Miał bardzo luźny i spontaniczny stosunek do swoich obowiązków, w tym także służbowych, więc oprócz osobistej godności nie miał wiele powodów żeby wracać do trzeźwości. Przynajmniej tych powodów od zdrowego rozsądku. I nie zdziwiłby się gdyby za niedługo wypieprzyliby go z pracy w ministerstwie na zbity pysk. Co rusz tylko szukał wymówek i wykrętów, żeby tylko nie pojawiać się w biurze świstoklików. O wiele bardziej przejmowały go najnowsze obowiązki, które spadły na niego wraz z nową funkcją pełnioną przed Czarnym Panem. Przy nich, robota urzędasa z przyjmowaniem petentów i wypełnianiem druczków była wręcz komiczna. Ta dawna iskra do pracy organicznej, by powolutku piąć się po szczeblach kariery coraz szybciej w nim umierała. Nie wiedział w tym większego sensu, odkąd praca i obowiązki w konspiracji śmierciożerców zajmowała jego myśli praktycznie codziennie. Kiedy siedział przy tym swoim biureczku widział jakie to małe i nieznaczne w perspektywie budowania czarnej rewolucji.
No, ale wiadomość o dziecku totalnie wybiła go rytmu, a nie widząc innej możliwości na poradzenie sobie z własnymi emocjami uderzał w alkohol, a gdyby nie ten zatarg z narzeczonym Loretty i jego szwagierką, to zniżyłby się do jeszcze mocniejszych używek. Na szczęście tamte Mulcibery zbyt mocno dawały mu do zrozumienia, że dno jest jest jeszcze głębiej, niż mogłoby się wydawać. Gdyby jeszcze zaczął ćpać jak ten romski tabor, nie potrafiłby sobie już nigdy spojrzeć w twarz.
- Masz rację. Zawsze mnie odrzucało na widok książek. - odparł rzucając przy tym głupkowaty uśmiech. Nie zamierzał się zbyt stanowczo sprzeciwiać siostrze, jakby podświadomie miał zaprogramowane, że starsza siostra to rozsądek, więc należy się słuchać. Zresztą przyszedł tu po pomoc, więc w obecnej sytuacji zwyczajnie się posłuchał. Oderwał plecy od regały i dość ociężałym ruchem przesunął się na wskazany mu zaklęciem fotel. Na stwierdzenie o bezpiecznej przystani w ich rezydencji, od razu pokiwał twierdząco głową. Nawet jeśli mógł zobaczyć na twarzy Annaleigh i w jej mimice, że trafnie obstawił genezę przebywania jej tutaj, to żadne tego typu, przebiegła myśl nie przeszła mu przez głowę. Zbyt bardzo był przejęty tym co doskwiera mu samemu. No i był zbyt otępiony alkoholem, żeby wyciągać więcej wniosków, niż te które wpadły mu do głowy szukając starszej siostrzyczki po domostwie.
- Kiedy ja nie zamierzam tak szybko odpuszczać. - odrzucił z zadziornym uśmieszkiem. Oj tak, w tym stanie głupkowate żarty przychodziły mu z ogromną łatwością. Niemniej jednak sięgnął po flakonik z magicznym specyfikiem. W drugiej wciąż trzymał butelkę wina i przez chwilę przyglądał się jednej i drugiej, jakby warzył w myślach wszystkie za i przeciw, najtrudniejszego wyboru jaki mu dzisiaj przyszło rozstrzygnąć. Jednocześnie wykrzywił usta w mało zgrabny grymas, wydając z siebie długi, marudny dźwięk. W końcu jednak wybrał rozsądek, a odstawiając butelkę wina pocałował ją w szyjkę, jakby rozstawał się właśnie ze swoją wybranką. Oczywiście zerknął ukradkiem na Annaleigh, by zobaczyć jak bardzo mogłaby być zażenowana jego teatrzykiem, no ale cóż. Taki właśnie był ten jej braciszek.
Łyknął szybko całą zawartość lekarstwa, z przyzwyczajenia, że lekarstwa nigdy nie smakowały lepiej od najgorszego wina. Jednak wciąż miał na podniebieniu cierpki posmak wina, więc nawet nie musiał się specjalnie krzywić przy konsumpcji. Westchnął ciężko kiedy w końcu padło to pytanie od Aneczki. Oparł ciężką głowę na rękach, a łokcie na oparciach fotelu, wzrok wbijając gdzieś w podłogę.
- Przed konsekwencjami, cholera, a przed czym innym może uciekać facet... - rzucił przewracając oczami z boku na bok. - Codziennie podejmuje dziesiątki decyzji, a zawsze te najbardziej spontaniczne wracają do mnie z uderzeniem. - dodał zniesmaczony tym do czego zaraz będzie musiał się przyznać. Ukrywanie się za żartami było wiele wygodniejsze, niż żenujący moment przyznania się do nieprzemyślanych decyzji. Jednak zanim, jeszcze raz przerzucił wzrok na siostrę, szukając w jej oczach czegoś chociaż na kształt przypominającego, wsparcie, albo chociaż zrozumienie.