25.05.2024, 18:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.06.2024, 17:04 przez Anthony Shafiq.)
Pięć twarzy, a wśród nich była jedna, szczupła, żeby nie powiedzieć wychudła, bardzo blada w zadbaniu o to by jak najrzadziej wychodzić na słońce. Zmyślnie to Rowena Rawenclaw wymyśliła, że kazała im biegać na wieżę, jedyne ćwiczenia, do których bez problemu zmuszało się Krukonów, dreptanie trasy od biblioteki na poziomie minus jeden, do biało-niebieskiej wyżyn architektonicznych. Jedyna twarz, która zamiast szoku, wyrażała zrozumienie z domieszką smutnej akceptacji. Jedna, należąca do osoby, która miała pewien ogląd na tę sytuację, niekoniecznie tylko z tego co było widać z zewnątrz.
Tutaj sprawy załatwia się inaczej. – tak powiedział Longbottomowi kilka dni temu, ale scena, której był świadkiem kazała mu przypuszczać, że może w pewnym wieku łatwiej rozładować napięcie energią kinetyczną, a nie intelektualną. Nie żeby on zmagał się z tymi problemami, ale milcząco zaakceptował fakt, że panowie postanowili skorzystać z kodeksu spisanego przez Babilończyków w XVIII wieku przed narodzinami Chrystusa. Cóż... dura lex, sed lex, jak mawiali.
Dłonią odgonił zainteresowanie pozostałej czwórki, on Prefekt Z Łaski Bogów Naczelny, jak odgania się natrętne owady podczas wakacyjnej lektury. Bez większego zastanowienia chwycił jedną ze skrzyń – tą przeznaczoną na krukoński stół, który wciąż czekał na atencję ze strony stroicieli przygotowujących przestrzenie szkolne do świętowania.
– Panie Dolohov, jak miło pana widzieć! – jego melodyjny serdeczny głos zdawał się w ogóle nie dostrzegać napięcia, wibrującego powietrza między stojącą w dość dynamicznym układzie dwójki. – Doskonale się składa, ponieważ wpadłem na pomysł, aby urządzić uczniom jakieś rozrywki po obchodach Mabon. Wpleść drobne wskazówki w dekoracje na stole, do tajemnic ukrytych w naszych wspólnych pokojach. Myślałem o Pigbenie, czy Cesarze, a z resztą! Nie mówcie mi, też chcę jakąś mieć z tego zabawę. – Skrzynia upadła u ich nóg. – Pan Longbottom wie gdzie są poukrywane tropy na górze, liczę więc na Waszą owocną współpracę, a tymczasem ja – ściszył głos pochylając się do nich konspiracyjnie, – musze iść wytłumaczyć temu gryfońskiemu młotkowi że gra terenowa nie oznacza koniecznie polowania i nie potrzebuje otwartego terenu. – Odwrócił się na moment ku siedzącemu przy stole upstrzonym czerwienią Jonathanowi, rosłemu brunetowi, który głowił się nad jakąś kartką, najprawdopodobniej grafem na którym Anthony próbował wytłumaczyć mu ideę planowanej zabawy. – A już myślał, że będziemy po kolacji iść do Zakazanego Lasu. Miał kilka typów pierwszorocznych, którzy mogli robić za niuchacze i lunabale do złapania. – W stalowych oczach skakały iskierki rozbawienia i choć wypowiadane słowa o Selwynie były zdecydowanie niepochlebne, tak ton wskazywał na szczere rozbawienie, żeby nie powiedzieć rozczulenie i pewną słabość mówiącego. Shafiq aż palił się do tego, by już nie rozwiązywać problemów, nie być dobrym liderem tylko... cóż, być w okolicy swojego gryfońskiego młotka najwidoczniej.
Odchrząknął.
– Panowie wybaczą, obowiązki wzywają. Wierzę w pana talent panie Dolohov. Powodzenia.– Nie czekając na słowa sprzeciwu, potwierdzenie, zaprzeczenie, dąsy, odwrócił się i w tym samym tempie co przyszedł, odszedł do prefekta Gryffindoru.
Tutaj sprawy załatwia się inaczej. – tak powiedział Longbottomowi kilka dni temu, ale scena, której był świadkiem kazała mu przypuszczać, że może w pewnym wieku łatwiej rozładować napięcie energią kinetyczną, a nie intelektualną. Nie żeby on zmagał się z tymi problemami, ale milcząco zaakceptował fakt, że panowie postanowili skorzystać z kodeksu spisanego przez Babilończyków w XVIII wieku przed narodzinami Chrystusa. Cóż... dura lex, sed lex, jak mawiali.
Dłonią odgonił zainteresowanie pozostałej czwórki, on Prefekt Z Łaski Bogów Naczelny, jak odgania się natrętne owady podczas wakacyjnej lektury. Bez większego zastanowienia chwycił jedną ze skrzyń – tą przeznaczoną na krukoński stół, który wciąż czekał na atencję ze strony stroicieli przygotowujących przestrzenie szkolne do świętowania.
– Panie Dolohov, jak miło pana widzieć! – jego melodyjny serdeczny głos zdawał się w ogóle nie dostrzegać napięcia, wibrującego powietrza między stojącą w dość dynamicznym układzie dwójki. – Doskonale się składa, ponieważ wpadłem na pomysł, aby urządzić uczniom jakieś rozrywki po obchodach Mabon. Wpleść drobne wskazówki w dekoracje na stole, do tajemnic ukrytych w naszych wspólnych pokojach. Myślałem o Pigbenie, czy Cesarze, a z resztą! Nie mówcie mi, też chcę jakąś mieć z tego zabawę. – Skrzynia upadła u ich nóg. – Pan Longbottom wie gdzie są poukrywane tropy na górze, liczę więc na Waszą owocną współpracę, a tymczasem ja – ściszył głos pochylając się do nich konspiracyjnie, – musze iść wytłumaczyć temu gryfońskiemu młotkowi że gra terenowa nie oznacza koniecznie polowania i nie potrzebuje otwartego terenu. – Odwrócił się na moment ku siedzącemu przy stole upstrzonym czerwienią Jonathanowi, rosłemu brunetowi, który głowił się nad jakąś kartką, najprawdopodobniej grafem na którym Anthony próbował wytłumaczyć mu ideę planowanej zabawy. – A już myślał, że będziemy po kolacji iść do Zakazanego Lasu. Miał kilka typów pierwszorocznych, którzy mogli robić za niuchacze i lunabale do złapania. – W stalowych oczach skakały iskierki rozbawienia i choć wypowiadane słowa o Selwynie były zdecydowanie niepochlebne, tak ton wskazywał na szczere rozbawienie, żeby nie powiedzieć rozczulenie i pewną słabość mówiącego. Shafiq aż palił się do tego, by już nie rozwiązywać problemów, nie być dobrym liderem tylko... cóż, być w okolicy swojego gryfońskiego młotka najwidoczniej.
Odchrząknął.
– Panowie wybaczą, obowiązki wzywają. Wierzę w pana talent panie Dolohov. Powodzenia.– Nie czekając na słowa sprzeciwu, potwierdzenie, zaprzeczenie, dąsy, odwrócił się i w tym samym tempie co przyszedł, odszedł do prefekta Gryffindoru.
Postać opuszcza sesję