Sabaty ostatnio kojarzyły jej się raczej średnio. Litha nie była najgorsza, zjedli z Cameronem całkiem niezłą kiełbasę, wygrali pluszaki - było naprawdę fajnie, jednak Beltane... cóż, wzbudzało w niej mniej przyjemne wspomnienia. Kojarzyły jej się z zakopaniem żywcem, walką z śmierciożercami oraz miesięcznym uziemieniem w domu. Fakt, dzięki tym wydarzeniom zbliżyła się do Lupina, tak bardzo, że się tego nie spodziewała, jednak wolałaby, aby sytuacja się nie powtórzyła. Wtedy zginęło zbyt wielu niewinnych ludzi.
Zjadły dzisiaj rano z Brenną wspólnie śniadanie, porozmawiały o rzeczach ważnych i tych mniej, a później spotkały się z ukochanym panny Wood przed jarmarkiem. Heather wyglądała dzisiaj typowo dla siebie, długie, jeansy, dzwony - zdecydowanie w mugolskim stylu, krótki, pomarańczowy top i luźna koszula w kwiaty. W końcu był wakacje, to było święto żniw, kolory były potrzebne. Krótkie rude włosy rozwiewał jej wiatr, przez co były trochę poplątane.
- Sugerujesz, że ten sabat będzie normalny? Nie sądzę. - Zawsze coś się działo. Przynajmniej ostatnio, próbowała w myślach jeszcze przypomnieć sobie te wcześniejsze, kiedy był spokój, jednak nie do końca potrafiła to zrobić, może w zasadzie sabaty nigdy nie były normalne?
- Ja się z tobą zawsze dobrze bawię. - Wyszczerzyła się do Camerona, bo faktycznie tak było. Nigdy się razem nie nudzili i w każdej sytuacji, nawet tej najnudniejszej potrafili sobie znaleźć rozrywkę.
- Może dzisiaj zrobią nam zdjęcia, jak kupujemy pierścionki, mogę ci nawet przewidzieć nagłówki. Kolejny krok w życiu spadającej gwiazdy quidditcha, tym razem naprawdę się zaręczają! - Parsknęła śmiechem, bo naprawdę znała już tych dziennikarzy na tyle, że mogła się spodziewać po nich jakie plotki tym razem uda im się wymyślić.
- Myślisz Brenn, że mają coś z miotłami, jakieś wisiorki? - Mimo, że nie latała już zawodowo, to nadal uwielbiała miotły, miała do nich sentyment, mogłaby pomyśleć o jakimś łańcuszku właśnie z taką zawieszką.
- Oczywiście, że możemy. - Złapała Camerona pod rękę, żeby przypadkiem nie zgubić go w tym tłumie. Sporo osób już się pojawiło na kiermaszu, nawet jej to nie dziwiło, ludzie pragnęli wrócić do normalności. Miała nadzieję, że faktycznie będzie tutaj bezpiecznie.
Ruda wychyliła się zza Lupina, żeby również obejrzeć pierścionki, sama nie wiedziała, co jej się podoba, nie nosiła za dużo biżuterii, bo była ona niewygodna, i przypadkiem mogła nią gdzieś zahaczać. - Coś z czerwonym kolorem? Będzie mi pasować do włosów? - Spojrzała niepewnie na Camerona, zdecydowanie się na tym nie znała.