Z kolei drugim ulubionym powiedzonkiem papy Lestrange, było to o praniu własnych brudów we własnym domu. Wiadomo, że w domostwach starych rodów, szczególnie tych bardziej konserwatywnych, nie było zawsze sielankowo. Właściwie to głównie panowała chłodna i posępna atmosfera. Trudno się dziwić skoro mało które małżeństwa były zawierane z miłości. I chociaż z obecnej perspektywy doskonale rozumiał skąd się brały takie praktyki, to nie potrafił ich szczerze zaaprobować. Louvain był po prostu zbyt wygodny, by pakować się w aranżowane małżeństwo, nawet jeśli takie już nad nim wisiało. Dlatego też nie zamierzał powielać tych nieprzyjemnych zabiegów i wciskać Trixi te samą gadkę, którą mogli już nie raz słyszeć od swoich rodziców.
- Nie zawsze, ale rzadko który chciał potem to powtórzyć drugi raz. - odrzucił mrużąc delikatnie oczy nad kieliszkiem. Nie wszystkich dało się tak prosto złamać, nie od kilku ciosów na mordę. Mimo wszystko za bezpodstawne wytykanie mu słabości, ci sami ludzie mogli liczyć na szybką demonstrację tego jaki jest słaby. Zresztą jemu nie trzeba było wiele powodów do zaczynania konfliktów. Można powiedzieć, że cały Hogwart przechodził z wielkim przyciskiem z tyłu głowy do wkurwienia go pod tytułem "Loretta to..". Nie trzeba było silić się na wyszukane obelgi i wyzwiska, wystarczyło zmyślić kilka rzeczy na temat jego siostry i gotowe. Konflikt gotowy.
- Przykro mi, że tak zostałaś potraktowana... - odparł, półszeptem widząc jak Trixi zaciskała palce na kieliszku wina. Odstawił na moment kieliszek i pochylił się w jej kierunku. Jedną rękę położył na jej kolanie, gładząc delikatnie wierzchem kciuka jej skórę, chcąc w ten sposób dodać jej trochę otuchy i zaznaczyć, że wspiera ją w tym wszystkim. Drugą ręką zaś zaczesał kosmyk ciemnych włosów za ucho w opiekuńczym geście. Nawet jeśli dla niego była to sytuacja między młotem, a kowadłem, bo z drugiej strony Rudolf był tak samo jego kuzynem, jak Bella jego kuzynką, to wciąż chciał być dla niej oparciem.
- Nie dziwię Ci się, że tak to czujesz...- dorzucił kiedy krówka stwierdziła, że nie zostanie żoną Rodolphus i nie chce mieć z nim nic wspólnego. - Myślę, że powiedział to, bo po prostu przestraszył się twojego temperamentu. - dorzucił błyskawicznie, z chytrym uśmieszkiem. Wrócił w końcu do swojego kieliszka, dopił do końca szybciutko, aż cierpki smak wina połaskotał go po podniebieniu. Wystarczyło tych drobnych czułych gestów, nie będą się przecież rozczulać nad jakimiś bredniami wyssanymi z palca. - Faceci potrafią byś paskudni jeśli czują, że kobieta ma dla nich zbyt silny charakter. Powiedział to tak lekko jakby w ogóle sam nie był facetem, uśmiechając się przy tym jak rasowa szelma. Podburzanie młodej kuzynki ciąg dalszy, chociaż wcale nie musiał kłamać. Wiedział to, bo sam był takim facetem w paru przypadkach, więc wiedział o czym mówi, chociaż tym niekoniecznie chciał się już chwalić. Jednak to były inne kobiety, mniej ważne, dla słodkiej Trixi przecież należało się wszystko co najlepsze, nawet życiowe porady.