26.05.2024, 17:41 ✶
Południowe stragany - stoisko kowenu
Rozmawiam z Atreusem i Florence, a gdy odchodzą, wdaję się w dyskusję z Geraldine.
Skinął głową na przyzwolenie, które padło z ust Atreusa i zaczął pakować odpowiednie produkty, co by Edward mógł nabić klientowi odpowiedni rabat, po czym przekazał Bulstrodowi jego świeczkę, życząc mu miłego sabatu.
— W takim razie będę modlił się za pani spokojny dyżur — obiecał jeszcze Florence na odchodne, gdy odebrała swoje zakupy i zaczęła oddalać się od niego ze swym bratem u boku. — Jak bogowie pozwolą tym razem nie zdarzy się tutaj żaden wypadek.
Trzeba będzie przekazać rzemieślniczkom, żeby przystopowały z zaklęciami personalizującymi, pomyślał przelotnie Sebastian. Czary te nie stanowiły jakichś wyżyn ich umiejętności magicznych, toteż liczył, że nie uznają tego za ujmę na honorze. Raczej mało kto potrzebował świec z imiennym grawerem. Zwłaszcza bez promocji. Macmillan może i byłby w stanie przekonać panią Bulstrode do tego, aby jednak zakupić parę sztuk, zwracając uwagę na ich naturalne właściwości, jednak... Chyba nie miał aż takiej siły przebicia.
Macmillan nie miał zbytnio możliwości pogrążyć się na dłuższą chwilę we własnych myślach, bo co rusz pojawiał się jakiś klient. Musiał przyznać, że nie spodziewał się takiego ruchu. Nieco bolało go to, że po tym, jak kowen został niejako ''odsunięty'' od organizacji Lammas, reszcie organizatorów udało się zagonić tutaj tak dużo czarodziejów i czarownic. Nagle okazywało się, że kowen jednak nie był niezastąpiony w kwestiach dotyczących zrzeszenia magicznej społeczności na czas obchodów. Aż go w sercu zakłuło na tę myśl.
— Panna Yaxley — Skinął kobiecie głową, gdy ta znalazła się po drugiej stronie lady. Cóż za przypadek, że wpadły do niego dwie osoby z wyprawy do Kniei. I to jedna po drugiej. Czyżby powinien się jeszcze szykować na młodego Prewetta? — Lepiej niż zakładaliśmy. Zasługa brata Greya, oczywiście. — Wskazał wymownie na swego asystenta. — Z... Księżycem? Rozumiem, że chodzi o koszulę?
Odsunął się na bok i sięgnął po różdżkę, celując w przykładowe wzory.
— W imię Pani Lsiężyca czy model Tylko Matka może mnie sądzić?. Mamy nadzieję, że Wiara, nadzieja, miłość też się dobrze sprzeda. — Prawie wzdrygnął się, gdy słowa te opuściły jego usta. Zachowywał się tak, jakby faktycznie był obyty z tym, co sprzedawał. Jakby był ekspertem. Brr. Zdecydowanie wolałby nie skończyć jako obwoźny sprzedawca kowenowych produktów. — A może święty obrazek na płótnie?