24.05.2024, 23:42 ✶
Południowe stragany - stoisko kowenu
Rozmawiam z Atreusem i Florence.
— Czerwiec — odparł z wahaniem, bo udział w tym projekcie nie przyszedł mu wyjątkowo łatwo. Chciał odmówić, jednak okazało się, że akurat, gdy przyjechał fotograf, większość kapłanów urodzonych w czerwcu ewakuowała się na obrządki w mniejszych miejscach kultu za miastem. — To symboliczne, bo urodziłem się w czerwcu podobnie jak kapłan Zachariasz, z którym dzielę stronę. Biedak ledwo chodzi. Niedoleczone przekleństwo sprzed lat.
Wiekowy mężczyzna ledwo był w stanie stanąć prosto do fotografii, przez co Macmillan musiał go podtrzymywać przez cały proces robienia zdjęć. A samo to, że udało mu się podnieść z zaklętego wózka, była niemałym osiągnięciem. Ostatnie lata spędził, poruszając się w zaklętym ''pojeździe'' przypominającym mugolski wózek inwalidzki tylko zaklęty kilkoma sprytnymi zaklęciami, co by Zachariasz nie musiał się przemęczać w tym wieku. Szkoda, że jeszcze skrzydeł mu tam nie doczarowali, pomyślał przelotnie Sebastian, uśmiechając się uprzejmie do Atreusa. Odwrócił od niego wzrok, dopiero gdy jego siostra zaczęła rozpytywać o koszyk. Ruchem podbródka nakazał swemu asystentowi rozliczenie kobiety.
— Będę się za panią modlił, pani Bulstrode — odparł nabożnym głosem. — W obecnych czasach potrzebujemy, jak największej liczby wiernych, którzy są w stanie zawierzyć naszej ukochanej boginii. Zwłaszcza teraz, gdy na każdym kroku można wpaść na jakiegoś czarnoksiężnika albo Matka jedna wie, co jeszcze. — Pokręcił z ubolewaniem głową. Jak nie Śmierciożercy, to Widma, a jak nie Widma, to jeszcze inne tałatajstwo, jakie kręciło się po świecie. — Serdecznie zapraszam na wieczorny obrządek w kwaterze głównej sabatu. Będzie nieco bardziej kameralnie i dużo mniej... głośno. Idealne warunki do głębokich rozmyślań.
Nie wsłuchiwał się zbytnio w prywatną rozmowę między rodzeństwem, wychodząc z założenia, że to nie jego sprawa. Gdy jednak usłyszał o oświadczynach, jego oczy rozbłysły. Nie dlatego, że węszył sensację, co toto nie! Po prostu ucieszyła go perspektywa kolejnego ślubu w społeczności czarodziejów. Na dniach jego dalszy krewny miał zawrzeć związek małżeński z Vesperą Rookwood, a tutaj już coś się szykowało u Bulstrode'ów? Ciekawe, ciekawe.
— Jak weźmie pani jeszcze świecę z imiennym grawerem, to dam spory rabat w granicach 50% — zagadnął niespodziewanie.
Wątpił, aby koszulki okazały się wielkim hitem, kiedy czarodzieje potrafili sprowadzać sobie ciuchy z niemagicznego Londynu, jednak jeśli dzięki temu mógł się pozbyć chociaż jednej sztuki... Warto było zaryzykować. Kapłani na Charing Cross Road będą zadowoleni. Przynajmniej nie będą musieli tłumaczyć kapłankom-rzemieślniczkom, że poniosły kolejną porażkę w kwestii podboju rynku odzieżowego.