26.05.2024, 03:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.05.2024, 12:07 przez Cedric Lupin.)
Podchodzę do stoiska Viorici, wdając się w rozmowę z nią, Cameronem oraz Heather.
Cedric naprawdę nie wiedział, co było gorsze: niesiedzenie w Mungu na samodzielnie zleconych sobie nadgodzinach, czy niesiedzenie w nim i spędzanie czasu wśród ludzi. Nie, żeby ludzi nie lubił, ale czasami czuł się trochę przytłoczony i strasznie niezręczny. Problem ten raczej nie występował, gdy chodziło o osoby, które już znał, ale w przypadku kompletnie obce jednostki — sytuacja się komplikowała. W pracy skupiał się na ich zdrowiu oraz swojej pracy, prywatnie nie do końca wiedział, o czym mogą rozmawiać. Nie miał zbyt wielu hobby, w sumie to żadnych. Zdążył się też przekonać, że ludzi raczej nieszczególnie interesuje dokładna relacja jego szpitalnych przygód.
Na swoje szczęście, rzadko kiedy był zmuszany do kontaktów towarzyskich w wolnym czasie. Odkrył niezwykle prostą, acz skuteczną taktykę, która ratowała go z praktycznie każdej sytuacji. Dodatkowe dyżury i nadgodziny, które zajmowały ogromną część jego kalendarza. Przesiadywał tutaj w praktycznie każdą imprezę czy święto, a wszystko za sprawą kolegów z pracy. Normalni ludzie tego typu dni woleli spędzać ze znajomymi, także bardzo chętnie korzystali z jego dobroduszności oraz faktu, że naprawdę ciężko było mu powiedzieć "nie". Ze Świętem Żniw miało być tak samo, ale w ostatniej chwili postanowił skorzystać z tego, że akurat miał wolne. Ciężko stwierdzić, kto był bardziej zdziwiony, on czy znajomy, który odmowę swojej oferty odebrał dość negatywnie. Lupin naprawdę nie chciał sprawiać mu przyjemności, po prostu zdążył się już zadeklarować do pomocy. Tak, znowu chodziło o Vior.
Kobieta pojawiła się w jego życiu dość nagle i wbrew jakiejkolwiek logice postanowiła w nim pozostać. Dalej nie potrafił tego zrozumieć, ale zaczynał się zastanawiać, czy w ogóle chce to robić. Bo po co? Normalnie lubił sobie dokładać, ale tym razem wynajdywanie powodów, dla których coś miałoby mu nie wyjść, było nad wyraz nieprzyjemne. Lubił spędzać z nią czas, nawet jeśli przy okazji będzie musiał użerać się z chmarą zupełnie obcych mu ludzi. Co może pójść nie tak?
Hm, możesz spotkać swojego brata.
Widok Camerona nieco go zaskoczył. Na tyle, że na chwilę się zatrzymał, czując nagły przypływ gorąca. Dlaczego? Ciężko stwierdzić, w końcu nie robił nic złego. Vior była jego koleżanką, spędzanie z nią czasu nie było niczym złym, a dzień wolny od Munga na pewno mu nie zaszkodzi. Wszystko było w porządku, ale jego uszy i tak nieco poczerwieniały, gdy został zauważony. Ostatecznie podszedł do stoiska, ale jego kroki były wyjątkowo wolne.
— Nie, nie umrzemy z pragnienia, przyniosłem lemoniadę — odparł łagodnie w stronę Vior, unosząc przy tym trzymany w dłoni dzban z napojem. —Świeżo zrobiony, z kostkami lodu. Mam nadzieję, że ujdzie — dodał jeszcze, po czym jego spojrzenie skierowało się w stronę Camerona i Heather.
— Hejka Cam — zaczął, zastanawiając się nad tym, co tak właściwie chce powiedzieć mu powiedzieć. W prawdziwe nie było nic złego, ale na samą myśl o tym, że młodszy brat zacząłby sobie dopowiadać jakieś rzeczy pomiędzy nim a Vior robiło mu się strasznie gorąco. — Akurat miałem wolny dzień i postanowiłem z niego skorzystać. Pomagam dzisiaj Vior. Och, właśnie! Vior, poznaj Camerona. To mój młodszy brat. Cameron, poznaj Vior. To moja... przyjaciółka — rzucił niemal na jednym wydechu, doskonale czując te zaczerwienione uszy. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że kogoś w tym wszystkim przegapił. — Heather, cudownie wyglądasz moja droga! Ileż my się nie widzieliśmy, zdecydowanie za długo. Jak tam się trzymasz? Mam nadzieję, że mój brat nie sprawia ci za dużo problemów. Jak wam się podoba biżuteria? Vior jest prawdziwym wirtuozem — Czuł, że jego głowa zaczyna się powoli uspokajać, co przyjął z cholerną ulgą. Naprawdę nie chciał się zbłaźnić, szczególnie przed Vior i Heather.
