27.05.2024, 10:45 ✶
Spaceruje z Richardem przy straganach w strefie południowej -> ostatecznie trafiają na stoisko Biżuterii Viorici
- Jakby Robert chciał być spokojniejszy, to by sobie nie poszedł.- Stwierdziła. Najwyraźniej spokój ducha męża był daleko na liście rzeczy, którymi zaprzątałaby sobie głowę. Powstrzymała się co prawda przed wzruszeniem ramionami, ale ewidentnie próbowała udawać, że ją to zupełnie nie obchodzi. Obchodziło - może nawet zbyt mocno niż powinno.
Lorien nie chodziła w innych butach. Nigdy. Nawet w najgorszych chwilach, gdy słaniała się na nogach i potrzebowała pomocy przy każdym kroku - nie zrezygnowała ze szpilek. Czy bywały momenty, w których łatwiej było ją gdzieś przenieść niż zmusić do przejścia z punktu A do B? Oczywiście. Nieważne jak głupio ten upór nie wyglądałby dla osób postronnych - tu chodziło o coś więcej niż umiłowanie do czerwonych podeszw czy potrzeba nadrobienia paru centymetrów. O dziwaczne zasady i wspomnienia, ale tymi nie zamierzała się dzielić.
Pewnie gdyby była teraz z Robertem oparłaby głowę o jego ramię; pewnie dużo częściej zadzierałaby głowę, żeby na niego spojrzeć. Ale z racji że miała przy sobie szwagra, to jedynie zaciskała delikatnie palce na jego przedramieniu, na tyle by kontrolować prędkość spaceru. Kiedy spokojnie mijali kolejne stoiska, pozwoliła sobie na chwilę milczenia. Więc nie planował wyjechać? Czy to znaczyło, że Charles i Leonard również zostaną?
Nie podobało jej się to. Ale w Lammas powinno się być wdzięcznym za to co się ma - skoro Bogowie postanowili jej zafundować na stare lata chatę pełną absolutnie dalekich od perfekcji dzieciaków - no trudno, nie zamierzała dyskutować z siłami wyższymi.
Powrót Mulciberów do Ministerstwa był natomiast tym czego ona sama potrzebowała. Dla poprawy wizerunku, dla uciszenia niektórych plotek jakby wżeniła się w rodzinę ludzi, którzy za nic mają prawo. Nawet jeśli sama nie odczuła przesadnej niechęci w pracy - nie mogła pozwolić sobie na utratę pozycji. Za długo na to wszystko pracowała.
- To dobry pomy…- Przerwała w pół słowa, gdy kątem oka dostrzegła coś błyszczącego na jednym ze stoisk. Richard mógł dostrzec wyraźnie w którym momencie w Lorien obudziła się ta klasyczna babska cząstka duszy. W dodatku… Niby wilgowron, a jednak sroka. Bez słowa pociągnęła szwagra w stronę stoiska Biżuterii Viorici, gdzie już i tak zebrało się sporo osób. Jakieś dzieciaki właśnie odchodziły, ale nie zwróciła na nich większej uwagi.
Puściła Richarda, żeby móc przyjrzeć się uważnie biżuterii. Aż nasunęła na czoło okulary przeciwsłoneczne, chcąc lepiej widzieć towar. Choć ewidentnie jej uwagę przykuły najbardziej kolczyki, to błądziła wzrokiem po wszystkim co miało kwiatowe motywy.
- Macie może spinki do szat dla czarodziejów? Coś prostego, eleganckiego?- Zapytała spoglądając na Vioricę, jeśli ta nie była specjalnie zajęta. Jeśli była to Lorien po prostu grzecznie zaczekała ze swoim pytaniem, aż ta się nią zainteresuje.