26.05.2024, 20:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.05.2024, 20:41 przez Isaac Bagshot.)
Widownia. Isaac rozmawia z Jimmem oraz Flynnem
Isaac dostrzegł rozbiegane spojrzenie długowłosego mężczyzny i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Nie miał w kieszeniach niczego wartościowego, nie licząc jakichś tam galeonów. Chciałby odwiedzić każde stoisko, i w każdym zrobić drobne zakupy. Bardzo szybko się domyślił, że ma przyjemność z panami z grupy cyrkowej, która będzie występować dzisiaj na scenie. Wokół Bellów krążyło sporo plotek, a swoim postępowaniem sprawiali, że opinie o nich były naprawdę różne. Isaac miał jednak na ten temat swoje własne zdanie. Artyści, pisarze, wszelkiej maści ludzie renesansu, powinni się wyróżniać. Ich życie oraz zachowanie, kierowało się swoimi własnymi prawami. To właśnie oni pchali aktualne pokolenie ku większej otwartości oraz ekstrawagancji. Muszą przygotować ludzi do nieuchronnych zmian, jakie będą zachodzić w sposobie zachowania, ubioru czy nawet seksualnych uniesień. Zazwyczaj są przez to opluwani oraz krytykowani. Jednak tylko po to, żeby dwa czy trzy pokolenia później, zostać docenionymi i ogłoszonymi patronami zmian, które bez ich wkładu nie miałyby szansy nastąpić.
Prorokiem? Nie, kiepski byłby z niego Prorok. Za to długowłosy wspaniale nadawałby się do tej roli! Ojjj tak! Isaac uwielbiał takie przedstawienia, kochał nietuzinkowych i trochę szalonych ludzi. Nie trzeba było nawet wielkiej charyzmy, żeby był zachwycony tym, co właśnie usłyszał. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i wyjął jednego, żeby zapalić.
- Wspaniale! A te ogniste anioły będą rozpalać serca męskiej części widowni, mam nadzieję? A Bóg? Bóg również zstąpi? Łap.- Rzucił paczkę w stronę kaznodziei, dokładnie w tym samym momencie, w którym woda zmoczyła jego Samopiszące Pióro. Nie był to jednak wielki problem. Piórko bowiem otrzepało się niczym mokry labrador, po czym znów nabrało puszystości. Wróciło do skrzętnego notowania.
Drugi z panów natomiast nie wydawał się już tak “przyjazny”. Gdyby tylko Bagshot znał jego myśli, to na pewno westchnąłby przeciągle i przewrócił oczami. Ludziom nigdy nie dogodzisz. Możesz się elegancko ubrać, a ktoś i tak powie, że jesteś zbyt elegancki. Możesz mieć brązowe włosy, a ktoś ci powie, że są zbyt brązowe. Możesz się uśmiechać, a ktoś powie, że twój uśmiech jest brzydki. Możesz być smutną pizdą, i zaraz znajdzie się dziesięciu, którzy nazwą cię właśnie taką smutną pizdą…
- Znam dużo więcej kawałów o żydach. - Odparł więc chłopakowi, uśmiechając się nieco bezczelnie. Odpalając papierosa, patrzył jak ciemnowłosy przeczesuje sobie loki, żeby później dłonią zjechać na szyję, klatkę piersiową, brzuch… Niebieskie oczy Isaac'a rozbłysły. Uniósł ku górze jedną brew, uśmiechając się kącikiem ust. Podczas występu najchętniej popatrzyłby na jędrne kobiecie tyłki, oraz skaczące piersi. ALE... taki ognisty anioł również spełni jego oczekiwania. Niedawno zupełnym przypadkiem odkrył, że męskie wdzięki znajdowały się w kręgu jego zainteresowań. Dopiero się z tym oswajał, więc nie do końca wiedział co konkretnie podobało mu się w mężczyznach. Na pewno zwracał dużą uwagę na tych bezczelnych i wyuzdanych.
- Będę gwizdał, a w pakiecie dostaniesz jeszcze brawa. Już mi trochę gorąco, a jeszcze nawet się nie zaczęło. - Puścił mu oczko, a na potwierdzenie swoich słów, rozluźnił nieco krawat który miał zawiązany pod szyją. Zaciągnął się papierosem, mierząc Flynna spojrzeniem. Oceniał w swojej chorej głowie jak bardzo był atrakcyjny i co mogliby razem zrobić, gdyby spotkali się w nieco innych okolicznościach.
- To miłego dnia, panowie. Do zobaczenia na występie.
