- Wata cukrowa chyba jest lepsza do zdjęć niż kiełbasa. - Rzuciła do Brenny. Przynajmniej tak się wydawało Rudej, te ostatnie ujęcia były dosyć niefortunne, ale musiała do tego przywyknąć. W końcu fotografowali ją w najdziwniejszych sytuacjach, nawet jeść nie mogła w spokoju.
Heather nawet przez myśl nie przyszło, że Cameron może mieć Brennie za złe to, że ona się z nią plącze. Tak, czy siak pewnie robiłaby to samo, a jednak bezpieczniejsze było takie zaangażowanie pod opieką kogoś dorosłego i rozsądnego, nie, żeby Wood nie była dorosła, znaczy może trochę nie była? Miała w sobie strasznie dużo, niepotrzebnej gryfońskiej odwagi, zwanej potocznie głupotą, nad którą nie do końca potrafiła zapanować. Jej partnerka jednak miała pewną umiejętność, wzbudzała w niej szacunek, dzięki czemu nawet wykonywała jej polecenia. Tak jak to było w drużynie quidditcha - czasem lepiej posłuchać doświadczonych graczy, bo nie jeden ruch byli w stanie przewidzieć.
- To wcale nie taka trudna do realizacji prośba, może Merlin tym razem się nad nami zlituje. - Dodała słysząc kolejne słowa Brenny. Ona sama miała nadzieję, że tym razem będzie po prostu spokojniej.
- Tylko na nas poczekaj, nie chcę cię zgubić! - Krzyknęła jeszcze do swojej partnerki, gdy ta zaczęła się oddalać.
- Widzisz, może nie wiesz, o mnie jeszcze wszystkiego. - Mrugnęła porozumiewawczo do Camerona. Tak naprawdę po prostu łatwo było przewidzieć kolejny ruch pismaków, aż nadto ich znała. - Jasne, ja mogę pytać. - Wiedziała, że Camiś mógł się nieco zawstydzić, zazwyczaj to on pukał, a ona mówiła, czy coś.
- To niebieski, jak woda, nie zielony. - Nie byłaby sobą, gdyby miała inną opinię niż Lupin, niby klątwa żywiołów była jej przekleństwem, jednak przez nią czuła się związana w pewien sposób z tym żywiołem. Ten, tu o, jest śliczny. Wskazała na dosyć delikatny pierścionek, ze zwyczajnym, małym oczkiem.
Ruda poprosiła jeszcze Vioricie o wisiorek ze zniczem, nie zauważyła nigdzie miotły. - To co, idziemy do Brenny? - Niby zapytała, a tak naprawdę nie czekając na odpowiedź ruszyła do kolejnego stoiska. Tym razem do mamy Vior. - Kupmy coś dla Charliego. - Rzuciła do Lupina, bo na pewno chciałby być tu z nimi ale było to nieco niebezpieczne.