24.05.2024, 14:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2024, 15:02 przez Anthony Shafiq.)
Anthony przypatrywał się temu wszystkiemu z zaciekawieniem, jakby był w muzeum, albo innym skansenie i miał możliwość podziwiania ruchomych eksponatów. Obrazek idealnie nadawał się na akcję promocyjną "jak czarodziej z mugolem" choć nie był pewien, czy magiczne usypianie rozmówcy tylko po to, by sobie przyspieszyć magią pracę, było do końca tak etyczne jak zapewne chciałby to widzieć Bagshot. Nie zmieniało to postaci rzeczy, że cała scena bawiła go - niejako zgodnie z intencją, z powodem dla którego ze wszystkich ludzi na świecie wybrał akurat Isaaca do przeprowadzenia tej rozmowy.
Bo i owszem, był nerwowy, ale nie były to nerwy wynikające z czegoś nieprzyjemnego. Niepewność stapiała się z ekscytacją, strach z radością, to wszystko odbijało się w zaskakująco szczerych tego dnia szarych tęczówkach Anthony'ego, który też niewątpliwie miał problemy z koncentracją, bo trochę słuchał, a trochę nie tego co Isaac mówił. Dopiero na wzmiankę o byciu "miłym i szczerym" parsknął w rozbawieniu.
– Och, czyli tak jak zawsze w moim przypadku. Mimo Twojej opinii na mój temat Isaacu, nie zdarzyło mi się jeszcze być w Twojej obecności niemiłym ani nieszczerym. – Zlustrował miejsce gdzie mógłby usiąść i wyciągnął różdżkę by odpychająca falą upewnić się co do czystości tej przestrzeni. Z pewnych standardów jednak nie wypadało schodzić nawet teraz, nawet tutaj.
– Przychodzę do Ciebie z prośbą mój drogi, ponieważ wydaje mi się, że jesteś właściwą osobą, którą o to powinienem zapytać. A conto zaufania o którym tak wciąż mówimy, a które w końcu będzie szansa przetestować w walce. – odetchął głębiej dogasającym lipcem. Robienie przetworów. Czy będzie się liczyć, że i on dołożył swoje trzy grosze do tego dżemu, jeśli będzie tylko siedział i patrzył z wielką nadzieją w sercu, że drylowane czereśnie nie obryzgają go swoją czarną krwią?
– Chciałbym okazać swoje zainteresowanie pewnej osobie. – Zaczął powoli patrząc na tańczące w powietrzu owoce. Mówił wolno, bardzo dokładnie dobierając słowa.– Problem polega na tym, że po głowie chodzą mi rzeczy... tak wzniosłe i piękne jak obiekt mojej atencji. Chciałbym zamówić dla tej osoby symfonię, uwiecznić jej profil w marmurze. Chciałbym by stała się nieśmiertelna, tymczasem wydaje mi się... – westchnął, przenosząc uwagę na twarz Isaaca – wydaje mi się, że oczekuje się ode mnie zdecydowanie mniejszych gestów, bardziej... prozaicznych, jak choćby nie wiem... słoik dżemu i dobry rogalik o poranku. – Podrapał się po brodzie w zastanowieniu, odtwarzając w głowie to co udało mu się wypowiedzieć i czy miało to w ogóle sens. Choć w sprawie uczuć miał bardzo rozbudowany słownik jeśli chodziło o własne nieszczęście, to z kolei jednak na rozdziałach poświęconych szczęściu w związku było tam wcale nie zaskakująco mało utrwalonych form wyrazu. – Przyszedłem więc prosić o radę i kilka takich właśnie trywialnostek.
Bo i owszem, był nerwowy, ale nie były to nerwy wynikające z czegoś nieprzyjemnego. Niepewność stapiała się z ekscytacją, strach z radością, to wszystko odbijało się w zaskakująco szczerych tego dnia szarych tęczówkach Anthony'ego, który też niewątpliwie miał problemy z koncentracją, bo trochę słuchał, a trochę nie tego co Isaac mówił. Dopiero na wzmiankę o byciu "miłym i szczerym" parsknął w rozbawieniu.
– Och, czyli tak jak zawsze w moim przypadku. Mimo Twojej opinii na mój temat Isaacu, nie zdarzyło mi się jeszcze być w Twojej obecności niemiłym ani nieszczerym. – Zlustrował miejsce gdzie mógłby usiąść i wyciągnął różdżkę by odpychająca falą upewnić się co do czystości tej przestrzeni. Z pewnych standardów jednak nie wypadało schodzić nawet teraz, nawet tutaj.
– Przychodzę do Ciebie z prośbą mój drogi, ponieważ wydaje mi się, że jesteś właściwą osobą, którą o to powinienem zapytać. A conto zaufania o którym tak wciąż mówimy, a które w końcu będzie szansa przetestować w walce. – odetchął głębiej dogasającym lipcem. Robienie przetworów. Czy będzie się liczyć, że i on dołożył swoje trzy grosze do tego dżemu, jeśli będzie tylko siedział i patrzył z wielką nadzieją w sercu, że drylowane czereśnie nie obryzgają go swoją czarną krwią?
– Chciałbym okazać swoje zainteresowanie pewnej osobie. – Zaczął powoli patrząc na tańczące w powietrzu owoce. Mówił wolno, bardzo dokładnie dobierając słowa.– Problem polega na tym, że po głowie chodzą mi rzeczy... tak wzniosłe i piękne jak obiekt mojej atencji. Chciałbym zamówić dla tej osoby symfonię, uwiecznić jej profil w marmurze. Chciałbym by stała się nieśmiertelna, tymczasem wydaje mi się... – westchnął, przenosząc uwagę na twarz Isaaca – wydaje mi się, że oczekuje się ode mnie zdecydowanie mniejszych gestów, bardziej... prozaicznych, jak choćby nie wiem... słoik dżemu i dobry rogalik o poranku. – Podrapał się po brodzie w zastanowieniu, odtwarzając w głowie to co udało mu się wypowiedzieć i czy miało to w ogóle sens. Choć w sprawie uczuć miał bardzo rozbudowany słownik jeśli chodziło o własne nieszczęście, to z kolei jednak na rozdziałach poświęconych szczęściu w związku było tam wcale nie zaskakująco mało utrwalonych form wyrazu. – Przyszedłem więc prosić o radę i kilka takich właśnie trywialnostek.