Tłumy to była rzecz nieunikniona na tego typu wydarzeniach. W kraju, gdzie mieszkał Richard przez ponad dwadzieścia lat, na wszelkich festynach, wydarzeniach, uczestniczył bardziej zawodowo rzadko w cywilu. W mundurze kontrolując otoczenie, czy wszystko przebiegało bezpiecznie bez zakłóceń i nieszczęśliwych wypadków. Dzisiaj zaś zgodził się towarzyszyć bratu i bratowej w tym wydarzeniu we wspomnianym przez Roberta powodzie – rodzicielsko kontrolnym. Sprawdzić, czy jego syn Charles daje sobie radę z prowadzeniem stoiska i czy jest w ogóle jakiekolwiek tym zainteresowanie. Żadne z nich raczej nie spodziewałoby się straganu z Sophlicowską cytrynówką.
Już na wejściu, Richard pobieżnie zaczął się rozglądać po okolicy, zapisując w pamięci, co gdzie się znajduje. Scena sama w sobie rzucała się nieco w oczy. Tak samo część gastronomiczna, do której mieli najwyraźniej blisko.
- Jeżeli nie tutaj, to najpewniej po drugiej stronie gastronomii.Wskazał pierw na kierunek północnych straganów, a następnie w kierunku południowej części, zdawało się mieć to więcej sensu. Skoro pierwsze stoiska prezentowały sobą jakieś gadżety? Coś tam przez ten tłum starał się dostrzec.
- Zrozumiałe.
Proste polecenie. Spaczenie zawodowe włączyło mu się już do chwili przekroczenia terenu wydarzenia. Ale jeżeli miał trzeźwo myśleć, musiał zapalić. To też wyjął papierośnicę, z niej papierosa z zapalniczką i zapalił sobie. Nagle niespodziewanie Robert postanowił zostawić ich samych. Richard nawet nie zdążył nic odpowiedzieć, stojąc z papierosem w ustach, rozkładając ręce, patrząc jak brat się oddala.
- Dobrze.
Odpowiedział bratu, ale ten i tak go nie słyszał. Został sam z Lorien. Ona mogła usłyszeć odpowiedź. Schował papierośnicę z zapalniczką do kieszeni spodni, zaciągnął się, wypuścił dym i spojrzał na Lorien.
- Chcesz iść gdzieś sama, czy wolisz mieć ochronę?
Zapytał uprzejmie Lorien, ze szwagierskiej odpowiedzialności, za jej bezpieczeństwo w tym miejscu. Łatwo można było ją zgubić w tym tłumie. Ale jeżeli miałby za to oberwać, to już wolałby ją pilnować. Jeżeli wyraziła zgodę, użyczył jej ramienia. Najwyżej pomylą go z bratem i będzie jej przyszywanym mężem.
W przeciwieństwie do Roberta, miał na sobie niebieską koszulę z krótkim rękawem, rozpiętą pod szyją. Czarne spodnie i wygodne obuwie.