę dać we znaki. Dobrze, że przynajmniej nie padało. Deszcz nie był nikomu potrzebny do szczęścia. A już na pewno nie Theonowi.
- To jak? - dopytał, podnosząc głowę, przenosząc spojrzenie na znajome oblicze. Nie dawał jej wiele czasu na podjęcie decyzji. Zaraz sam zrobił pierwszy krok, później następny. Doskonale wiedział dokąd należy się udać, żeby dostać wystarczająco dobrą whisky. Miał swoje miejscówki, do których zwykł wracać, gdzie personel znał go aż za dobrze.