Nie miał ochoty na prowadzenie rozmowy. Nie chciał zbyt wcześnie mówić na głos o tym, co wydarzyło się za ciężkimi, drewnianymi drzwiami prowadzącymi do gabinetu szefa. Potrzebował odrobiny czasu, żeby to sobie poukładać w głowie. Choć na ogół Lycoris nie radziła sobie zbyt dobrze z ludzkimi emocjami, tym razem zachowała się jak należy. Pozwoliła mu odetchnąć. Pozwoliła, żeby to on odezwał się jako pierwszy. Kolejny raz czuł się dobrze w towarzystwie znajomej. Widać nie bez przyczyny utrzymywali ze sobą kontakt również teraz, długie lata po ukończeniu nauki w Hogwarcie.
Znali się nie od wczoraj i Theon doskonale wiedział, na co decyduje się zapraszając ją na kolejkę, dwie, może dziesięć. To wcale nie tak, że zrobił to kompletnie nieświadomy potencjalnego zagrożenia. Prędzej przeciwnie. Potrzebował kogoś, przy kim będzie mógł być cicho, będzie mógł mówić prosto z mostu.
I nie, nie planował się wypłakiwać w rękaw koronerki.
- Całe szczęście, bo mógłbym nie przeżyć tej odmowy. - skomentował, kierując się w stronę najbliższego skrzyżowania. Niezbyt często poruszał się po mugolskich ulicach, ale nie stanowiło to dla niego większego problemu. Wiedział jak się tutaj odnaleźć. Sama trasa też była mu znana. A do tego niezbyt długa. Wystarczyło kilkanaście minut, żeby znaleźć się przed budynkiem. Ognista Salamandra, jakże odkrywcza nazwa, mieściła się pomiędzy mugolskim second-handem i jakimś sklepem spożywczym. Dla większości przechodniów pozostawała kompletnie niewidoczna. Wśród czarodziejów również nie cieszyła się wielką popularnością. Może gdyby zlokalizowana była w innym miejscu...
- Jak się ma Twoja niechęć do whisky? - zapytał, nawiązując tym samym do jednego z ostatnich wspólnych wyjść, w którego efekcie Lycoris zarzekała się, że więcej po ten diabelski alkohol nie sięgnie. A już na pewno nie taki, który polecałby właśnie Theon. Nieźle się wtedy wstawili. I to pomimo zwiększonej odporności na procenty, z której Yaxley był znany wśród znajomych. Nie często zdarzało się, żeby alkohol aż tak dał mu się we znaki. - Tak się składa, że u Peta jest najlepsza whisky. Jego rodzina posiada niewielką destylarnie gdzieś w pobliżu Cork. - dodał, nie czekając zbyt długo na odpowiedź. Jeśli wszedł jej w słowo, to się tym oczywiście nieszczególnie przejął. Dobre wychowanie, zwracanie uwagi na drugą osobę i cała tona bzdur, które matka wpajała mu od najmłodszych lat... tak, Yaxley również nie był mistrzem taktu. Całkiem możliwe, że z Lycoris byli do siebie bardziej podobni, niż można byłoby stwierdzić na pierwszy rzut oka.
Kiedy wreszcie dotarli na miejsce, sięgnął do klamki, otwierając drzwi i wchodząc do wnętrza lokalu jako pierwszy. Sala była średniej wielkości. Nie nadawała się na przyjęcie liczniejszej klienteli. Meble drewniane, ciemne. W wystroju lokalu dało się zauważyć liczne nawiązania do Irlandii, z której pochodził właściciel. Wcale się z tym nie krył, niczego nie ukrywał.
- Tam, przy oknie. - wskazał towarzyszce stolik znajdujący się nieco na boku. Co prawda dużego ruchu nie było, ale i tak dobrze było załatwić sobie choć odrobinę prywatności.