26.05.2024, 01:48 ✶
Południowe stragany - Biżuteria Viorici
Rozmawiam z Heather i Vior. Kręcę się przy stoisku i witam się z Cedriciem, gdy ten zjawia się na miejscu.
— No to chyba nie masz wyboru, Heath — skomentował z pogodnym uśmiechem, gdy Viorica rozgadała się na temat swojego asortymentu. Zabrać kobietę do jubilera, to jak przyprowadzić lekarza na sympozjum naukowe o medycynie. — Idzie jesień. Ta opaska by pomogło, no wiesz... Na wiatr? I podczas latania.
Wprawdzie tym razem chłodniejsze miesiące nie równały się o Rudej z powrotem na boisko do quidditcha, jednak nie wykluczał, że kobieta będzie chciała od czasu do czasu rekreacyjnie polatać na miotle. A ile razy można było chować kudły w kaptur albo pleść warkocz? Takie akcesorium mogło się całkiem nieźle sprawdzić. Zwłaszcza że Brygada Uderzeniowa mogła też dostać wyzwanie wymagające korzystanie z miotły. Cameron nachmurzył się nagle. Czy departament w ogóle dopuszczał takie rzeczy? Nie miał pojęcia, jak to wyglądało od strony regulaminów panujących w Ministerstwi Magii.
Cameron pozwolił Heather zdecydować, co chcę kupić i przy rozliczaniu transakcji nawet wysupłał z kieszeni parę monet, żeby odciążyć dziewczynę. Nie, żeby była ku temu jakaś wielka potrzeba. Skarbiec Woodów w połączeniu z tymi paroma wypłatami, jakie otrzymała Wood podczas kariery w Harpiach, pewnie po dziś dzień opłacały jej zakupy. Eh, miał nadzieję, że kiedyś będzie w stanie zapewnić jej podobny standard życia.
— Jemu to bym kupił cały zapas jakiegoś alkoholu — mruknął pod nosem, przystając na dłuższą chwilę, aby rozejrzeć się po straganach i przyjrzeć się ich szyldom. — I koszulkę ''Przeżyłem ostatnie Beltane''. Chociaż to pewnie według kapłanów byłoby trochę eee — zaciął się na moment, nie potrafiąc znaleźć odpowiedniego słowa — Niefajne?
Bądź co bądź, wydarzenia z Polany Ognisk kojarzyły się głównie z tragedią, zwłaszcza przez to, jak dużo osób brało udział nie tylko w samych obchodach, ale też doprowadzaniu Kniei Godryka do porządku następnego dnia. Po korytarzach Szpitala św. Munga po dziś dzień wspominano wzrosty dostaw do Doliny, szybkie transporty medyczne, darmowe nadgodziny, jakie wyrabiała spora część personelu... W przypadku pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów było zapewne podobnie. Nie wspominając już nawet o masie wolontariuszy, którzy wówczas wykazali się odwagą, szukając rannych po lesie. Taki nadruk na koszuli byłby objawem bardzo czarnego humoru pośród arcykapłanów kowenu.
— Ooo! — podniósł niespodziewanie głos, chwytając Heather za rękę i unosząc ich splecione dłonie w górę. W tłumie wyłapał Cedrica, który zmierzał w stronę stoiska Vior. — Hej, Ced! A ty nie w pracy?
Zmarszczył czoło. To był dopiero szok.