24.05.2024, 22:59 ✶
Ja nie spałem. Do późna się szlajałem po mieście. Miałem do późna zmianę w Mungu, a potem nie mogłem sobie znaleźć odpowiedniego miejsca do drzemki, bo wciąż intensywnie myślałem o tym, w jaki sposób wybrnąć z tych zaręczyn, co mnie opętały w lesie, a przecież miałem Maykę... A przynajmniej chciałem mieć Maykę. Norce niczego nie brakowało, ale to Maykę chciałem capnąć, złapać już od bardzo dawna, jak tą sprytną myszkę, co się wymykała na każdym kroku z moich łapek, ale... oświadczyłem się Norce. I ją całowałem. I dotykałem. I to było fajne, bardzo fajne, może nawet za bardzo...? Że może nawet brałem sobie do głowy słowa mamy, że ja to powinienem taką kobietę łapać, póki była, a nie się włóczyć po mieście samemu. Te takie stateczne... Dom, tak. Mama tak mówiła, że powinna mnie jakaś baba przywiązać do domowego piecyka.
Miałem gest nie od dziś, więc po drodze kupiłem bukiet róż. Nie byłem pewien, czy w ramach przeprosin, zaoferowania niezbyt ładnego kosza czy też kontynuacji zaręczyn, ale były śliczne. Białe. Jak zobaczyłem te białe kwiaty, to ja sam się w nich zakochałem. Aż zastanawiałem się, czy nie zabrać ich ze sobą do mieszkania, a Norce ściemnić znowu, że mi dziecko przejechali albo że szpital płonie. Cóż, byłem jednakże odważnym kotem, więc przywdziawszy niewinną twarz wparowałem tam chyba niczym ten anioł stróż czy też rycerz na białym koniu samej Noreczki, bo zobaczyłem - nawet z lekką zazdrością - ŻE TEN ZBBIR NIECNY WYCIĄGNĄŁ KU NIEJ SWOJE RAMIONA I JĄ PRZYTULAŁ, I JEJ KŁAMAŁ, I CO KTO TAM JESZCZE NIE MOGŁEM PRZECIEŻ NA TO PATRZEĆ KATASTROFA TOTALNA ŻEBY MI MIAŁA NORECZKA BYĆ PRZEKLĘĘĘTAAAAAAAAAA!!!11111
I tsa... Kto tu był mistrzem kociego skradanie się, gogusiu, Thoranie przebrzydły?!?!?! Wziąłem się zakradłem jako prawdziwy, jedyny w swoim rodzaju kot, może teraz w ludzkiej postaci, ale równie wytrwały i waleczny!!! Zamachnąłem się bukietem tych ślicznych białych róż w kolorze przepysznego mleka i zdzieliłem gościa raz, dwa, a zaraz trzy, cztery, pięć... Nie wiem, czy to bolało, bo kwiatów było coraz mniej w tej mojej garści, ale zaraz się przekonamy. Kiedy uznałem to za mało dosadne, postąpiłem krok do tyłu, zdecydowanie wyciągając różdżkę w kierunku delikwenta. I też Norki, ale jej nie zamierzałem grozić.
- ODSUŃ SIĘ OD NIEJ, ŁAJZO PRZEBRZYDŁA! BO TRANSMUTUJĘ CIĘ W POPIÓŁ! HHHRGHH! - warknąłem i chyba nawet odruchowo chciałem po kociemu zasyczeć, ale trudno. Co z tego wyszło, to wyszło... A koleś niech sobie nie próbuje, bo ja transmutacji jestem królem. Dobra, może na razie księciem, ale do króla mi było niedaleko. A popiół wiedziałem jak wygląda, więc to wcale nie będzie trudne.
Rzut na te moje ciosy, jak bardzo bolesne. I czy trafiałem w ogóle...?
Miałem gest nie od dziś, więc po drodze kupiłem bukiet róż. Nie byłem pewien, czy w ramach przeprosin, zaoferowania niezbyt ładnego kosza czy też kontynuacji zaręczyn, ale były śliczne. Białe. Jak zobaczyłem te białe kwiaty, to ja sam się w nich zakochałem. Aż zastanawiałem się, czy nie zabrać ich ze sobą do mieszkania, a Norce ściemnić znowu, że mi dziecko przejechali albo że szpital płonie. Cóż, byłem jednakże odważnym kotem, więc przywdziawszy niewinną twarz wparowałem tam chyba niczym ten anioł stróż czy też rycerz na białym koniu samej Noreczki, bo zobaczyłem - nawet z lekką zazdrością - ŻE TEN ZBBIR NIECNY WYCIĄGNĄŁ KU NIEJ SWOJE RAMIONA I JĄ PRZYTULAŁ, I JEJ KŁAMAŁ, I CO KTO TAM JESZCZE NIE MOGŁEM PRZECIEŻ NA TO PATRZEĆ KATASTROFA TOTALNA ŻEBY MI MIAŁA NORECZKA BYĆ PRZEKLĘĘĘTAAAAAAAAAA!!!11111
I tsa... Kto tu był mistrzem kociego skradanie się, gogusiu, Thoranie przebrzydły?!?!?! Wziąłem się zakradłem jako prawdziwy, jedyny w swoim rodzaju kot, może teraz w ludzkiej postaci, ale równie wytrwały i waleczny!!! Zamachnąłem się bukietem tych ślicznych białych róż w kolorze przepysznego mleka i zdzieliłem gościa raz, dwa, a zaraz trzy, cztery, pięć... Nie wiem, czy to bolało, bo kwiatów było coraz mniej w tej mojej garści, ale zaraz się przekonamy. Kiedy uznałem to za mało dosadne, postąpiłem krok do tyłu, zdecydowanie wyciągając różdżkę w kierunku delikwenta. I też Norki, ale jej nie zamierzałem grozić.
- ODSUŃ SIĘ OD NIEJ, ŁAJZO PRZEBRZYDŁA! BO TRANSMUTUJĘ CIĘ W POPIÓŁ! HHHRGHH! - warknąłem i chyba nawet odruchowo chciałem po kociemu zasyczeć, ale trudno. Co z tego wyszło, to wyszło... A koleś niech sobie nie próbuje, bo ja transmutacji jestem królem. Dobra, może na razie księciem, ale do króla mi było niedaleko. A popiół wiedziałem jak wygląda, więc to wcale nie będzie trudne.
Rzut na te moje ciosy, jak bardzo bolesne. I czy trafiałem w ogóle...?
Rzut Z 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 59
Sukces!
Sukces!