*kokieteria, wyuzdany
Isaac dostrzegł rozbiegane spojrzenie długowłosego mężczyzny i uśmiechnął się jeszcze szerzej. Nie miał w kieszeniach niczego wartościowego, nie licząc jakichś tam galeonów. Chciałby odwiedzić każde stoisko, i w każdym zrobić drobne zakupy. Bardzo szybko się domyślił, że ma przyjemność z panami z grupy cyrkowej, która będzie występować dzisiaj na scenie. Wokół Bellów krążyło sporo plotek, a swoim postępowaniem sprawiali, że opinie o nich były naprawdę różne. Isaac miał jednak na ten temat swoje własne zdanie. Artyści, pisarze, wszelkiej maści ludzie renesansu, powinni się wyróżniać. Ich życie oraz zachowanie, kierowało się swoimi własnymi prawami. To właśnie oni pchali aktualne pokolenie ku większej otwartości oraz ekstrawagancji. Muszą przygotować ludzi do nieuchronnych zmian, jakie będą zachodzić w sposobie zachowania, ubioru czy nawet seksualnych uniesień. Zazwyczaj są przez to opluwani oraz krytykowani. Jednak tylko po to, żeby dwa czy trzy pokolenia później, zostać docenionymi i ogłoszonymi patronami zmian, które bez ich wkładu nie miałyby szansy nastąpić.
Prorokiem? Nie, kiepski byłby z niego Prorok. Za to długowłosy wspaniale nadawałby się do tej roli! Ojjj tak! Isaac uwielbiał takie przedstawienia, kochał nietuzinkowych i trochę szalonych ludzi. Nie trzeba było nawet wielkiej charyzmy, żeby był zachwycony tym, co właśnie usłyszał. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i wyjął jednego, żeby zapalić.
- Wspaniale! A te ogniste anioły będą rozpalać serca męskiej części widowni, mam nadzieję? A Bóg? Bóg również zstąpi? Łap.- Rzucił paczkę w stronę kaznodziei, dokładnie w tym samym momencie, w którym woda zmoczyła jego Samopiszące Pióro. Nie był to jednak wielki problem. Piórko bowiem otrzepało się niczym mokry labrador, po czym znów nabrało puszystości. Wróciło do skrzętnego notowania.
Drugi z panów natomiast nie wydawał się już tak “przyjazny”. Gdyby tylko Bagshot znał jego myśli, to na pewno westchnąłby przeciągle i przewrócił oczami. Ludziom nigdy nie dogodzisz. Możesz się elegancko ubrać, a ktoś i tak powie, że jesteś zbyt elegancki. Możesz mieć brązowe włosy, a ktoś ci powie, że są zbyt brązowe. Możesz się uśmiechać, a ktoś powie, że twój uśmiech jest brzydki. Możesz być smutną pizdą, i zaraz znajdzie się dziesięciu, którzy nazwą cię właśnie taką smutną pizdą…
- Znam dużo więcej kawałów o żydach. - Odparł więc chłopakowi, uśmiechając się nieco bezczelnie. Odpalając papierosa, patrzył jak ciemnowłosy przeczesuje sobie loki, żeby później dłonią zjechać na szyję, klatkę piersiową, brzuch… Niebieskie oczy Isaac'a rozbłysły. Uniósł ku górze jedną brew, uśmiechając się kącikiem ust. Podczas występu najchętniej popatrzyłby na jędrne kobiecie tyłki, oraz skaczące piersi. ALE... taki ognisty anioł również spełni jego oczekiwania. Niedawno zupełnym przypadkiem odkrył, że męskie wdzięki znajdowały się w kręgu jego zainteresowań. Dopiero się z tym oswajał, więc nie do końca wiedział co konkretnie podobało mu się w mężczyznach. Na pewno zwracał dużą uwagę na tych bezczelnych i wyuzdanych.
- Będę gwizdał, a w pakiecie dostaniesz jeszcze brawa. Już mi trochę gorąco, a jeszcze nawet się nie zaczęło. - Puścił mu oczko, a na potwierdzenie swoich słów, rozluźnił nieco krawat który miał zawiązany pod szyją. Zaciągnął się papierosem, mierząc Flynna spojrzeniem. Oceniał w swojej chorej głowie jak bardzo był atrakcyjny i co mogliby razem zrobić, gdyby spotkali się w nieco innych okolicznościach.
- To miłego dnia, panowie. Do zobaczenia na występie.
*kokieteria, wyuzdany