Inaczej niż to miało miejsce w przypadku Lycoris, dla Theona istniało niewiele osób, których losem mógłby się żywiej przejąć. Chociaż nie mógł narzekać na brak znajomych, bliżej siebie dopuszczał jedynie kilku przyjaciół. Mógłby ich zliczyć na palcach jednej ręki. Byli mu bliżsi niż rodzeństwo, włącznie z siostrą bliźniaczką. Dawno już jego relacje z Geraldine przestały wyglądać tak, jak to miało miejsce w czasach, kiedy pod ich nosami wciąż znajdywało się mleko.
Czy kolejne lata sprawią, iż dzieląca ich przepaść stanie się jeszcze większa?
Oczywiście nie myślał o tym w tym momencie. Skupiony był teraz przede wszystkim na samym sobie. Na sytuacji, w której się znalazł. Wiedział, że miał problem, z którym będzie musiał sobie poradzić. Nie bez powodu pracował w Ministerstwie Magii. Nie bez powodu zatrudniony był w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami. Miało to duże znaczenie dla interesów, którymi od lat zajmowała się jego rodzina. Odkąd ojciec przeszedł na emeryturę, rzecz jasna zasłużoną, to on miał trzymać rękę na pulsie.
- Również rzygającej dalej niż widzisz? - zapytał, również sadzając swój tyłek na krześle. Nie śpieszył się z wizytą przy barze. Minuta, dwie, nawet dziesięć. Jaka to niby różnica? - Ale nie będę Ci tego wypominać.
Odchylił się na krześle - na tyle na ile pozwalał mu wzrost i meble - sięgając po kartkę zawierającą informacje o niektórych dostępnych w pubie alkoholach i drinkach. Pełnoprawnego menu tutaj nie było. Kto je zresztą potrzebował.
- Zaryzykujemy z Ognistą Salamandrą? - zapytał, pokazując na znajdujący się na ulotce drink, częściowo w kolorze czerwonym. Specjalność lokalu, której nie miał jeszcze okazji spróbować. Słyszał jedynie, że jest piekielnie mocny, a coś takiego na dobry początek dnia z całą pewnością by mu nie zaszkodziło.
Czy cokolwiek mogłoby mu teraz bardziej zaszkodzić?
Czekając na odpowiedź Lycoris, zerknął jeszcze na to, co znajdywało się na odwrotnej stronie. Tutaj jednak wszystko zdawało się bardziej typowe, nic nie wzbudzało większego zainteresowania. Podobne pozycje wyczytać można było w menu dostępnym w większości pubów. Wiadomo, tych czarodziejskich. Chyba niekoniecznie na to miał teraz ochotę.
Wreszcie odłożył ulotkę na wcześniejsze miejsce.
- Więc? Co dla Ciebie? - raz jeszcze zapytał, podnosząc wreszcie tyłek, będąc gotowym podejść do baru i zamówić dla nich pierwszą kolejkę. Zamierzał nawet za nią zapłacić, taki był z niego niedzielny dżentelmen. Nic tylko docenić, Theon nie zawsze zaprzątał sobie tym głowę.