Cedric naprawdę nie wiedział, co było gorsze: niesiedzenie w Mungu na samodzielnie zleconych sobie nadgodzinach, czy niesiedzenie w nim i spędzanie czasu wśród ludzi. Nie, żeby ludzi nie lubił, ale czasami czuł się trochę przytłoczony i strasznie niezręczny. Problem ten raczej nie występował, gdy chodziło o osoby, które już znał, ale w przypadku kompletnie obce jednostki — sytuacja się komplikowała. W pracy skupiał się na ich zdrowiu oraz swojej pracy, prywatnie nie do końca wiedział, o czym mogą rozmawiać. Nie miał zbyt wielu hobby, w sumie to żadnych. Zdążył się też przekonać, że ludzi raczej nieszczególnie interesuje dokładna relacja jego szpitalnych przygód.
Na swoje szczęście, rzadko kiedy był zmuszany do kontaktów towarzyskich w wolnym czasie. Odkrył niezwykle prostą, acz skuteczną taktykę, która ratowała go z praktycznie każdej sytuacji. Dodatkowe dyżury i nadgodziny, które zajmowały ogromną część jego kalendarza. Przesiadywał tutaj w praktycznie każdą imprezę czy święto, a wszystko za sprawą kolegów z pracy. Normalni ludzie tego typu dni woleli spędzać ze znajomymi, także bardzo chętnie korzystali z jego dobroduszności oraz faktu, że naprawdę ciężko było mu powiedzieć "nie". Ze Świętem Żniw miało być tak samo, ale w ostatniej chwili postanowił skorzystać z tego, że akurat miał wolne. Ciężko stwierdzić, kto był bardziej zdziwiony, on czy znajomy, który odmowę swojej oferty odebrał dość negatywnie. Lupin naprawdę nie chciał sprawiać mu przyjemności, po prostu zdążył się już zadeklarować do pomocy. Tak, znowu chodziło o Vior.
Kobieta pojawiła się w jego życiu dość nagle i wbrew jakiejkolwiek logice postanowiła w nim pozostać. Dalej nie potrafił tego zrozumieć, ale zaczynał się zastanawiać, czy w ogóle chce to robić. Bo po co? Normalnie lubił sobie dokładać, ale tym razem wynajdywanie powodów, dla których coś miałoby mu nie wyjść, było nad wyraz nieprzyjemne. Lubił spędzać z nią czas, nawet jeśli przy okazji będzie musiał użerać się z chmarą zupełnie obcych mu ludzi. Co może pójść nie tak?
Hm, możesz spotkać swojego brata.
Widok Camerona nieco go zaskoczył. Na tyle, że na chwilę się zatrzymał, czując nagły przypływ gorąca. Dlaczego? Ciężko stwierdzić, w końcu nie robił nic złego. Vior była jego koleżanką, spędzanie z nią czasu nie było niczym złym, a dzień wolny od Munga na pewno mu nie zaszkodzi. Wszystko było w porządku, ale jego uszy i tak nieco poczerwieniały, gdy został zauważony. Ostatecznie podszedł do stoiska, ale jego kroki były wyjątkowo wolne.
— Nie, nie umrzemy z pragnienia, przyniosłem lemoniadę — odparł łagodnie w stronę Vior, unosząc przy tym trzymany w dłoni dzban z napojem. —Świeżo zrobiony, z kostkami lodu. Mam nadzieję, że ujdzie — dodał jeszcze, po czym jego spojrzenie skierowało się w stronę Camerona i Heather.
— Hejka Cam — zaczął, zastanawiając się nad tym, co tak właściwie chce powiedzieć mu powiedzieć. W prawdziwe nie było nic złego, ale na samą myśl o tym, że młodszy brat zacząłby sobie dopowiadać jakieś rzeczy pomiędzy nim a Vior robiło mu się strasznie gorąco. — Akurat miałem wolny dzień i postanowiłem z niego skorzystać. Pomagam dzisiaj Vior. Och, właśnie! Vior, poznaj Camerona. To mój młodszy brat. Cameron, poznaj Vior. To moja... przyjaciółka — rzucił niemal na jednym wydechu, doskonale czując te zaczerwienione uszy. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że kogoś w tym wszystkim przegapił. — Heather, cudownie wyglądasz moja droga! Ileż my się nie widzieliśmy, zdecydowanie za długo. Jak tam się trzymasz? Mam nadzieję, że mój brat nie sprawia ci za dużo problemów. Jak wam się podoba biżuteria? Vior jest prawdziwym wirtuozem — Czuł, że jego głowa zaczyna się powoli uspokajać, co przyjął z cholerną ulgą. Naprawdę nie chciał się zbłaźnić, szczególnie przed Vior i Heather.