Jak to kobiety mają w zwyczaju, potrafią mieć zmienne nastroje. Dzisiejszego dnia o dziwo bratowa okazała się być bardziej pogodniejsza i zadowolona z tego wyjścia niż bliźniacy. Może to i dobrze? Nie siedziała sama w Szkocji, miała towarzystwo rodziny.
Robert miał to do siebie, że potrafił nagle zmieniać plany, bo kogoś zobaczył i zamierzał porozmawiać. Richard do takich zachowań brata, był już przyzwyczajony. Nie zawsze tylko wyczuwał momenty, kiedy to nastąpi. Jak dzisiaj, teraz. W tym momencie. I tak dobrze, że Robert zakomunikował, że idzie z kimś porozmawiać, wyznaczając miejsce spotkania. Po prostu Richard przyjął do wiadomości i zapalił sobie papierosa. Co dalej? Zostawienie Lorien samej, może i byłoby mu na rękę, ale będąc świadom usłyszanych informacji, co zaszło na Beltane, postanowił zapytać z uprzejmości, czy preferuje jego towarzystwo. Żartobliwie posługując się słowem bycia jej "ochroniarzem”. W końcu miał mieć oko na wszystko. Obserwować otoczenie, przemieszczające się osoby, kto się wystawia, kto się ośmiesza na scenie. Spojrzał w tym kierunku, ale szybko stracił tym zainteresowanie.
Dodał z uśmiechem. Lorien sama w końcu stwierdziła, że lepiej dla niej będzie z kimś poruszać się po terenie kiermaszu, niż samotnie. Zwłaszcza, że znów chodziła w tych samobójczych i morderczych butach, zwanych szpilkami.
Skoro ujęła jego ramię, opuścił rękę nieco, aby im obojgu było w miarę wygodniej. Więc, zapewne ujęła jego prawe przedramię. Lewą rękę potrzebował mieć wolną do operowania papierosem, którego wypalał podczas spaceru, jakiego się podjęli. Ruszyli spokojnym spacerkiem. Rzucił okiem na mijającą gastronomię, dostrzegając być może brata w czyimś towarzystwie. Nie zatrzymywał się i kierował z Lorien dalej, w kierunku straganów południowych.
- Możemy zajrzeć.Zgodził się bez zastanowienia. I niestety, to on bardziej musiał dotrzymywać kroku Lorien, która nie tylko miała małe nóżki, ale i musiała ubrać na siebie zabójcze buty, spowalniające tempo chodu. Trudno. Mieli dużo czasu, nim Robert dołączy do nich.
Rozglądając się po okolicy, rzucając przelotnie wzrokiem na widownię, scenę a przede wszystkim, ogólnie na otoczenie, otrzymał od Lorien niespodziewane pytanie. Zauważyła.
- Tak. Myślałem.
Przyznał jej szczerze. To nie było żadną tajemnicą.