Heather nie miała rodzeństwa, więc dosyć zabawna była dla niej konfrontacja braci. Bawiło ją też strasznie to, jak bali się swojej matki, ona nigdy nie przejmowała się Lizzy, w zasadzie to utrzymywały relację bardziej koleżeńską i Ruda mogła robić, co tylko jej się podobało. Nie do końca więc też rozumiała ich podejście, mniejsza o to, grunt, że naprawdę ją to rozbawiło.
- Miło poznać. - Rzuciła jeszcze do Viorici, gdy Lupin ją przedstawił.
Później zaczęło się robić ciasno, pojawili się Bulstrodowie za którymi Ruda niezbyt przepadała, dobrze więc byłoby się stąd zwinąć bez niepotrzebnego wdawania w dyskusję. Zmierzyła jeszcze wzrokiem Florence od stóp do głów, nie znosiła tej baby za to, że znęcała się nad Cameronem. Nie zamierzała jednak psuć sobie tego święta, lepiej dla nich jeśli po prostu odejdą stąd jak najszybciej. Atreus też był u niej skreślony od jakiegoś czasu, w ogóle rodzina Bulstrode nie budziła w niej ciepłych uczuć, może poza Orionem, z którym była na służbie podczas Beltane, ale chyba zawsze znajdzie się wyjątek, który nie pasuje do całej reszty, to tylko potwierdzało regułę.
Zgubiła gdzieś w tym tłumie Brennę, więc po prostu szła przed siebie ciągnąc za sobą Camerona. Gdy znaleźli się odpowiednio daleko, gdy była pewna, że Bulstrodowie są poza zasięgiem ich uszu zatrzymała się. - Co za okropne spotkanie. - Powiedziała tylko cicho do chłopaka.
Jej oczom ukazał się szyld z cytrynówką i to tam postanowiła się teraz udać. - Myślę, że przyda nam się strzelić po jednym, żeby trochę się ogarnąć. - Kto wie, kogo jeszcze przyjdzie im tu spotkać.