26.12.2022, 23:18 ✶
Mogła myśleć, że przejdą do teleportacji, ale nie. Sauriel był prawdziwą nogą z teleportacji. Jak z bardzo wielu rzeczy. Nie potrafił się skupić na tyle (nie chciał), żeby brać odpowiedzialność za własne ciało a tym bardziej za czyjeś ciało. Come on - to było niebezpieczne. Tak się składało, że pominął parę lekcji w szkole... nie każdy był urodzonym geniuszem... czy coś. I niektórzy byli urodzonymi leniami. To jedno było przynajmniej pewne. Tak czy siak - czekała ich przechadzka. Rozważyłby przeniesienie się kominkiem w pobliże gdyby nie to, że to wcale daleko nie było. AŻ TAK daleko.
Dokładnie tego się spodziewał - że nie zniosłaby takiego zachowania. Więc w zasadzie całkiem celowo to powiedział. Komplement to jedno (bardzo ułomny), a drugie, żeby była świadoma, czego się w zasadzie spodziewać z tej bardziej ludzkiej strony, jeśli tak to można określić. Kiedy wylazła z tej poważnej kreacji to wyglądała teraz jak kobieta, którą dość bezkarnie po tyłku można klepać. Iii czym by to groziło? Urwaniem ręki? Nie wiedział, jak dobra była w zaklęciach, ale wiedział, że nie mogła być zła. Była aurorem. Nie takim pracującym w teczkach, tylko poważnym aurorem, co wymagało kontaktów z ludźmi, z magią i z niebezpieczeństwami. Więc potrafiła się obronić. I była przy tym kiepska z transmutacji. Tyle o niej wiedział w tym temacie. Za to kiedy obwieściła, że będzie się przy nim trzymać to uniósł brew i spojrzał na nią z ukosa.
- Jak mam cię traktować? - Jak narzeczoną, no tak, to się nasuwało samo przez siebie w odpowiedzi na to pytanie. Ale to znaczy - jak? Blisko? Daleko? Znaczy... dotykać ją? Nie miał ochoty. Jak się do niej zwracać? Per "kochanie"? Sauriel nie był aktorem. Nie potrafił super udawać, jego emocje w większości były wypisane na jego twarzy. Nie należał do tych ludzi, z których czytałeś jak z otwartej księgi, ale pewne rzeczy były jednak dokładnie takie - białe kartki z wyraźnym napisem. Na przykład: "złość". Więc nawet jakby chciał to nie potrafiłby udawać, że kocha kobietę, która z nim przyszła. Ale z drugiej strony - nie musiał. Mało to było par po kłótni? - Mam cię prezentować jako swoją narzeczoną? - Sięgnął po fajkę, żeby ją odpalić. Pytał nie tylko dlatego, że nie był pewny, czy ona tego chce, ale też dlatego, że jeszcze formalnie narzeczeństwem nie byli. Chociaż ich rodziny już ich jako takowych traktowali. - Wtedy jak ktoś cię klepnie będę musiał mu połamać ręce. - I była to zwyczajnie kwestia pewnej renomy. Szacunku do imienia. Pokazania, że nie wolno tykać jego rzeczy, nikt nie musiał wiedzieć, że były niechciane. Ale tak, to tyle w kwestii "zachowywania rąk".
Przechylił głowę na bok, wypuszczając dym z płuc. Sam sobie zadał to pytanie. Czy się martwił? O nią? Jakoś tak... przyszło mu do głowy, że może być mu zimno. Ale odpowiedź przyszła naturalnie.
- Masz mnie za chorego zwyrola? Nie jestem psycholem. - To znaczy, że niekoniecznie martwił się "o nią", ale na pewno nie ogier martwił się o klacz. Po prostu nie wypadało, żeby kobieta, płeć słabsza, marzła. Nie ważne, kim dla niego była. A też i fakt - nie znosił jej, ale to nie znaczyło, że źle jej życzył. - Mmm. - Mruknął na potwierdzenie tego, że przyjął jej odpowiedź. - Jest. Lubię zimno. - Za to nienawidził gorąca. Na szczęście w Anglii ciężko było o prawdziwy gorąc.
Dokładnie tego się spodziewał - że nie zniosłaby takiego zachowania. Więc w zasadzie całkiem celowo to powiedział. Komplement to jedno (bardzo ułomny), a drugie, żeby była świadoma, czego się w zasadzie spodziewać z tej bardziej ludzkiej strony, jeśli tak to można określić. Kiedy wylazła z tej poważnej kreacji to wyglądała teraz jak kobieta, którą dość bezkarnie po tyłku można klepać. Iii czym by to groziło? Urwaniem ręki? Nie wiedział, jak dobra była w zaklęciach, ale wiedział, że nie mogła być zła. Była aurorem. Nie takim pracującym w teczkach, tylko poważnym aurorem, co wymagało kontaktów z ludźmi, z magią i z niebezpieczeństwami. Więc potrafiła się obronić. I była przy tym kiepska z transmutacji. Tyle o niej wiedział w tym temacie. Za to kiedy obwieściła, że będzie się przy nim trzymać to uniósł brew i spojrzał na nią z ukosa.
- Jak mam cię traktować? - Jak narzeczoną, no tak, to się nasuwało samo przez siebie w odpowiedzi na to pytanie. Ale to znaczy - jak? Blisko? Daleko? Znaczy... dotykać ją? Nie miał ochoty. Jak się do niej zwracać? Per "kochanie"? Sauriel nie był aktorem. Nie potrafił super udawać, jego emocje w większości były wypisane na jego twarzy. Nie należał do tych ludzi, z których czytałeś jak z otwartej księgi, ale pewne rzeczy były jednak dokładnie takie - białe kartki z wyraźnym napisem. Na przykład: "złość". Więc nawet jakby chciał to nie potrafiłby udawać, że kocha kobietę, która z nim przyszła. Ale z drugiej strony - nie musiał. Mało to było par po kłótni? - Mam cię prezentować jako swoją narzeczoną? - Sięgnął po fajkę, żeby ją odpalić. Pytał nie tylko dlatego, że nie był pewny, czy ona tego chce, ale też dlatego, że jeszcze formalnie narzeczeństwem nie byli. Chociaż ich rodziny już ich jako takowych traktowali. - Wtedy jak ktoś cię klepnie będę musiał mu połamać ręce. - I była to zwyczajnie kwestia pewnej renomy. Szacunku do imienia. Pokazania, że nie wolno tykać jego rzeczy, nikt nie musiał wiedzieć, że były niechciane. Ale tak, to tyle w kwestii "zachowywania rąk".
Przechylił głowę na bok, wypuszczając dym z płuc. Sam sobie zadał to pytanie. Czy się martwił? O nią? Jakoś tak... przyszło mu do głowy, że może być mu zimno. Ale odpowiedź przyszła naturalnie.
- Masz mnie za chorego zwyrola? Nie jestem psycholem. - To znaczy, że niekoniecznie martwił się "o nią", ale na pewno nie ogier martwił się o klacz. Po prostu nie wypadało, żeby kobieta, płeć słabsza, marzła. Nie ważne, kim dla niego była. A też i fakt - nie znosił jej, ale to nie znaczyło, że źle jej życzył. - Mmm. - Mruknął na potwierdzenie tego, że przyjął jej odpowiedź. - Jest. Lubię zimno. - Za to nienawidził gorąca. Na szczęście w Anglii ciężko było o prawdziwy gorąc.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.